Birma jako element rywalizacji amerykańsko-chińskiej w Azji Południowo-Wschodniej

Stojąca u progu transformacji ustrojowej Birma może stać się kolejną areną zaciętej rywalizacji między Stanami Zjednoczonymi, a Chinami.

Hillary Clinton i Thein Sein (fot. State Department/William Ng, Flickr)
Hillary Clinton i Thein Sein (fot. State Department/William Ng, Flickr)

Przez wiele lat najbliższym sojusznikiem politycznym Birmy była Chińska Republika Ludowa. Wyizolowana Birma, krytykowana za nieprzestrzeganie praw człowieka, polegała na Pekinie, który blokował możliwość uchwalenia niekorzystnej dla tego państwa rezolucji w Radzie Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych. Chiny z kolei widzą w Birmie rynek zbytu dla swoich produktów, źródło dostaw surowców (ropa naftowa oraz gaz) oraz państwo, dzięki któremu można uzyskać dostęp do Oceanu Indyjskiego z pominięciem cieśniny Malakka. W roku fiskalnym 2010-2011 obroty handlowe pomiędzy Birmą i Chinami wyniosły 5,3 miliarda dolarów. Wartość inwestycji chińskich w 2011 roku szacowana były na 14 miliardów. W 2010 roku prawie 38,9 proc. birmańskiego importu pochodziło z Chin (największy partner), a udział Chin w eksporcie wyniósł z kolei 13,6 proc. (3 miejsce za Tajlandią i Indiami).

Wydarzenia polityczne i reformy mające aktualnie miejsce mogą oczywiście zmienić te liczby, jednakże niemożliwe wydaje się zagrożenie pozycji gospodarczej Chin w tym Birmie.

Amerykanie nie mają w Birmie, przynajmniej jak dotąd, takich interesów gospodarczych. Dopiero otwarcie kraju na inwestycje zagraniczne może spowodować wzrost zaangażowania amerykańskiego kapitału. Amerykanie w swojej polityce zagranicznej coraz większą wagę przykładają do sytuacji w rejonie Azji i Pacyfiku, co wiąże się z nieuniknioną rywalizacją z mającymi odmienne interesy gospodarcze i polityczne Chinami. Amerykanie będą się starać doprowadzić do takiego układu w regionie, który umożliwiałby zrównoważenie potęgi Chin. Stąd też np. poparcie dla państw (m.in. Filipin i Wietnamu) chcących rozwiązania sporu o Morze Południowochińskie w sposób multilateralny.

Amerykanie nałożyli na Birmę sankcje w 1988 roku, stale rozszerzając ich zakres. Sankcje nałożone na Birmę obejmują m.in. zamrożenie aktywów, restrykcje importowe, ograniczenia w możliwości inwestowania, ograniczenia wizowe czy restrykcje dotyczące świadczenia usług finansowych. W maju 2012 r. Stany Zjednoczone, podobnie jak Unia Europejska, zdecydowały się na zawieszenie części sankcji ekonomicznych nałożonych wcześniej na Birmę. Od tamtego czasu firmy amerykańskie mogą bez problemów inwestować w Birmie. Kolejne złagodzenie sankcji miało miejsce we wrześniu 2012 roku, gdy po spotkaniu z prezydentem Theinem Seinem sekretarz Stanu Hillary Clinton, chwaląc birmańskie reformy ogłosiła, iż od tego momentu Birmańczycy będą mogli eksportować swoje towary do Stanów Zjednoczonych.

Taka polityka Stanów Zjednoczonych nie może dziwić – wszakże w zwiększaniu swojego zaangażowania w gospodarkę birmańską, a więc i w zawieszaniu/łagodzeniu/znoszeniu sankcji, mają swój interes.

Zarówno Chiny jak i Stany Zjednoczone z entuzjazmem przyjęły birmańską transformację jako odzwierciedlenie oczekiwań ludności zamieszkującej ten kraj. Chińczycy zaniepokoili się poważniej dopiero, gdy prezydent Thein Sein ogłosił zawieszenie budowanej przez Chińczyków, uważanej za zagrożenie ekologiczne, hydroelektrycznej tamy w Myitsone. Nowe, proinwestycyjne prawo oraz prozachodnie nastawienia władz może spowodować zmniejszenie udział Chin w rynku birmańskim, choć – jak już zostało wspomniane wcześniej – ich znaczny udział nie będzie zagrożony ze względu na ugruntowana pozycję.

Rywalizacja pomiędzy Chinami i Stanami Zjednoczonymi o wpływy gospodarcze i polityczne w tym kraju powinna się stale zwiększać. Chiny niewątpliwie będą dążyć do dalszego pogłębiania relacji gospodarczych, w tym do realizacji inwestycji mających za zadanie zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego.