Budżet UE – o całkiem sprytnej zagrywce negocjacyjnej polskiego rządu

Co prawda nadal nie wiadomo, co Parlament Europejski zrobi z zaaprobowanym przez ostatnią Radę Europejską budżetem na lata 2014-2020, ale na podstawie tych negocjacji widać, że Polska w Europie porusza się coraz sprawniej.

Radosław Sikorski (fot. Maciej Śmiarowski/KPRM/Flickr)
Radosław Sikorski (fot. Maciej Śmiarowski/KPRM/Flickr)

Opowiem Wam dziś o sprytnej zagrywce Polaków w negocjacjach, za która pomysłodawcy należy się dobra whiskey. Mianowicie wiecie, że teoretycznie rzecz biorąc – o czym zresztą uczy się na polskich uczelniach – funkcjonariusz międzynarodowy czy urzędnik jest apolityczny, niezależny od swojego państwa, działa tylko w interesie organizacji, którą reprezentuje itd? W praktyce – narodowość i charakter osoby odgrywają olbrzymią rolę dla sposobu sprawowania funkcji. Co by się stało, gdyby to nie Gunter Verheugen nie był komisarzem ds. rozszerzenia UE w czasach naszych negocjacji akcesyjnychi? Czy gdyby na stanowisku lady Ashton znalazł się Tony Blair, to może unijna polityka zagraniczna miałaby przynajmniej więcej gracji?

Pytania można mnożyć. Narodowość ma znaczenia, a funkcjonariusze – zwłaszcza ci, którzy dostają najwyższe stanowiska w ramach uzgodnień międzyrządowych – prawie nigdy nie abstrahują od sytuacji swojego kraju. Nie inaczej zrobiła Polska – o ile komisarz Lewandowski był naturalnym pomysłem, bo jego obecność oznaczała co najmniej gwarancję dobrego przygotowania merytorycznego i zapewne dostęp do informacji, o tyle Polacy wywinęli lepszy numer….

Główny polski negocjator, Piotr Serafin obecnie jest Sekretarzem Stanu ds. europejskich. To doświadczony urzędnik, brał udział w negocjowaniu poprzedniej perspektywy, sprawami europejskimi zajmuje się od 1998 roku. Połączenie wykształcenia prawniczego z ekonomicznym niewątpliwie pozwoliło mu się doskonale orientować w detalach dotyczących negocjacji, ale doszedł do tego jeszcze jeden atut.

Wiecie jednak, kim był wcześniej – tj. w latach 2010-2012, zanim został wiceministrem? Zastępcą szefa gabinetu Komisarza ds. budżetu (wspomnianego już komisarza Lewandowskiego). A wiecie czym się zajmował? Między innymi tworzeniem budżetu Unii Europejskiej. Jego zasad, metodologii liczenia, a jeżeli ich nie współtworzył to przynajmniej doskonale się w nich orientował.

Następnie, po odejściu z KE, w której zajmował się budżetem, został polskim wiceministrem odpowiedzialnym za negocjacje. Oznacza to tyle, że znał ludzi, mechanizmy, strukturę, założenia,  mocne i słabe strony budżetu, spojrzenie od drugiej strony, a nawet – co jest prawdopodobne – luz negocjacyjny. Na starcie miał to, czego inni negocjatorzy musieli się uczyć.

Nie twierdzę oczywiście, że to był jedyny powód, dla którego poszło nam – w mojej ocenie – naprawdę nieźle, ale ta zagrywka Polaków była bardzo sprytna, ponieważ w naszym imieniu negocjował były “insider”, a sama Komisja – ze względu na założenia budżetowe – była najlepszym sojusznikiem Polski.

Jest też jeszcze jedno wyjaśnienie – był to przypadek, chociaż w to, mimo pewnego sceptycyzmu, którego nauczyła mnie porażka ws. pakietu klimatycznego, wątpię.