Los Włoch w rękach błazna

Centrolewica minimalnie pokonuje Berlusconiego. Wybory parlamentarne we Włoszech nie przyniosły rzeczywistego rozstrzygnięcia. Pionki rozstawiły się na szachownicy. Nie ma zwycięzców, póki co przegrał tylko Mario Monti. Teraz zaczyna się polityka, a Włochów czekają nerwowe tygodnie negocjacji i rozmów koalicyjnych.

wlochy-wybory-parlamentarne-2013

Powyborczy układ sił

Wybory parlamentarne we Włoszech odbywały się w dniach 24-25 lutego 2013 roku. Włosi wybierali 630 deputowanych i 315 senatorów. Najwięcej głosów w obu izbach zdobyła centrolewica z Partią Demokratyczną na czele, ale ciężko nazwać ją zwycięzcą. W Izbie Deputowanych zdobyła 29,54 proc., ale tuż za jej plecami pojawił się Silvio Berlusconi stojący na czele centroprawicy. Partie skupione wokół byłego premiera zdobyły 29,18 proc. głosów.

Jednakże prawdziwą sensacją i wydarzeniem jest trzecie miejsce antysystemowa partia założona w internecie przez genueńskiego komika Beppe Grillo. To prawdziwy zwycięzca wyborów. Jego Ruch Pięciu Gwiazd zdobył, aż 25,55 proc. głosów w wyborach do Izby Deputowanych. Równie wielką niespodzianką jest klęska ustępującego premiera Mario Montiego, którego sojusz centrowych partii reformatorskich „Z Montim dla Włoch” zdobył zaledwie zawstydzające 10,56 proc. głosów.

W przeliczeniu na miejsca w Izbie Deputowanych, w związku z włoską ordynacją wyborczą, która przewiduje premię miejsc dla zwycięzcy centrolewica zdobywa 345 miejsc, centroprawica 125, Ruch Pięciu Gwiazd 109, a partie centrowe związane z Mario Montim wprowadzą do parlamentu zaledwie 47 deputowanych.

Prawdziwa tragedia rozpoczyna się w Senacie, gdzie nie ma premii dla zwycięzców. Wybory co prawda wygrała centrolewica, na której czele stoi Pier Luigi Bersani, ale jej przewaga nie jest nawet symboliczna. Wygrali o nieco ponad 640 tys. głosów, zdobywając 31,63 proc. głosów, kiedy partie skupione wokół Berlusconiego zdobyli 30,71 proc., Beppe Grillo ma 23,79 proc., a Monti 9,13 proc. W przeliczeniu na miejsca w Senacie oznacza to, że centroprawica wprowadza 123 senatorów, centroprawica 117, Ruch Pięciu Gwiazd 54, a centrum 19.

To katastrofa dla Włoch, to pat polityczny, który stawia obie główne koalicje w trudnej sytuacji. Misja tworzenia rządu zostanie prawdopodobnie powierzona Bersaniemu, ale będzie mieć on ogromne trudności z stworzeniem poprawnie funkcjonującej koalicji, która będzie mogła sprawować władzę. W tej samej byłby kandydat centroprawicy. Berlusconi ma możliwość utrudniania życia zwycięskiej Partii Demokratycznej i blokowania ustaw w Senacie. Nawet ewentualna koalicja z siłami centrowymi nie zapewni centrolewicy możliwości prawowania władzy w Senacie. Wszystko leży w rękach nieobliczalnego Beppe Grillo i jego nihilistycznych, populistycznych zwolenników.

Czerwona kartka dla polityków

Lutowe wybory parlamentarne to czerwona kartka dla włoskiej polityki. Włosi mają dość wszystkiego. Stracili wiarę w Montiego i jego reformy, mają dość oszczędzania. Stracili także wiarę w prawice i lewicę. Są zmęczeni kolejnymi awanturami, skandalami i kompromitacjami. 25 proc. poparcia dla Ruchu Pięciu Gwiazd, partii, która powstała w Internecie to prawdziwy cios dla demokracji. To jednocześnie pewne świadectwo braku odpowiedzialności za swój naród. Sprzeciw wobec klasie politycznej nie powinien wyrażać się dopuszczaniem do władzy ludzi kompletnie do tego nie przygotowanych. Wielu obywateli Włoch wybrało inną formę protestu – nie poszło na wybory. Mimo, że frekwencja była bardzo wysoka i wyniosła 75 proc. to wciąż niski wynik w porównaniu do poprzednich wyborów parlamentarnych, kiedy do urn poszło ponad 85 proc. uprawnionych o głosowania. Włosi są rozczarowani Berlusconim, to właśnie głównie jego wyborcy pozostali w domach pokazując, że mają dość sposobu uprawiania polityki przez włoską klasę polityczną i oczekują przemian. Wybory pokazały zawód społeczeństwa i akceptację populizmu, którym wojował Beppe Grillo oraz Silvio Berlusconi, który obiecywał m.in. możliwy powrót do lira.

Zdecydowanym zwycięzcą wyborów okazał się właśnie słynny komik i blogger Beppe Grillo. Jego Ruch Pięciu Gwiazd zdobył co czwarty oddany głos. Partia opiera swoją działalnoś na happeningach takich jak słynne już przepłynięcie wpław przez 64 letniego lidera ugrupowania Cieśniny Mesyńskiej. Wśród nielicznych merytorycznych haseł ruchu Beppe Grillo można wskazać chęć obniżenia pensji parlamentarzystów do 2,5 tys. euro, darmowy dostęp do Internetu, zasiłek dla bezrobotnych i zreformować służbę zdrowia. Kluczowa dla Ruchu Pięciu Gwiazd jest walka z rozwarstwieniem płacowym.

Quo vadis Italio?

Kryzys uderzył we Włochy z dużą mocą. Bezrobocie nieustannie wzrasta, rząd Montiego serwował kolejne reformy. Naród zdecydował się na rozliczenie z klasą polityczną, ale mógł wybrać niewłaściwy moment na takie działania. Oczywiste, że wybory są recenzją i oceną władzy, ale w czasach kiedy Włosi potrzebują silnego rządu, który dokończy reformy i pomoże wyjść państwu z kryzysu, społeczeństwo daje skusić się populistom i ich pustym obietnicom.

Bersani wygrał minimalnie. Co można się spodziewać po jego ewentualnym rządzie, jeśli uda się go utworzyć w tej patowej sytuacji? Partia Demokratyczna raczej będzie kontynuować reformy Montiego, kontynuować integrację z Unią. Zagrożeniem dla rządu mogą być bardzo silne we Włoszech związki zawodowe oraz radykalny, nieprzewidywalny koalicjant, którym w obecnej sytuacji będzie najprawdopodobniej Ruch Pięciu Gwiazd. Nikt nie wyobraża sobie koalicji centrolewicy z centroprawicą, a Monti jest za słaby by zapewnić większość w Senacie. Możliwym rozwiązaniem jest także umowa między centroprawicą a centrolewicą, w której Berlusconi nie blokuje w Senacie ustaw, które nie są radykalnie odmienne od wartości, które uznaje jego partia, ale oczekuje poparcia centrolewicy w zaplanowanych na maj wyborach na Prezydenta Republiki.

Każdy z tych scenariuszy jest bardzo ryzykowany, więc niewykluczone, że we wrześniu Włosi ponownie udadzą się do urn, a co za tym idzie Włochy czekają kolejne bardzo nerwowe miesiące, a kryzys będzie dotykał ich coraz dotkliwie. Należy także pamiętać, że włoska gospodarka jest trzecią co do wielkości gospodarką w Unii, a więc ich problemy mogą odbić się czkawką w całej Europie.