Polskojęzyczny Litwin zamiast litewskiego Polaka

Podłoże problemów w stosunkach polsko–litewskich, w tym kwestii traktowania polskiej mniejszości leży znacznie głębiej niż by się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Te dwa państwa balansują między braterską przyjaźnią a szczerą nienawiścią, a wszystko to w związku z mocno problematyczną tożsamością Litwinów i Polaków na Litwie.

Fot: Flickr-jaime.silva
Fot: Flickr-jaime.silva

Utworzenie nowego litewskiego rządu i wejście w jego skład Akcji Wyborczej Polaków na Litwie (AWPL) budzi nadzieje na poprawę wzajemnych stosunków między Warszawą a Wilnem. Zdają się to potwierdzać liczne ostatnio sygnały płynące ze strony litewskich władz. Jeśli nawet tak się stanie to zagrożenie łatwego ich popsucia będzie istnieć tak długo jak długo będzie żywy antypolski fundament współczesnej litewskości.

Stosunki między obydwoma krajami od początku lat 90. układały się dość dobrze. Litwinom udało się przezwyciężyć mniej lub bardziej prawdziwe „obawy przed polską dominacją” i co prawda dosyć późno, ale jednak w 1994 r. prezydenci Polski i Litwy podpisali Traktat o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy. Polska po akcesji do NATO zaczęła zabiegać o wejście do tego sojuszu także swojego litewskiego partnera. Dochodziło też do częstych wizyt na najwyższym szczeblu. W czasie, a także po pomarańczowej rewolucji na Ukrainie Warszawa i Wilno zintensyfikowały również współpracę w dziedzinie polityki wschodniej.Za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości próbowano jeszcze bardziej wzmocnić te relacje m.in. przez wsparcie dla polskich inwestycji na tym kraju takich jak zakup rafinerii w Możejkach przez Orlen.

Pozytywny obraz na wysokim szczeblu przykrywał jednak gromadzące się na dole problemy. Inwestycja w Możejkach spotkała się z co najmniej dziwną reakcją strony litewskiej. Z powodu odcięcia przez Rosjan surowca do rafinerii Orlen został zmuszony m.in. do sprowadzania jej koleją z pobliskiego portu, jednakże strona polska nie mogła dojść do porozumienia z litewskimi kolejami, które dyktowały wyjątkowo drogą taryfę w dodatku wożąc ropę okrężnymi drogami. Na szczęście, po kilku latach zmagań problemy rafinerii w Możejkach udało się rozwiązać. Jednak napięcia polsko–litewskie dały o sobie znać w innym miejscu i to już ze zdwojoną siłą.

Polska mniejszość na Litwie

Solą w oku w stosunkach między obydwoma krajami była od samego początku kwestia polskiej mniejszości. Pomimo zobowiązań międzynarodowych władze litewskie nie poczyniły żadnych kroków zmierzających do zapewnienia wymaganych standardów dla mieszkających tam Polaków, mimo że są największą mniejszością narodową na Litwie. Spory toczyły się i toczą głównie wokół pisowni polskich imion i nazwisk, dwujęzycznych nazw ulic oraz miejscowości, restytucji mienia zagrabionego przez Sowietów (proces reprywatyzacji nie objął niemal jedynie obszaru Wileńszczyzny zamieszkałego przez liczny odsetek osób polskiego pochodzenia). Kroplą, która przelała szalę goryczy była ustawa oświatowa z 2011 r., która w szkołach polskich zwiększyła liczbę przedmiotów wykładanych po litewsku oraz wymogła, aby maturzyści wszystkich szkół zdawali jednakowy egzamin maturalny z języka litewskiego, mimo że szkoły polskie miały odrębny program z tego przedmiotu. Polacy zaczęli protestować. Z odsieczą do Wilna ruszył nawet premier Donald Tusk, jednakże nic to nie dało prócz zaostrzenia kursu wzajemnych relacji, które także na najwyższym szczeblu wraz z wzrostem niepokojów wyraźnie się psuły.

Sposób traktowania polskiej mniejszości jest jednak tylko pewny odpryskiem wizerunku Polski i Polaków w litewskiej polityce historycznej. Od czasu międzywojnia dla litewskiej państwowości głównym, potencjalnym wrogiem była przede wszystkim Polska. Stąd jej każde działanie dotyczące Litwy budzi nieufność.

Dobrym przykładem jak różnie jest traktowana wspólna historia jest tegoroczna 150. rocznica wybuchu powstania styczniowego. W naszym kraju jest to wspomnienie ostatniego aktu działania zza grobu Rzeczpospolitej Obojga Narodów, bowiem ostatni raz tak masowo wystąpiono pod znakiem Orła, Pogoni i św. Michała Archanioła, walcząc o odrodzenie I RP. Na Litwie jest to rocznica budzenia się na gruzach powstania litewskiego odrodzenia narodowego, początku powstania ruchu nowolitewskiego (młodolitewskiego), który dał podwaliny pod współczesnych Litwinów.

Kołem zamachowym tworzenia się nowej litewskiej świadomości narodowej było uwłaszczenie chłopów z 1864 r. Znaczącą pomoc okazała tutaj carska Rosja, która umożliwiła funkcjonowanie Gimnazjum w Mariampolu, gdzie pobierano naukę w języku litewskim. Było to typowe zagranie w stylu „dziel i rządź” mające na celu oderwać chłopów litewskich od wpływów polskiej kultury i języka.

Na tej bazie powstający ruch nowolitewski zaczął inaczej traktować zarówno swoją własną historię jak i tożsamość. Do tej pory Litwin oznaczał mieszkańca Wielkiego Księstwa Litewskiego, częściej jednak mówiącego po polsku niż po litewsku, lecz wyraźnie akcentującego swoją odrębność wobec innych mieszkańców I RP. Nie jest prawdą, że wśród tzw. Starych Litwinów widziano możliwość istnienia swego państwa jedynie w unii z Polską. W czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów, co jakiś czas pojawiały się wątki separatystyczne, a na początku XIX wieku powstawały pomysły wskrzeszenia wyłącznie Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wówczas był to margines. Na uwagę jednak zasługuję ruch krajowców działający w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku. Opowiadali się oni za oddzielną od Polski państwowością litewską, jednak kulturowo – duchowo jej bliską.

W opozycji do Polaków

W kontrze do tego sposobu myślenia działali Nowi Litwini. Według nich Litwa miała się zamykać w narodowo–etnicznych granicach, a litewskość ściśle była powiązana z językiem. Z tego względu odcięto się od własnej elity, którą uważano za spolonizowaną. Wobec takiej sytuacji wielcy „obywatele dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego” zasilili jedynie panteon polskich bohaterów narodowych. Współczesny Litwin pochodzi zatem głównie z warstw litewskojęzycznego chłopstwa.

Nacjonalizm litewski zaczął wskazywać polskość, jako coś ogromnie niebezpiecznego dla ich tożsamości. Z tego powodu fiaskiem zakończyły się próby Józefa Piłsudskiego stworzenia federacji z Litwą. Ówcześni Litwini po prostu tego nie chcieli, a cały konflikt z tego okresu do dziś ciąży na stosunkach między obydwoma państwami.

Ze względu na to historiografia litewska przyjęła punkt widzenia całkowicie potępiający czas związków z południowo–zachodnim sąsiadem. Dla Litwinów jest to niemal jak czas polskiego zaboru. Taki sposób myślenia wzmocnił okres dwudziestolecia międzywojennego, który upływał pod znakiem fatalnych relacji, a raczej ich braku. Wówczas formalnie obydwa kraje znajdowały się w stanie wojny. Litwa nie mogła się pogodzić z utratą Wilna w wyniku „buntu” z 1921 r. dokonanego przez gen. Żeligowskiego, który do dziś jest jednym z czarnych charakterów tamtejszej narracji historycznej. To wszystko było dodatkowo podgrzewane przez ówczesne władze na czele z wieloletnim prezydentem Antanasem Smetoną.

Po nawiązaniu stosunków dyplomatycznych między Warszawą a Kownem w 1938 r. relacje okazały się nadspodziewanie dobre. Krótką szansą na odrodzenie polsko – litewskiej współpracy przyniósł paradoksalnie okres litewskich rządów Wilnie w 1939 r. Nowe władzę okazały życzliwość wobec Polaków, a wśród dawnych krajowców odrodziła się nadzieja na odrodzenie ich idei, lecz niedługo później znów dała o sobie znać opcja nacjonalistyczna, która zmieniła dotychczasowe stanowisko litewskich władz.

Poprawa stosunków

Od kilku jednak lat widać na Litwie tendencje do zmiany własnej polityki historycznej, gdzie coraz więcej miejsca poświęca się dziedzictwu Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Świadczy o tym m.in. wpisanie do katalogu świąt narodowych rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Pojawiają się nawet głosy, że spór polsko–litewski z okresu 1918 – 1922 był w rzeczywistości wojną domową, gdyż zarówno Piłsudski jak i Żeligowski uważali się też za Litwinów. Jest to jednak proces przebiegający powoli i nieprzebijający się jak dotąd do szerokich mas oraz wszystkich polityków. Dodatkowo problemy są też po polskiej stronie.

Polacy na Litwie w znacznej większości wywodzą się z ludności chłopskiej, która po uwłaszczeniu w 1864 r. przejęła polską kulturę i język. Wiązało się to z awansem społecznym, jaki się wśród przynajmniej części z nich się dokonywał, wspólnym z polskojęzycznymi elitami nastawieniem antyrosyjskim, a także z tym, że był to idealny język dla mieszanych litewsko – białoruskich rodzin z Wileńszczyzny. W dodatku, wpływ rodzącego się litewskiego odrodzenia narodowego, który koncentrował się głównie na północnej Suwalszczyźnie, nie był na tym obszarze jeszcze silny. Budzący się po obydwu stronach nacjonalizm wymagał na ludziach jednak samookreślenia się po jednej ze stron. Okazało się, że najlepszym kryterium jest język.

Polska mniejszość niestety nie przejęła starolitewskiego sposobu myślenia.  W tej materii są bardziej spadkobiercami międzywojennych Polaków z Wileńszczyzny niż obywateli Wielkiego Księstwa. W 1922 r. ludność Litwy Środkowej nie chciała odrębnego państwa, nie chciała być zarzewiem federacji w myśl koncepcji Józefa Piłsudskiego, nie chciała nawet autonomii – Polacy na Wileńszczyźnie chcieli być po prostu częścią Polski bez żadnego ale. Nacjonalizm, który opanował także ziemie dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego spowodował, że istniała tylko możliwość bycia albo etnicznym Litwinem albo etnicznym Polakiem. Niestety, ten sposób myślenia okazała się trwały.

W czasach II RP nasze władzę realizowały systematyczną polonizację zamieszkały na tych obszarach etnicznych Litwinów, co także podrażniło wzajemne relacje. Niewątpliwie cieniem położyła się też wywodząca się z środowiska polskiej mniejszości idea z 1989 r. utworzenia autonomicznego okręgu Wileńszczyzny w ramach ZSRR, czy nawet kraju związkowego. W praktyce oznaczałoby to, że Litwa znów mogłaby zostać pozbawiona Wilna.Ponadto, litewscy Polacy wyrażali daleko idącą niechęć wobec idei odzyskania przez Litwę niepodległości. W samym okresie radzieckim,sytuację polskiej ludności można uznać za dobrą. Władza sowiecka znów sięgnęła po starą sprawdzoną metodę „dziel i rządź” tylko, że tym razem z korzyścią dla Polaków. Pogorszenie nastąpiło dopiero w wolnej Litwie.

Zmiana tożsamości

Paradoksalnie pogarszająca się sytuacja polskiej mniejszości spowodowała ich konsolidacje i doprowadziła do sukcesów w wyborach europejskich oraz parlamentarnych, co w rezultacie spowodowało wejście AWPL do rządowej koalicji. Niestety jest to maksimum, jakie mogą oni osiągnąć. Nigdy bowiem partia kojarzona głównie z reprezentowaniem interesów jakiejkolwiek mniejszości narodowej nie stanie się jedną z głównych sił politycznych, co najwyżej tzw. języczkiem uwagi. Dla Polaków na Litwie istnieje jednak pewna alternatywa.

Czesław Miłosz zarzucał polskiej mniejszości, że zamiast starolitewskiego konserwuje ona przedwojenny, narodowy sposób myślenia. Warto się zastanowić czy nie lepiej by było zarówno dla Litwy jak i dla Polski, gdyby to właśnie polska mniejszość na Wileńszczyźnie zaczęła się uważać za spadkobierców Litwinów w dawnym tego słowa znaczeniu. Gdyby Polacy na Litwie, przestali być Polakami, a stali się na powrót Litwinami, ale dwujęzycznymi i przesiąkniętymi polską kulturą. Litwinami odwołującymi się do tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego. Litwinami takimi samymi, jakim byli Jan Karol Chodkiewicz, Tadeusz Kościuszko, Adam Mickiewicz, Gabriel Narutowicz, Józef Piłsudski czy Czesław Miłosz.

Przeobrażenie się mniejszości polskiej w Starolitiwinów, którzy są u siebie, dla których Litwa jest jedyną ojczyzną mogłoby przede wszystkim ubogacić w sensie tożsamościowym i kulturowym ten kraj, ale ze strony praktycznej polepszyć sytuacje społeczno–polityczną tej części ludności. Dokonanie się tego procesu powinno doprowadzić do zapewnienia wymaganych dla obecnej polskiej mniejszości standardów. Sam AWPL (w taki wypadku pod innym szyldem) miałby większą siłę przebicia, gdyby nie walczył o przywileje dla Polaków, ale dla polskojęzycznych (i nie tylko) Litwinów.

Polska zagrożeniem?

Polska rzeczywiście jawi się Litwie jako główne historyczne zagrożenie, ale polonizacja przez większość czasu nie była powodowana brutalnymi metodami jak np. rusyfikacja, lecz przede wszystkim atrakcyjnością języka i kultury, możliwością awansu, a ponadto nie dokonywała wyparcia odrębności litewskiej, co daje pole do porozumienia tych dwóch sposobów postrzegania litewskości. Litwa mogłaby się dla nas stać czymś na kształt Austrii dla Niemiec, czyli państwem odrębnym, ale niezwykle bliskim kulturowo.

Proces ten potrzebuje jednak zmiany sposobu myślenia po obydwu stronach i jest on jak najbardziej możliwy w dzisiejszych czasach, kiedy dyskusja nad własną tożsamością narodową w Europie jest częsta. Do tego potrzebny jest przede wszystkim czas i działania nakierowane na realizację tego celu. Polska ze swej strony może tylko wspierać i tworzyć inicjatywy promujące wspólne dziedzictwo, starać się wpływać na polską mniejszość. Reszta leży w rękach Litwinów i litewskich Polaków.

Paradoksalnie jednak odrodzenie tożsamości starolitewskiej jest obecnie bardziej prawdopodobne w społeczności litewskiej niż polskiej. O ile w historiografii, czy w elitach decyzyjny na Litwie widać już coraz wyraźniejsze próby odwoływania się do spuścizny po I Rzeczpospolitej to wśród tamtejszych Polaków jest to głos wołającego na pustyni. Ciężko doszukać się tam tak potrzebnych w takiej sytuacji inicjatyw oddolnych promujących stare pojęcie litewskości. Więcej, wszelkie nawet głosy nawołujące do tego sąostro potępiane. Z kolei, z drugiej strony jeżeli nie z radością to przynajmniej z pobłażaniem ze strony liderów tej społeczności spotkają się hasła w stylu„Wilno będzie polskie”, wygłaszane np. podczas niedawnego koncertu hiphopowego zespołu „Zjednoczony Ursynów” w litewskiej stolicy.

Jeżeli „przemiana tożsamościowa” dokona się jedynie wśród Litwinów to spowoduje to naturalną zmianę ich sposobu myślenia, ubogacenie jej strolitwinizmem, a przez to zaprzestanie upatrywania w polskości głównego wroga, co w konsekwencji pewnie doprowadzi wygaszenia problemów związanych z traktowaniem polskiej mniejszości. Jednak nadal oni będą tam tylko mniejszością, ciałem obcym, choć wcale tego nie muszą.

Proces to długi i trudny, ale warty wsparcia, bowiem w jego rezultacie stosunki między Polską a Litwą mogą stać się znacznie bliższe niż nam się może wydawać.