Nowe kłopoty w Ulsterze

Kilka dni temu kruchy spokój mieszkańców Irlandii Północnej mogła zburzyć sześćdziesięciokilogramowa bomba, którą odkryto w zaparkowanym samochodzie. Okazuje się więc, że z popiołów północnoirlandzkiego konfliktu nadal mogą strzelić w górę ogniska.

Mural w Belfaście (fot. Miss Copenhagen/Flickr/CC)
Mural w Belfaście (fot. Miss Copenhagen/Flickr/CC)

Mimo że w ostatnich latach sytuacja panująca w Irlandii Północnej jest najlepsza od kilku dekad, a współpraca polityczna między unionistami a republikanami okazała się niezwykle skomplikowana, ale jednak możliwa, to w dalszym ciągu w Ulsterze pojawia się wiele punktów zapalnych potencjalnego konfliktu. Doskonale ukazały to kilkutygodniowe protesty i zamieszki na przełomie roku wywołane przez ograniczenie liczby dni, w których przed ratuszem w Belfaście powiewa Union Jack. Natomiast wydarzenia z ostatniego weekendu mogły przywołać najgorsze demony z burzliwej historii północnoirlandzkiego konfliktu.

22 marca w samochodzie zaparkowanym w Enniskillen (hrabstwo Fermanagh) odnaleziono potężny ładunek wybuchowy o wadze 60 kg. Na czas akcji saperskiej, przeprowadzonej przez brytyjskich żołnierzy, mieszkańcy okolicznych domostw zostali ewakuowani. Operacja rozbrojenia ładunku zakończyła się dopiero rankiem 23 marca. Chociaż oficjalne dochodzenie PSNI jeszcze się nie zakończyło, to panuje przekonanie, że celem zamachowców miał być silnie ufortyfikowany posterunek policji Lisnaskea. Niemniej wskutek ulokowania budynku pośród domów mieszkalnych i kościołów liczba potencjalnych ofiar mogłaby być dosyć pokaźna. Próba zamachu została potępiona przez Sekretarz Stanu ds. Irlandii Północnej, Theresę Villiers, ktora stwierdziła, że terroryści odpowiedzialni za niedoszły zamach nie mają do zaoferowania Irlandii Północnej niczego oprócz mordowania i zniszczenia. Również czołowi politycy Sinn Féin i DUP ostro skrytykowali osoby odpowiedzialne za przygotowanie aktu przemocy. Reprezentujący okręg Fermanagh South Tyrone republikański członek Zgromadzenia Północnoirlandzkiego Phil Flanagan podkreślił stanowczo, że wysiłki terrorystów są bezcelowe i nie posiadają oni poparcia miejscowej ludności oraz wezwał do zaprzestania tak bezmyślnych i niepotrzebnych działań.

Warto zwrócić uwagę, że Enniskillen w przeszłości padło ofiarą jednego z najbardziej tragicznych zamachów w historii Irlandii Północnej. Podczas nabożeństwa 8 listopada 1987 roku eksplozja bomby Tymczasowej IRA (Provisional IRA – PIRA) zabiła 11 osób i raniła ponad 60 kolejnych. Wstrząs po zamachu był tak ogromny, że Gerry Adams posunął się do stwierdzenia, iż ruch republikański nie wytrzymałby kolejnego incydentu w stylu Enniskillen.

Wszystkie media zgodnie zwracają na uwagę, że ładunek odnaleziono w odległości zaledwie 16 mil od Lough Erne, w którym odbędzie się czerwcowe spotkanie G8. Istnieje zatem poważna obawa, iż niedoszli zamachowcy spróbują również zaatakować w czasie szczytu. Z pewnością zabezpieczenie konferencji, na której pojawią się najważniejsi przywódcy świata, stanie się niezwykle trudnym zadaniem dla brytyjskich służb i będzie wymagało ściągnięcia do Ulsteru setek policjantów by wspomóc PSNI.

Za głównych podejrzanych próby dokonania zamachu uznano od razu najbardziej radykalne odłamy ruchu republikańskiego, które od lat starają się podważyć dotychczasowy dorobek porozumienia wielkopiątkowego z 1998 roku oraz St. Andrews Agreement z 2006 roku. Przypomnijmy, iż wkrótce po podpisaniu epokowego porozumienia w dziejach Ulsteru, Prawdziwa IRA (Real IRA – RIRA) dokonała najbardziej krwawego zamachu w historii konfliktu republikańsko-lojalistycznego. 15 sierpnia 1998 roku w eksplozji ładunku wybuchowego w Omagh zginęło 29 osób, natomiast ponad 200 zostało rannych. Paradoksalnie największy „sukces” RIRA przyczynił się do znacznego ograniczenia jej działalności. Niemniej, co jakiś czas radykalni republikanie nie dawali o sobie zapomnieć. Sytuacja nie uległa zmianie nawet po aresztowaniach kluczowych działaczy, w tym ich przywódcy, Michaela McKevitta, który w 2003 roku został skazany na 20 lat pozbawienia wolności za kierowanie organizacją terrorystyczną. Jednakże dopiero w lutym 2008 Prawdziwa IRA ogłosiła, że po kilkuletniej reorganizacji wznawia działania wojenne.

W ciągu ostatnich kilku lat radykalnym republikanom udało się zlikwidować dwóch żołnierzy brytyjskiej armii, dwóch funkcjonariuszy PSNI oraz jednego strażnika więziennego. W ciągu ostatnich tygodni RIRA wzmogła swoją aktywność próbując wykorzystać ładunki zrobione z pocisków moździerzowych do ataków na funkcjonariuszy policji i komisariaty w Belfaście i Derry. Uważa się, że RIRA współpracuje blisko z mniejszymi grupami radykalnych republikanów, ale także z innym odłamem Armii – Kontynuacją IRA (Continuity IRA – CIRA). Według danych PSNI z września 2012 liczebność Prawdziwej IRA oceniano na 250-300 członków.

Czy zatem należy obawiać się powrotu eskalacji przemocy na ulicach Belfastu i pozostałych miast Irlandii Północnej? Wydarzenia z przełomu roku pokazały, że chociaż niezwykle łatwo wyprowadzić tłum na ulicę, to agresywne zachowania przejawiają jedynie najbardziej radykalne i niewielkie grupy. Niestety doświadczenia ostatnich dni wskazują, że są jeszcze ludzie, którzy pragną powrotu do krwawych czasów „The Troubles”. Aczkolwiek nie są to już lata 80. XX wieku, a Prawdziwa IRA nie posiada ani zaplecza politycznego ani poparcia społecznego jakim cieszyła się wówczas Tymczasowa IRA. Niewykluczone, a nawet pewne, że najbardziej radykalni republikanie będą po raz kolejny próbowali zniszczyć ciężko wypracowany kompromis. Możliwe, że spotka się to z kontrreakcją paramilitarnych ugrupowań lojalistycznych. Czy jednakże mieszkańcy Ulsteru i politycy pozwolą na powrót „The Troubles”? Pokojowa równowaga wydaje się zbyt cenna, by po raz kolejny bezmyślnie rzucać się w wir przemocy.