Chiny kontra UE: zimna wojna na Grenlandii

Wybory na Grenlandii nie należały w przeszłości do najczęściej obserwowanych i najbardziej emocjonujących na świecie, ale tym razem jest inaczej. Wybory na tej autonomicznej części Danii mają zadecydować o przyszłości wyspy, bowiem to ona właśnie jest najbardziej newralgicznym miejscem rywalizacji Unii Europejskiej i Chin.

Grenlandia (fot. wariswon/Flickr)
Grenlandia (fot. wariswon/Flickr)

W środę, 12 marca miały miejsce wybory do Landstingu. Głównymi siłami politycznymi na tej olbrzymiej, a liczącej zaledwie 60 tys. mieszkańców wyspie są: „Naprzód” (Siumut) – partia socjaldemokratyczna, która popiera poszerzanie autonomii Grenlandii; „Poczucie wspólnoty” czyli „Atassut”, partia konserwatywno-liberalna, chcąca zbliżenia z Danią i socjalistyczna, separatystyczna, eskimoska partia niepodległościowa – „Wspólnota ludzka – InuitAtagatigiit”. Grenlandzki system polityczny jest bardzo stabilny, wszystkie partie powstały pod koniec lat 70.

Grenlandia to autonomiczne terytorium zależne Danii leżące na największej wyspie świata. Od 1978 roku jest to obszar posiadający bardzo szeroką autonomię. W 1982 roku przeprowadzone zostało tam referendum na mocy, którego mieszkańcy wyspy – Inuici (Eskimosi) zdecydowali, że chcą by wyspa wystąpiła z Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, co się ziściło ostatecznie w 1985 roku. Dlatego właśnie Grenlandia nie należy do Unii Europejskiej, mimo że jest częścią Danii. Niemniej jednak, pozostając terytorium specjalnym członka UE, posiada pewne przywileje handlowe.

Grenlandia nie posiada uprawnień w kwestii konstytucji, obrony, polityki zagranicznej i monetarnej, ale ma prawo do prowadzenia własnej polityki morskiej, posiada odrębną policję i sądownictwo oraz – co najważniejsze – samodzielnie zarządzania swoimi zasobami naturalnymi (poszerzona autonomia obowiązuje od 2009 roku). Na wyspie rezyduje jednak wysoki przedstawiciel władz centralnych Danii, a walutą jest duńska korona. Wyspa ma również prawo wyboru dwóch przedstawicieli do parlamentu duńskiego, posiadając jednocześnie swój własny, lokalny organ władzy ustawodawczej – Landsting. Jego kadencja trwa 4 lata, wybory są powszechne.

Niechęć Inuitów do integrującej się Europy wiązała się z narzucanymi przez Brukselę restrykcjami co do prawa do połowu ryb. W ostatnich latach pojawiały się jednak spekulacje, jakoby Grenlandia brała pod uwagę ponowne wstąpienie do Unii Europejskiej. Wiąże się to z faktem, że wyspa posiada olbrzymie bogactwa naturalne: występuje tu 9 z 14 metali rzadkich oraz ropa nafrowa, gaz, złoto i uran. Jednak pomimo tego ogromu surowców Grenlandii brak infrastruktury i siły roboczej do rozpoczęcia wydobycia. Doskonale rozumieją to obie główne partie – Siumut i InuitAtagatigiit, jednakże obie przedstawiają odmienne koncepcje rozwiązania tego problemu. Surowce przyciągają zainteresowanie światowych potęg, przede wszystkim Unii Europejskiej właśnie oraz Chin, które gotowe są na duże inwestycje przy wykorzystaniu swojej nieograniczonej siły roboczej.

Premier Kuupik Kleist, lider partii InuitAtagatigiit, jest zwolennikiem zwiększenia obecności zagranicznych firm na Grenlandii, argumentując, że tylko w ten sposób wyspa może się rozwinąć. W wyraźniej opozycji wobec niego stoją nacjonaliści, którzy twierdzą, że już obecność obcokrajowców na wyspie jest zbyt wielka. Padają także propozycje nałożenia na firmy zagraniczne wyższych podatków, by zmniejszyć ilość chętnych do inwestycji, nie tracąc jednocześnie przy tym wpływów do budżetu. Do tej pory przyznano ponad 100 licencji wydobywczych. Przykładem jest brytyjski koncern London Mining PLC, który rozpoczął budowę elektrowni i portu do transportu surowców do Chin, na budowie pracować będzie blisko 2 tys. robotników z Chin, co stanowi ponad 4 proc. mieszkańców Grenlandii, co wywołuje oburzenie tubylców, którym zaczyna doskwierać bezrobocie.

Również amerykańskie koncerny rozważają budowę hut na Grenlandii, gdzie mają być przetapiane metale, których odbiorcą mają być także Chiny. Tu również planuje się zatrudnienie budowlańców z Państwa Środka, mówi się o 1 tys. pracowników.

Na wyspie można znaleźć aż 9 z 14 metali ziem rzadkich, używanych w wielu najnowocześniejszych urządzeniach takich jak np. samochody hybrydowe. Głównym światowym dostawcą produktów, zawierających te metale są Chiny, stąd tak wielkie zainteresowanie Grenlandią. 35 proc. metali rzadkich występuje w Chinach, to właśnie oni dyktują na światowych giełdach ceny tych bogactw naturalnych. Unia Europejska stara się za wszelką cenę znieść ten monopol chiński i dąży do dywersyfikacji dostaw, więc w 2012 roku wspólnie z USA i Japonią złożyła pozew do WTO przeciwko Chinom w związku z ich monopolizacją rynku metali ziem rzadkich.

W grudniu 2012 roku Chiny zdobyły kolejny punkt przewagi nad Unią. Grenlandzki parlament przyjął ustawę według, której inwestorzy zagraniczni mogą płacić robotnikom zgodnie z warunkami we własnych krajach, a więc mniej niż wynoszą płace na wyspie, co w oczywisty sposób faworyzuje chińską tanią siłę roboczą.

Mieszkańcy widząc coraz wyraźniejszą obecność Chin na wyspie (w czasie Zimnej Wojny Grenlandia uważała się za sojusznika USA), zaczynają krytykować rząd premiera Kleista. Jego kontrkandydatka – liderka partii Siumut – Alega Hammond twierdzi, że jeśli zostanie wybrana to zreformuje wprowadzone przez Kleista prawo o możliwości zatrudniania zagranicznych pracowników przy inwestycjach na wyspie. Proponuje także wprowadzenie opłat dla firm zajmujących się górnictwem.

Wyspa staje się polem rywalizacji Chin z Unią Europejską, której członkiem jest Dania, do której należy Grenlandia. Ustępujący prezydent Hu Jintao odwiedził w 2012 roku Kopenhagę, gdzie tematem jego rozmów była właśnie Grenlandia. Unia Europejska prowadzi negocjacje o umożliwieniu jej dostępu do zasobów mineralnych kraju, co również ma na cel niedopuszczenie do takiej sytuacji, że dostęp do surowców grenlandzkich ma tylko jeden kraj – Chiny.

Sondaże wskazują, że zwyciężyć może partia Siumut pani Hammond, która może liczyć na 42 proc. głosów, co dałoby jej 14 miejsc w 31 osobowym parlamencie. Jeśli się tak stanie konieczne będzie nawiązanie koalicji, bo tuż za jej plecami jest partia premiera Kleista z 34 proc. głosów jak wskazują sondaże. Może to pokazywać, że wyznający tradycyjne wartości Inuici przestraszyli się tak szybkich przemian na wyspie.

Wybory mogą być ostateczną odpowiedzią, w którą stronę pójdzie Grenlandia, kto będzie zwycięzcą w tej potyczce – Chiny czy Unia Europejska.