Serwis korzysta z tzw. ciasteczek (cookies). Korzystając z niego, wyrażasz zgodę na ich używanie. Pewnie, nie ma problemu! Dowiedz się więcej o ciasteczkach »

Pięć lat niepodległości Kosowa. Porażka unijnej strategii budowania państwa?

| 17 lutego 2013 | Komentarze: 2 | Drukuj

Ogłoszona dokładnie pięć lat temu niepodległości Kosowa dała nam możliwość sprawdzenia, jak od podstaw buduje się państwo; kolejna rocznica istnienia kraju Kosowian daje nam natomiast asumpt do oceny skuteczności podjętych działań.

Monument upamiętniający dzień uzyskania niepodległości, Prisztina, Kosowo (fot. AMWRanes, Flickr, CC)

Monument upamiętniający dzień uzyskania niepodległości, Prisztina, Kosowo (fot. AMWRanes, Flickr, CC)

Dokładnie pięć lat temu Kosowo ogłosiło niepodległość, ostatecznie pieczętując tym samym – rozciągnięty na 17 lat – rozpad państwa jugosłowiańskiego. Tamtego lutowego wieczoru Kosowianie hucznie witali narodziny nowego państwa, dziś pewnie będzie podobnie, choć nastroje mogą być mniej radosne.

Suwerenność kontrolowana

Choć oficjalnie kraj jest niepodległy od pięciu lat, tak naprawdę od początku swego istnienia znajduje się w swoistym inkubatorze, który funduje mu – hojną ręką – społeczność międzynarodowa z Unią Europejską na czele. Poprzez wyspecjalizowane agencje UE i jej sojusznicy pomagają Kosowianom budować sprawny aparat państwowy – administrację publiczną, sądownictwo, siły policyjne, a także starają się zaczepić w nich poszanowanie dla rządów prawa.

Do września 2012 r. Kosowo znajdowało się pod kuratelą Międzynarodowego Biura Cywilnego (ICO), które m.in. miało możliwość anulowania każdego aktu prawnego uchwalonego przez kosowskie władze. Zadaniem Biura nie było jednak nadawanie tonu czy kierunku kosowskiej polityce, lecz wyłącznie nadzór nad wprowadzaniem postanowień planu byłego specjalnego wysłannika ONZ Marttiego Ahtisaariego oraz pomoc w budowie sprawnej administracji państwa.

Wraz z zakończeniem misji ICO zakończył się okres suwerenności kontrolowanej, a w Kosowie pozostały już jedynie instytucje doradcze i szkoleniowe, takie jak EULEX (misja Unii Europejskiej wspierająca wymiar sprawiedliwości).

Mimo nieustannego nadzoru, pozostający od pięciu lat na stanowisku szefa kosowskiego rządu Hashim Thaçi miał wystarczająco dużo czasu i swobody, by można było ocenić efekt jego działalności. Czy zatem udało się w Kosowie zbudować normalnie funkcjonujące państwo?

Kulejąca gospodarka

Po pięciu latach istnienia, niepodległe Kosowo pozostaje niestety gospodarczą czarną dziurą Bałkanów. Choć PKB wzrasta w tempie nieco wyższym niż europejska średnia (o co przecież nietrudno…), jednak biorąc pod uwagę bardzo niski poziom z którego startowała kosowska gospodarka, a także potrzeby młodego państwa, jest to wzrost niewystarczający. Co więcej, ten międzynarodowy inkubator nie działałby, gdyby nie szeroko zakrojona zagraniczna pomoc finansowa. CIA World Factbook podaje, że 18 proc. kosowskiego PKB jest generowane przez transfery pieniężne od diaspory, zaś kolejne 10 proc. jest uzyskiwane z różnego rodzaju zagranicznych środków pomocowych. Trudno niestety określić jaką część produktu krajowego generuje obecność w Kosowie wszystkich tych misji międzynarodowych i ich pracowników, można jednak domyślać się, że nie będzie ona mała.

Ułomność kosowskiej gospodarki doskonale pokazują również dane dotyczące bilansu handlowego kraju: w 2011 r. wartość towarów i usług wyeksportowanych z Kosowa wyniosła ok. 400 mln euro, podczas gdy import osiągnął wartość ponad ośmiokrotnie większą (3,3 mld euro). Jest to w dużej mierze efekt strukturalnego zacofania, które sprawia, że nieefektywny przemysł  i rozdrobnione, rachityczne rolnictwo nie są w stanie zaspokoić popytu na rynku wewnętrznym, nie mówiąc już o dotrzymaniu kroku zagranicznej konkurencji.

W pięć lat po ogłoszeniu niepodległości Kosowo jest zatem uzależnione nie tylko od pomocy finansowej z zagranicy, ale również od importu wielu podstawowych towarów, także z Serbii.

Nie dziwne więc, że Kosowo pozostaje jednym z najbiedniejszych państw na kontynencie z PKB per capita na poziomie 7400 euro (uwzględniając parytet siły nabywczej) i szarą strefą, której dokładnych rozmiarów można się tylko domyślać. Gdyby nie ten gospodarczy drugi obieg i transfery z zagranicy, sytuacja Kosowian byłaby dramatyczna.

Codzienność: bieda, przestępczość i korupcja

Opłakany stan gospodarki ma bezpośredni wpływ na życie codzienne Kosowian. Według oficjalnych danych blisko połowa z nich pozostaje bez pracy, a jedna trzecia żyje w ubóstwie, za mniej niż dolara dziennie. Jeśli przy stałym wzroście PKB żadna gałąź kosowskiej gospodarki nie jest w stanie wygenerować wystarczającej liczby miejsc pracy by bezrobocie choć trochę spadło, a obszary biedy zmniejszyły się, trudno spodziewać się aby sytuacja Kosowian uległa poprawie.

Bieda i bezrobocie szczególnie doskwierają młodym, którzy szukają różnych dróg poprawy swojej sytuacji.

Dla jednych drogą tą może okazać się religijny fundamentalizm, zaszczepiany na kosowskim gruncie przez organizacje z zagranicy. Tradycyjny bałkański islam, liberalny i zakorzeniony w sufizmie, napotyka na dobrze zorganizowanego i finansowanego przeciwnika; póki co wygrywa, ale nie wiadomo czy wraz z narastającą frustracją młodych będzie w stanie utrzymać swoją pozycję.

Zdecydowanie częściej młodzi wybierają jednak drogę prostszą, wymagającą jednak równie głębokiego oddania sprawie, co radykalny islam. W Kosowie kwitnie więc przestępczość: zarówno ta zwykła, codzienna, jak i zorganizowana, której interesy oplatają w równej mierze sferę gospodarczą, co polityczną. Kraj – za przyzwoleniem, a nierzadko i z pomocą rządzących – stał się jednym z najprężniej działających w Europie punktów przerzutowych dla handlu kobietami i narkotykami, głównie heroiną.

Stopień zespolenia organizacji przestępczych ze strukturami państwa jest ogromny i sięga najwyższych stopni władzy. W zeszłym roku prokuratorzy EULEX oskarżyli o korupcję m.in. wicepremiera Bujara Bukoshiego oraz szefa kosowskigo organu antykorupcyjnego (sic!) Nazmiego Mustafiego, zaś były szef urzędu prywatyzacyjnego zginął nim zdołał złożyć zeznania przed prokuraturą (zdaniem kosowskich służb było to samobójstwo, ale zdrowy rozsądek podpowiada, że trudno zadać sobie jedenaście ciosów nożem). W działania przestępcze miał być zaangażowany nawet sam premier Thaçi, który – według raportu opracowanego dla Rady Europy przez Dicka Marty’ego – powiązany był z szajką handlarzy organami. Szef rządu odpiera te zarzuty jako bezpodstawne, a zebrany dotychczas materiał dowodowy nie jest jednak wystarczająco jednoznaczny, by postawić mu zarzuty.

Niestety, jest to najprawdopodobniej jedynie wierzchołek góry lodowej i nigdy nie poznamy prawdziwej skali procederu, tym bardziej, że do 2014 r. swoją misję ma zakończyć EULEX. Można przypuszczać, że gdy zabraknie unijnych sędziów i prokuratorów, w kraju nie znajdzie się nikt, komu zależeć będzie na doprowadzeniu przed wymiar sprawiedliwości przekupnych urzędników i mafijnych bonzów.

Porażka unijnej misji?

Odpowiedź na pytanie czy kosowski eksperyment się udał zależy w dużej mierze od tego, co rozumiemy przez pojęcie budowy państwa. Jeśli cel ten odczytamy literalnie i nie będziemy zagłębiać się w szczegóły, można uznać, że państwo Kosowo istnieje (i – ku niezadowoleniu Serbów – istnieć będzie), posiada administrację państwową, granice i rząd. To oczywiście jednak za mało, by uznać że misja społeczności międzynarodowej zakończona została sukcesem. “Budowanie państwa” oznacza bowiem nie tylko stworzenie ram prawnych i instytucjonalnych, ale również zapewnienie skutecznej egzekucji prawa, sprawności działania aparatu administracyjnego oraz rozwoju gospodarczego, co w ostateczności oznacza polepszenie warunków życia mieszkańców i ich perspektyw na przyszłość. Pod tym względem misja społeczności międzynarodowej niestety zawiodła: Kosowo nie jest co prawda państwem upadłym, ale wysoce dysfunkcjonalnym.

Setki milionów euro, które przeznaczyła na budowę w Kosowie państwa prawa i stabilnych instytucji Unia Europejska jak na razie trzeba uznać za wyrzucone w błoto. Skala tej porażki jest ogromna, a przecież na miejscu pozostają jeszcze przedstawiciele EULEX. Trudno przewidzieć co stanie się, gdy i ich zabraknie.

Państwa:

Co o tym sądzisz? 2 komentarze

  • m

    jedno pytanie, będę wdzięczna za wyjaśnienie mi różnicy – Kosowianin czy Kosowar?

    • Artur

      W dużym skrócie i uproszczeniu: Kosowianie to obywatele Kosowa, a określenie Kosowarzy obecnie najczęściej jest używane w stosunku do przedstawicieli największej grupy etnicznej tego kraju: kosowskich Albańczyków. Oficjalnie jednak są to terminy równoważne 🙂