Polityka Sikorskiego, czyli system naczyń połączonych

W swoim dorocznym wystąpieniu przed Sejmem na temat polskiej polityki zagranicznej minister Radosław Sikorski wskazał na niezwykle istotną rzecz, o której w Polsce zbyt często się zapomina, że znaczenie czy – używając nieco pompatycznego określenia – potęga państwa zależy od trzech połączonych ze sobą czynników: dyplomacji, gospodarki i siły militarnej.

Minister Radosław Sikorski podczas jednego z sejmowych wystąpień (MSZ/Flickr)
Minister Radosław Sikorski podczas jednego z sejmowych wystąpień (MSZ/Flickr)

Szef polskiej dyplomacji stwierdził, że obecna Polska stanowi najlepsze jej wcielenie w historii. Można mieć ku temu spore wątpliwości mając na uwadze, że inny okres historyczny ma już u nas przydomek „złotego wieku”, jednak należy się zgodzić, że mimo wszystko obecna sytuacja międzynarodowa wciąż może być dla nas bardziej szansą niż zagrożeniem.

Dołączyć do unijnego rdzenia

W wizji ministra Sikorskiego Polska staje się coraz ważniejszym europejskim graczem, który wzmocniony o sojusze regionalne, a w szczególności Grupę Wyszehradzką może występować jako już niemalże równorzędny partner dla Niemiec i Francji. Niebezpieczeństwo wypadnięcia z głównego kręgu integracji europejskiej ma nam zapewnić „wyrażenie chęci i gotowości” do przyjęcia wspólnej waluty. Sprzyjają nam także zawirowania na południu Europy, które pozbawiają znaczącego głosu Madryt czy Rzym. Wszystko wydaje się być w porządku i jasne, ale jest jednak w tej wizji parę zgrzytów.

Nasuwa się pytanie czy sama „chęć i gotowość” do przyjęcia euro wystarczy, żeby uniknąć tak niebezpiecznej dla nas marginalizacji. Polska nie chcę szybko przystępować do eurogrupy póki są w niej kłopoty i póki nie jest na to gospodarczo gotowa. Lecz w pewnym momencie, grupa głównych decydentów, do której aspirujemy, może się dla nas zamknąć. Na naszą korzyść jednak działa postawa Berlina, który wydaje się być zainteresowany przyjęciem swojego bliskiego sojusznika do integrującej się strefy. Ponadto, prezydent Hollande w odróżnieniu od swojego poprzednika jest bardziej skłonny do współpracy z Warszawą, choć należy mieć na uwadze, że Paryżowi na dłuższą metę rozszerzanie grupy ścisłej integracji nie jest wymarzoną sytuacją.

Współpraca regionalna

Niewątpliwie, współpraca regionalna jest dla Polski jednym z największych atutów. Można nawet zaryzykować, że Polska ma w Unii Europejskiej największą zdolność koalicyjną. Używając terminologii sportowej pasuję tu określenie zawodnika obrotowego, który w różnych konfiguracjach dąży do osiągnięcia swojego celu. Na plus należy dodać postępującą integracje w kwadracie wyszehradzkim. Problemem może być wciąż brak zaufania i wspólnej odpowiedzialności za region, a nie tylko za swoje krajowe podwórko przez co koalicje budowane przez Warszawę zbyt często trzeszczą w szwach. Konieczne jest tutaj zbudowanie sieci zależności nie tylko jak dotąd politycznych, ale także gospodarczych, kulturalnych i społecznych, czego szczególnie w tych dwóch ostatnich aspektach ciągle brakuje.

Szef polskiej dyplomacji wskazał także na dobre stosunki z krajami skandynawskimi oraz innymi państwami Europy Środkowej. W tym kontekście można się zastanowić nad próbą rozszerzenia współpracy w Grupie Wyszehradzkiej o Rumunię i Bułgarię, kraje Bałkanów Zachodnich, a także skooperowanie jej z naszymi wysiłkami wobec Skandynawii. Byłby to cenny atut, mocno wzmacniający naszą pozycję międzynarodową.

Polska polityka wschodnia bez zmian

Minister Sikorski poruszył też problem regresu w relacjach z Rosją. Warto zwrócić jednak uwagę na kilka rzeczy. Moskwa w stosunku do Polski nie stosuje już ostrej i aroganckiej retoryki, co było normą jeszcze kilka lat temu. Zmieniło się także nieco nastawienie społeczności międzynarodowej do samej Rosji, co się objawia pogorszeniem relacji z USA, Wielką Brytanią, czy Francją. Nawet Berlin jest już bardziej powściągliwy wobec Kremla. Jednakże nie należy spuszczać z oka wszelkich form współpracy niemiecko – rosyjskiej i najlepiej sprowadzać je na forum Trójkąta Królewieckiego oraz starać się, na ile to możliwe, westernizować Rosję. W tym kontekście minister wskazał na ważną rzecz budowy inicjatyw polsko – rosyjskich na szczeblu społeczeństw i regionów.

Na Wschodzie bez zmian. Staramy się, namawiamy, ale nie wychodzi. Szef naszej dyplomacji spodziewa się podpisania szeregu umów stowarzyszeniowych z krajami Partnerstwa Wschodniego, z czego najważniejsza to ta dotycząca Ukrainy, która wciąż jednak balansuje między Rosją a Unią. Miejmy nadzieje, że zapowiadany przez Radosława Sikorskiego przełom nastąpi. Jeżeli nie, to czeka nas kolejny rok pozytywistycznej pracy w polityce wschodniej, którą z roku na rok i tak należy wzmacniać. Optymistyczne jest to, że w przyszłości (oby niedalekiej) na pewno ona korzystnie zaowocuje.

Daleka zagranica

Stosunkowo mało w wystąpieniu szefa MSZ znalazło się miejsca odnośnie nowych potęg z Azji i Ameryki Łacińskiej. Ich rosnąca rola w świecie będzie wymagała od Warszawy przyjęcia określonej strategii, w szczególności w obliczu zwiększającego się zainteresowania Pekinu Europą. Jest także wyzwanie dla całej polityki UE.

Pomijaną w komentarzach do sejmowego wstąpienia kwestią jest zaznaczona w informacji ministra sprawa Polonii. Polaków mieszkających poza granicami naszego kraju szacuję się na ok. 20 mln. Do tej pory nasza dyplomacja była nastawiona na pomoc i utrzymywanie więzi, ale nikt nie pokusił się o wykorzystanie potencjału tak licznej przecież diaspory. Przeszkodą może być jednak to, że w żadnym państwie nie stanowi ona ważnego czynnika nacisku politycznego. Często jest skłócona albo źle zorganizowana. Wyjątek mogą stanowić Polacy na Litwie i na Białorusi. Jednakże mniejszość na Litwie, podobnie zresztą jak sami Litwini, żyje w schemacie polityki narodowej, który dla Polski, szczególnie w polityce wschodniej, jest niezwykle szkodliwy.

Obronność dźwignią polityki zagranicznej

W exposé ministra znalazły się także wątki pozornie niezwiązane z przewodnim tematem. Radosław Sikorski zwrócił uwagę na zwiększenie w Polsce wydatków na zbrojenia. Szkoda, że III RP dopiero jakieś 30 lat od swego powstania dorobi się potencjału obronnego z prawdziwego zdarzenia. Lepiej jednak późno niż wcale. Program zakupów dla armii wydaje się być racjonalny i dostosowany do potrzeb. Polska ma za zadanie stworzenie takich sił zbrojnych, które nie tyle co będą w stanie pokonać każdego wroga, ale dla potencjalnego przeciwnika konfrontacja z nimi będzie oznaczał długą i wyczerpującą walkę, a przez to po prostu stanie się nieopłacalna.

Wbrew krytykom, stutysięczne, dobrze wyszkolone i uzbrojone wojsko zawodowe jest wystarczające dla państwa polskiego. Kluczem jednak jest budowa sił rezerwy i nie mam tutaj na myśli Narodowych Sił Rezerwowych (które wciąż niestety są w fazie budowy), czyli czegoś, w myśl zamierzeń, na kształt amerykańskiej Gwardii Narodowej, ale obywateli którzy na wypadek wojny mają zapewnione przydziały mobilizacyjne, a w czasie pokoju co jakiś czas odbywają ćwiczenia. Według MON podstawę tej grupy mają zapewnić żołnierze odchodzący z armii zawodowej (rocznie ok. 5 proc.) i osoby, które przeszły wcześniej zasadniczą służbę wojskową. Sam minister Sikorski wielokrotnie przekonywał, że obsługi karabinu i moździerza można nauczyć się w kilka minut. Polska jednak nie wykorzystuje potencjału dość sporej grupy organizacji paramilitarnych, które z powodzeniem można by wykorzystać do budowy zaplecza dla armii zawodowej.

Tworzenie swojego potencjału wojskowego jest ważnym czynnikiem budowy europejskiej polityki w tym zakresie. Cięcia wydatków na obronność w krajach unijnych nie napawają jednak przesadnym optymizmem, mimo że konieczność odwrotnych działań wymusza zmiana polityki USA wobec naszego kontynentu.

Niezbędnym jest utrzymanie więzów z sojusznikiem amerykańskim, dla Polski w szczególności przyciągnięciem tutaj (w końcu) poważnej infrastruktury natowskiej. Nie ma jednak żadnych złudzeń, które pojawiały się jeszcze 10 lat temu co do stania się najbliższym europejskim partnerem dla Stanów Zjednoczonych. Szef polskiej dyplomacji zdaje się zakładać, że obecnie silniejsza pozycja Warszawy wobec USA zależy od samodzielnej aktywności w dziedzinach amerykańskich zainteresowań (np. promocja demokracji w Afryce Północnej i Bliskim Wschodzie, rozbrojenie, współtworzenie unijnej polityki wobec Stanów), a nie ślepego podążania za wytycznymi Waszyngtonu. Wobec dzisiejszej polityki administracji amerykańskiej jest to chyba jedyne racjonale działanie.

Zagrożenie? Recesja

Te wszystkie plany, koncepcje i założenia polskiej polityki zagranicznej oraz obronnej mogą się jednak rozbić, gdy polska gospodarka się zatrzyma, albo co gorsze zacznie się cofać. Poprawa polskiej pozycji międzynarodowej w ostatnich latach w znacznej mierze zawdzięczamy utrzymaniu, pomimo kryzysu, wzrostu gospodarczego. Dlatego tak ważne jest jego dalsze podtrzymanie, czy nawet zwiększenie i nadrobienie zapóźnień cywilizacyjnych do państw Europy Zachodniej. Do tego należałoby dodać zahamowanie niebezpiecznych trendów demograficznych, które naturalnie przekładają się na gospodarkę i budowa globalnych marek, stanowiących naturalny czynnik wspomagających wizerunek i siłę ekonomiczną Polski.

Minister Sikorski w bardzo szeroki sposób potraktował temat swojego sejmowego wystąpienia zaznaczając, że sytuacja jest dynamiczna, zagrożenia się pojawiają ale koniunktura wciąż jest. Jeśli obecna Polska ma być rzeczywiście jej najlepszym wcieleniem w historii to musi maksymalnie ją wykorzystać, a nie być kolejnym przykładem potwierdzającym regułę, że dzieje naszego kraju to historia straconych szans.