Walka o stabilność Egiptu

Właśnie mija druga rocznica rewolucji, która zmiotła ze sceny politycznej Hosniego Mubaraka. Egipcjanie ponownie wyszli na ulicę, tym razem zaprotestować przeciwko prezydentowi, który objął stanowisko po niesławnym poprzedniku.

Protestanci na kairskim Placu Tahrir, 09/02/2011 (Flickr/ magdino20 | Maged Helal)
Protestanci na kairskim Placu Tahrir (Flickr/ magdino20 | Maged Helal)

Po wyborach na urząd prezydenta i referendum w sprawie projektu konstytucji Egipt miał wejść w fazę stabilności. Przywódcy tego kraju, po gwałtownych protestach, mieli odbudowywać zniszczony przez rewolucję kraj, zadbać o stan gospodarki i zapewnić obywatelom spokój i bezpieczeństwo. Niestety w drugą rocznicę obalenia Mubaraka w Egipcie ponownie zawrzało.

Protesty w drugą rocznicę… protestów

Druga rocznica obalenia Mubaraka była dla opozycji doskonałą okazją do zaprotestowania swojego sprzeciwu względem prezydenta Mohameda Mursiego. W Kairze, Aleksandrii, Suezie czy Port Saidzie doszło do gwałtownych wystąpień; wielokrotnie musiała interweniować policja używając siły i gazu łzawiącego. W stolicy protestujący próbowali przedrzeć się do pałacu prezydenckiego, w Ismailii splądrowano biuro Partii Wolności i Sprawiedliwości, a w Aleksandrii próbowano zniszczyć budynek lokalnych władz. Wielu protestujących zebrało się na słynnym placu Tahrir w Kairze.

Gdy protesty zmieniły się w zamieszki i zaczęli ginąć ludzie prezydent Mursi zareagował ogłaszając stan wyjątkowy w trzech prowincjach nad Kanałem Sueskim – Port Saidzie, Ismaili i Suezie. Ma on trwać 30 dni. Zaapelował także o zachowanie spokoju i odrzucenie przemocy w wyrażaniu poglądów. Zapewnił także naród, że mimo wszystko nigdy nie posunie się do nielegalnych technik dławienia protestów, ale równocześnie nie zawaha się użyć zdecydowanych kroków w celu przywrócenia porządku.

Precz z Mursim!

Za protestami, a teraz już zamieszkami stoją środowiska opozycyjne wobec obecnego prezydenta wywodzącego się z Partii Wolności i Sprawiedliwości, politycznego ramienia Braci Muzułmanów. Początkowo cała akcja została zorganizowana przez młodzieżowe organizacje, później aktywnie włączyli się w to opozycjoniści liberalni i świeccy. Zarzucono Mursiemu odejście od wartości rewolucji i monopolizację władzy, a także kryzys gospodarczy. Wśród skandowanych haseł pojawiły się takie jak „chleba, wolności, sprawiedliwości społecznej”, a po ogłoszeniu stanu wyjątkowego „precz z Mursim, precz ze stanem wyjątkowym”. Wiele środowisk opozycyjnych zarzuca prezydentowi łamanie prawa i zapędy autorytarne, a także podążanie drogą Mubaraka. Mohamed Mursi zdecydowanie odrzuca tego typu zarzuty. Bracia Muzułmanie uczcili drugą rocznicę rewolucji akcjami charytatywnymi.

Dialog z opozycją

Praktycznie od początku kryzysu prezydent apelował do opozycji o dialog. Do pałacu prezydenckiego zaproszeni zostali liderzy najważniejszej koalicji opozycyjnej – Frontu Ocalenia Narodowego. Mimo, że przyjęli oni ze zrozumieniem wprowadzenie stanu wyjątkowego to stanowczo odmówili dialogu. W argumentacji swojej decyzji zaznaczyli, że taki dialog nie ma sensu dopóki prezydent nie weźmie na siebie odpowiedzialności za rozlew krwi i nie obieca utworzenia rządu ocalenia narodowego oraz zmian w konstytucji. W końcu jednak pod wpływem wymknięcia się sytuacji spod kontroli i zaostrzeniu protestów przywódca opozycji Mohamed ElBaradei zaapelował o spotkanie w celu przywrócenia spokoju. Co bardzo ciekawe w spotkaniu mieli wziąć udział: prezydent, minister spraw wewnętrznych, minister obrony, Front Ocalenia Narodowego i salafici. A więc praktycznie wszystkie największe środowiska polityczne i decydenci w Egipcie. Oficjalnie źródła zmiany decyzji pozostają niewiadomą.

Przyszłość kraju

Obecne protesty to kolejny kryzys w Egipcie w ostatnich kilku miesiącach. Nasuwa się pytanie o przyszłość tego kraju. Generał Abd el-Fatah es-Sisi, dowódca sił zbrojnych i minister obrony przestrzegł przed możliwością rozpadu państwa. Zastrzegł, że armia służy wszystkim obywatelom i nadal stanowić będzie filar podtrzymujący, nie mniej jednak obecna sytuacja realnie zagraża bezpieczeństwu i jedności Egiptu.

Postawa opozycji wydaje się dalece nieodpowiedzialna; owszem w demokratycznym kraju protesty przeciwko władzy są na porządku dziennym, ale podgrzewanie sytuacji i doprowadzenie do zamieszek w których giną ludzie już nie. Mohamed Mursi jest demokratycznie wybranym prezydentem, a co więcej niedawne badania opinii publicznej wykazały, że popiera go 63% obywateli. Nawet jeśli wyniki są zawyżone to posiadanie przez niego demokratycznego mandatu jest bezdyskusyjne. Podobnie jest z konstytucją – obywatele przyjęli ją w referendum. Nie ma wolnego kraju w którym wszyscy są zadowoleni z władzy, ale nie upoważnia to nikogo do podważania legitymizacji tejże władzy. Niezrozumiałe są także żądania opozycji do wzięcia przez prezydenta odpowiedzialności za rozlew krwi. Krew została przelana właśnie na skutek opozycyjnych demonstracji. Zwolennicy Braci Muzułmanów stwierdzają, że opozycja próbuje obalić pierwszego demokratycznie wybranego przywódcę Egiptu w 7 tysięcznej historii tego kraju. Mimo wszystko ostatnia decyzja przywódcy Front Ocalenia Narodowego o włączeniu się w dialog jest krokiem w dobrą stronę.

Przerwanie zamieszek i wprowadzenie spokoju na ulicach miast jest o tyle ważne, o ile Egipt zmaga się teraz z kryzysem gospodarczym. A jak powszechnie wiadomo tego typu wydarzenia nie wpływają pozytywnie na zabiegi uzdrowienia egipskiej gospodarki. Zwykli mieszkańcy, którzy nie są zaangażowani w protesty i nie opowiadają się jednoznacznie po żadnej ze stron mają dość ciągłych manifestacji i napięć. Jedyne czego teraz potrzebują to ożywienia sytuacji ekonomicznej i spokoju.