Iran i jego poplecznicy w polityce globalnej

Irańska siatka powiązań z organizacjami terrorystycznymi i grupami rebelianckimi jest zaiste imponująca. Teheran na wiele sposobów może wykorzystać te ekspozytury dla osiągnięcia swoich celów geopolitycznych.

Flickr: Stewf-CC
Flickr: Stewf-CC

W ostatnich dniach znowu wiele się dzieje wokół Iranu. Do światowych mediów dostają się naprzemiennie informacje pozornie pozytywne i negatywne. Z jednej strony politycy wypowiadają się pełni nadziei, choć również ostrożnie, na temat postępów we wznowionych niedawno rozmowach dotyczących irańskiego programu atomowego. Z drugiej Irańczycy otwarcie chwalą się planami budowy trzech tysięcy zaawansowanych wirówek do wzbogacania uranu. Okazało się również, że Iran nie rozwija swojego programu jedynie w oparciu o uran, ale także pluton.

Arabscy sojusznicy

W międzyczasie, w oddali za przykuwającymi najwięcej uwagi negocjacjami, ujawniono kolejne dowody na rozbudowę irańskich wpływów w Jemenie, o czym pisałem już jesienią zeszłego roku. Problem w tym, że Irańczycy starają się zbroić swoich sprzymierzeńców na Półwyspie Arabskim w coraz bardziej zaawansowaną broń. Tym razem na przechwyconej na początku roku niewielkiej jednostce morskiej odkryto bowiem chińskie pociski przeciwlotnicze QW-1M. To nowa, wyprodukowana w 2005 broń, która na pewno nie będzie służyła jemeńskim ekspozyturom Iranu do toczenia walk plemiennych w zachodnim Jemenie, ani nawet do walki z siłami rządowymi.

Oczywiście, oprócz pocisków do Jemenu płynęło również bardzo wiele bardziej konwencjonalnego uzbrojenia. Setki tysięcy magazynków do kałasznikowa, RPG, zapasy C-4, nawet noktowizory. O ile to uzbrojenie to typowy oręż w regionalnych walkach na Bliskim Wschodzie i mógłby być rozpatrywany jako wsparcie Iranu dla braci w wierze, czyli szyickiego plemienia Huti, o tyle QW-M1 to broń, która służyć miała w zupełnie innej rozgrywce.

Działania ekspozytur

Iran jest krajem, który swoje bezpieczeństwo, a także postawę na arenie międzynarodowej w bardzo dużym stopniu opiera na ciepłych kontaktach z organizacjami terrorystycznymi, a także grupami rebelianckimi, takimi jak klany Hutich właśnie. Dodając do tego związki Teheranu ze zorganizowaną przestępczością od Meksyku po Filipiny, otrzymujemy pełen, niezwykle bogaty, zbiór irańskich ekspozytur („proxies”).

Ujmując rzecz w sporym uproszczeniu, proxies w zamian za wsparcie lub z przyczyn ideologicznych, dbają o interesy swojego “mecenasa” w czasie pokoju, jak i wojny. Na przykład Huti w razie potrzeby, jeśli oczywiście będą posiadali odpowiednie zasoby uzbrojenia, będą mogli zdestabilizować sytuację na południowej flance Arabii Saudyjskiej, a także w Jemenie, którym rządzi wspierany przez USA rząd; stanowić zagrożenie dla lotnictwa państw GCC, zestrzelić wskazany przez mocodawców cywilny samolot, zagrozić żegludze na południowym Morzu Czerwony i w Cieśninie Bab al-Mandab itd. Plemię to nie jest oczywiście ani najsilniejszą, ani najważniejszą ekspozyturą Iranu, mimo to strategiczne tereny, które zamieszkuje, czynią z niego dla Teheranu sojusznika bardzo cennego.

Na związki Iranu z przychylnymi mu ugrupowaniami na całym świecie należy spoglądać szeroko. Trzeba pamiętać, że pozornie tak oddalone od siebie na militarnej skali obiekty jak kałasznikow dzierżony przez jemeńskiego rebelianta i pocisk balistyczny z głowicą nuklearną mogą się świetnie uzupełniać. Dowodzi tego polityka sąsiada Iranu, Pakistanu, która – jak sądzę – będzie dla Iranu wzorem, jeśli ten wejdzie w posiadanie broni nuklearnej.

Iran uczy się od Pakistanu

Islamabad jest mistrzem w sprawnym władaniu orężem jakim są ekspozytiry i w znacznej mierze opiera na nim swoją politykę. Widzimy to na przykładzie Afganistanu, ale o wiele bardziej znamienna, dla szukania porównań z Iranem, jest postawa Pakistanu wobec Indii. Pakistan wykorzystuje ekspozytury w starciu z Indiami od samego początku swojego istnienia, czyli drugiej połowy lat 40. XX wieku. Doskonalił tę strategię podczas kolejnych starć zbrojnych w Kaszmirze, wiele wyniósł również z doświadczeń wojny radziecko-afgańskiej. Prawdziwe pole do popisu zaczęło się jednak od lat 90., kiedy to Islamabad wszedł w posiadanie broni jądrowej.

Modus operandi Pakistanu jest bardzo prosty. Pakistan może swobodnie i co raz bardziej bezczelnie wykorzystywać swoje ekspozytury przeciwko Indiom (vide zamachy w Bombaju), nie obawiając się zmasowanej odpowiedzi sił konwencjonalnych znacznie potężniejszego rywala. Straszakiem na taki wypadek jest bowiem broń nuklearna. Państwo wyposażone zarówno w broń atomową, jak i rozwiniętą sieć proxies ma ogromną swobodę działania w kreowaniu własnej polityki międzynarodowej, może niemal bezkarnie osłabiać swoich rywali i skutecznie dbać o własne interesy…