Sven Lindqvist: „Wytępić całe to bydło”

Zainspirowany „Jądrem ciemności” szwedzki dziennikarz Sven Lindqvist stara się udowodnić, że immanentną cechą europejskiego kolonializmu była chęć zagłady podbitych ludów.

Pluton Wyrzutków (Źródło: Wydawnictwo Literackie)

„Wytępić te wszystkie bestie” – tymi słowami, lakonicznie i nad wyraz szczerze, conradowski Kurtz podsumował cele sobie podobnych europejskich zdobywców innych kontynentów. Zawiera się w nich nie tylko pogarda dla innych kultur, ale i zalążek jakiegoś rodzaju odczłowieczenia zła i automatyzacji zagłady – cech, której współcześni pisarzowi mogli jeszcze nie w pełni rozumieć, ale które pełnego znaczenia nabrały zaledwie pół wieku po pierwszym wydaniu książki. Ich brutalna prostota i dosadność każe z początku sądzić, że jest to wyłącznie licentia poetica Conrada, swego rodzaju przenośnia, wyolbrzymienie, którego celem jest zwrócenie uwagi na problem opisywany w „Jądrze ciemności”. W eseju „Wytępić całe to bydło” szwedzki dziennikarz Sven Lindqvist udowadnia jednak, że kryje się w nich bolesna prawda, którą współcześni Europejczycy wyparli ze swojej świadomości.

Analizując kolonializm zazwyczaj ograniczamy się do wyzysku ekonomicznego kolonii przez metropolie, zaś straty ludzkie – choć uznajemy za niejako wpisane w samą ideę kolonialnej zależności – od zawsze były uznawane raczej za jej efekt uboczny, nie zaś cel sam w sobie. Zdaniem Svena Lindqvista takie rozumowanie jest błędne: w XIX wieku mocarstwa kolonialne dokonywały mordów na szeroką skalę z zamiarem unicestwienia całych ludów. Szwed serwuje nam podróż w samo jądro ciemności: w świat dziewiętnastowiecznego, zinstytucjonalizowanego rasizmu będącego aksjologiczną podstawą eksterminacji całych narodów i ludów o niższym poziomie rozwoju technologicznego niż ówcześni Europejczycy.

Indianie w Ameryce Północnej, Aborygeni australijscy i tasmańscy, zamieszkujący Wyspy Kanaryjskie prymitywni Guanczowie, Hotentoci w Afryce Południowej – to tylko cześć grup etnicznych, które mieszkańcy Europy zdziesiątkowali lub zgoła zgładzili odkąd na swoich statkach opuścili swój kontynent. To była zaplanowana eksterminacja, niby ledwie przedsmak tego, co miało się stać udziałem wielu narodów podczas II wojny światowej, lecz równie okrutna i bezwzględna, choć dokonywana rękami ówczesnych brytyjskich, francuskich czy belgijskich dżentelmenów. Dziś o niej nie pamiętamy, bo działa się na obrzeżach cywilizowanego świata, w czasach gdy wieści z jego krańców dochodziły do Europy z opóźnieniem i zniekształcone. Ale to niejedyny powód tej amnezji, przekonuje Lindqvist. Zdecydowanie ważniejsze było to, że po prostu mało kto ówcześnie na nie zwracał uwagę: bo taka była kolej rzeczy, bo tak głęboko w europejskich elitach zakorzeniony był rasizm, bo popularny wtedy spencerowski organicyzm usprawiedliwiał takie działania. Nie pamiętamy tego, bo w dziewiętnastowiecznej Europie niemal nikogo eksterminacja nie dziwiła – twierdzi Lindqvist.

Szwedzki dziennikarz przeprowadził imponującą kwerendę materiałów historycznych. W poszukiwaniu źródeł analizuje dziewiętnastowieczne wydawnictwa naukowe, gazety, odczyty i referaty, które obficie przytacza w swojej książce. Porażają cytaty z prac wielu ówczesnych naukowców, którzy przekonują o konieczności eksterminacji „ras niższych”, przytaczając przy tym gros czysto spekulatywnych tez, których nawet nie próbują naukowo udowodnić i udokumentować. Całe spektrum motywów zagłady, od specyficznie rozumianego humanitaryzmu, przywodzącego na myśl koncepcję masowej eutanazji, aż po klasyczną teorię supremacji rasy białej, obnaża nędzę intelektualną źródeł rasizmu, z których ideologia ta czerpie aż do dziś.

Książka Szweda nie jest jednak pozbawiona wad. Główny wątek, czyli opisane powyżej historyczne dochodzenie w sprawie kolonialnych ludobójstw, splątany jest z historią podróży autora przez Algierię, która – opisana w formie reportażu – jest już zdecydowanie mniej ciekawa i wciągająca. Niemiłym zaskoczeniem było też wydanie elektroniczne z którego korzystałem i którego jakość pozostawia wiele do życzenia (m.in. brakowało w niej map i ilustracji, które – zdaniem osób, które czytały wersję papierową – podnoszą jej wartość).

„Wytępić całe to bydło” to książka ważna i bez wątpienia godna polecenia. W czasach gdy dochodzi do załamania się hegemonii państw Zachodu, książka o ludobójstwach z czasów kolonialnych jest w dużej mierze książką o źródłach pozycji naszej cywilizacji we współczesnym świecie – pozycji zbudowanej w równej mierze na pomysłowości, przedsiębiorczości czy wynalazczości, co na braku zahamowań oraz żądzy bogactwa i władzy. Warto ją przeczytać, by uświadomić sobie nie tylko ile Zachód zawdzięcza swoim koloniom, ale również jakim kosztem zbudował swoją dzisiejszą potęgę i – co jeszcze ważniejsze – że za zbrodniami kolonializmu stała myśl, która w prostej linii doprowadziła później do dwudziestowiecznych ludobójstw. Myśl toporna, niepoparta żadnymi logicznymi argumentami, ale niestety nośna do dzisiaj.