Półwysep Koreański u progu wojny?

Wygłaszane przez Kim Dzong Una deklaracje o  „anihilacji wrogów” znów wywołały napięcie na linii Pjongjang-Seul-Waszyngton i niepokój społeczności międzynarodowej. Czy Korea Północna miałaby szanse w ewentualnym starciu zbrojnym?

Korea Północna (fot. taylorsloan)
fot. taylorsloan

12 lutego 2013 roku Korea Północna przeprowadziła trzecią udaną próbę nuklearną. Ładunek wybuchowy spowodował trzęsienie ziemi o sile 4.9 stopni w skali Richtera. W odpowiedzi na kolejną próbę jądrową, 7 marca Rada Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych zaostrzyła sankcje wobec Korei Północnej. Ponadto wezwała do dyskusji na temat koreańskiego programu jądrowego między Pjongjangiem, a Koreą Południową, Stanami Zjednoczonymi, Chinami, Japonią i Rosją.

Co na to Pjongjang? Ogłosił, że zrywa wszystkie pakty o nieagresji z Koreą Południową, wyłącza gorącą linię telefoniczną i zamyka przejście między oboma krajami w Panmundżom, w Strefie Zdemilitaryzowanej. Korea Północna oficjalnie odrzuciła rezolucję ONZ.

Kim Dzong Un stara się być zdeterminowanym i groźnym przywódcą, z którym powinny liczyć się wszystkie głowy światowych mocarstw. Jego celem nie jest jednak doprowadzenie do otwartej wojny. Mimo buńczucznych zapowiedzi Koreańczyków o zamienieniu Seulu i Waszyngtonu w „morze ognia” i „anihilacji wrogów”, Un wie, że w starciu ze sprzymierzonymi wojskami Koreańczyków z Południa i Amerykanów nie ma najmniejszych szans.

Wojska konwencjonalne

Wojsko Korei Północnej to kolos na glinianych nogach. W jego szeregach służy milion żołnierzy. Koreańczycy posiadają ok. 3,5 tysiąca czołgów i pojazdów opancerzonych , 100 okrętów podwodnych i 500 samolotów. Dla porównania Korea Południowa ma w swoich szeregach 630 tysięcy żołnierzy, ok. 2,5 tysiąca czołgów i pojazdów opancerzonych, dużo mniej okrętów, jedyną przewagę posiadają „w powietrzu”, gdzie razem z USA są w stanie wystawić 1000 samolotów.

Na papierze przewaga Korei Północnej jest znaczna. Dużo większy potencjał ludzki i ilościowa przewaga w uzbrojeniu dają iluzoryczną szansę na zwycięstwo w ewentualnej wojnie. To jednak scenariusz niemożliwy do zrealizowania. Siły zbrojne Pjongjangu pod względem technologicznym są kilkadziesiąt lat za sprzymierzonymi wojskami Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych. Przewaga jakościowa koalicji jest miażdżąca. Kryzys w armii Kim Dzong Una odbija się na jakości wyszkolenia żołnierzy. Wydatki na armię w Korei Północnej nie są oficjalnie znane ale szacuje się je na kilka miliardów dolarów rocznie, co daje ok. 20 % PKB. Sytuacja u Koreańczyków z Południa wygląda o wiele lepiej. Budżet na armie stanowi co prawda „tylko” 2,5 % PKB, ale liczba 30 miliardów dolarów robi wrażenie.

Broń masowego rażenia

Przy ocenie potencjałów militarnych nie wolno skupiać się tylko i wyłącznie na konwencjonalnych siłach bojowych. Pozostaje jeszcze kwestia broni atomowej, biologicznej i chemicznej, a tej w arsenale Kim Dzong Una nie brakuje. Potencjał atomowy Korei Północnej nie jest do końca znany. Można domyślać się, że Pjongjang posiada kilkaset rakiet balistycznych, ale są to konstrukcje oparte na przestarzałych systemach epoki ZSRR. Prawdopodobnie w arsenale Korei Północnej znajdują się również proste bomby atomowe, których zrzucenie byłoby możliwe jedynie za pomocą bombowców.

W obliczu słabego lotnictwa użycie tego typu broni wydaje się być problematyczne, szczególnie w warunkach wojny, natomiast użycie rakiet dalekiego zasięgu wymaga dłuższego przygotowania. W warunkach wojennych umożliwiłoby to szybkie zbombardowanie przez lotnictwo koalicji.

Scenariusz działań

Pierwszy etap wojny przyniósłby duże straty po stronie Korei Południowej, jeżeli to Pjongjang zaatakowałby pierwszy. Jednakże w obliczu tak znacznej przewagi Korei Południowej, po otrząśnięciu się z pierwszych strat, szala zwycięstwa przychylałaby się w stronę Południa. Nie zapominajmy o wsparciu Stanów Zjednoczonych, które bez wahania zaatakowałyby ramię w ramię z Koreą Południową. Atak bronią atomową przeprowadzony przez Pjongjang nie wchodzi w grę. Stany Zjednoczone, obejmując Koreę Południową parasolem nuklearnym, zobowiązują się do natychmiastowego kontrataku z użyciem własnego potencjału atomowego. Jak duży jest to potencjał, nie trzeba nikomu przypominać. Stany Zjednoczone są największą potęgą militarną świata i o tym fakcie zdaje się pamiętać Kim Dzong Un.

Nie tylko pewna porażka militarna skłania przywódcę Koreańczyków z Północy do powstrzymania się od wywoływania konfliktu. Pozostaje jeszcze aspekt typowo polityczny. Wojna doprowadziłaby do anarchii w państwie i przewrotu w organach władzy. Zwycięzcy prawdopodobnie ustanowiliby nowe rządy, podporządkowane Waszyngtonowi. Perspektywa utraty władzy przez Kim Dzong Una, czyli de facto upadek dynastii Kimów, powinna skłonić młodego przywódcę do refleksji nad swoim zachowaniem.

Korea Południowa i Stany Zjednoczone zaczynają tracić cierpliwość i możliwa jest ich interwencja, szczególnie w obliczu tak nerwowych ruchów Pjongjangu. Nawet Rosja i Chiny – dotychczas stali sojusznicy KRLD, odwracają się od reżimu i bez wahania podpisują się pod sankcjami Rady Bezpieczeństwa ONZ. Chińczycy wzywają społeczność międzynarodową do prowadzenia dialogu i nie ograniczania się tylko do sankcji.

Sytuacja staje się coraz trudniejsza i zdaje się prowadzić nieuchronnie do wojny. Oby tylko nie do atomowej…