Antonio Salas: „Ja, terrorysta”

„Ja, terrorysta” autorstwa Antonio Salasa to książka opisująca świat międzynarodowego terroryzmu. Autor chcąc ukazać funkcjonowanie tego zjawiska na sześć lat wcielił się w islamskiego terrorystę. Pytanie, czy mu się to udało?

Pluton Wyrzutków (Źródło: Wydawnictwo Literackie)

Antonio Salas to pseudonim hiszpańskiego dziennikarza, który zyskał sławę dzięki dziennikarstwu wcieleniowemu. Jest autorem dwóch innych książek – „Handlowałem kobietami”, gdzie wciela się w postać gangstera zajmującego się handlem żywym towarem oraz „Dziennik skina” gdzie gra rolę neonazisty. Oba tytuły odbiły się szerokim echem na świecie i przyniosły Salasowi międzynarodową sławę. Ceną za wydanie obu tytułów jest ciągły strach i niezbędne środki bezpieczeństwa, które towarzyszą Salasowi na codzień.

Aby przeniknąć w środowisko międzynarodowego terroryzmu Salas postanawia ułożyć sobie odpowiednią historię. I tak staje się Muhammadem Ali Tovarem Abd Allahem, Al-Filastini, Palestyńczykiem. Wedle zmyślonej wersji jego matka i dziadkowie byli Palestyńczykami, którzy uciekając przed syjonistami porzucili dom, ziemię i gaje oliwne. Ojciec był komunistą i agnostykiem, który później przeszedł na islam. W wieku 18 lat angażuje się w działania organizacji humanitarnych, gdzie szybko nabywa odpowiednie kontakty w środowisku dżihadowców. Na jednej z misji poznał swoją przyszłą żonę, niestety jej ojciec, członek Hamasu, nie zaakceptował tego związku. Stąd jego potajemny charakter.

W marcu 2004 roku żona Palestyńczyka, będąca wtedy w ciąży, przebywała w Dżaninie. Podczas jednego z rutynowych rajdów patroli izraelskich na ziemie palestyńskie doszło do wymiany ognia z ruchem oporu. Jedna z kul wpadła przez okno i trafiła w ukochaną żonę. Ginie na miejscu. Wtedy Muhammad Ali Tovar Abd Allah postanowił się zemścić i wstąpić na drogę dżihadu by zostać męczennikiem. Tak wygląda historia Antonio Salasa, dzięki której wniknął w szeregi terrorystów.

„Zdecydowanie oszalałeś. Albo jesteś pijany. Albo i jedno, i drugie. Czy ty w ogóle rozumiesz, co wyprawiasz? Jak chcesz uchodzić za arabskiego terrorystę?”

Zmyślona historyjka to jednak nie wszystko. Autor książki postanowił nauczyć się języka arabskiego oraz zdobyć jak najwięcej wiedzy na temat islamu i terroryzmu. W końcu zmienił nawet religię – został muzułmaninem. Zapuścił brodę, przyciemnił skórę, poddał się obrzezaniu, wnikliwie studiował Koran, pobierał nauki arabskiego. Poznał muzułmanów, chodził do meczetu. Wyjeżdżał także do krajów arabskich. Zrobił wszystko, aby jego wygląd i zachowanie pasowały do pięknej historii.

„Nie byłem muzułmaninem. A nie trzeba być zbyt bystrym, by się zorientować, że infiltracja terroryzmu dżihadu przez nie-muzułmanina jest praktycznie niemożliwa”

„A więc musiałem nauczyć się modlić i znaleźć sposób na to, by naprawdę uwierzyć, że istnieje tylko jeden Bóg, Allah, i że Muhammad jest jego prorokiem. Stawką było moje życie i moja głowa.”

W miarę przeistaczania się Antonio Salasa w Palestyńczyka widać wewnętrzną przemianę autora. Poznawanie różnych punktów widzenia zmienia całkowicie jego pogląd na wiele kwestii; islam, konflikt izraelsko-palestyński czy terroryzm. W końcu Salas nawiązuje niezbędne kontakty i przystępuje do śledztwa, które będzie trwało sześć lat. Wśród jego „sukcesów” niewątpliwie jest poznanie sławnego terrorysty odbywającego karę więzienia, Carlosa Szakala i prowadzenie w jego imieniu strony internetowej. Udało mu się także dotrzeć do członków różnych organizacji; m.in. Hezbollah Wenezuela, FARC, ETA, Ruch Tupamaros, Hamas. Poznał wielu działaczy różnych południowoamerykańskich i palestyńskich organizacji partyzanckich; tych islamskich oraz komunistycznych. Poznał także radykalne środowiska islamskie w Europie. W swojej książce ukazuje powiązania islamistów z innymi środowiskami, także neonazistami. Brał udział w profesjonalnym treningu terrorystycznym, a także w nagraniu odezwy jednej z takowych grup. Wszystkie swoje akcje uwiecznił na ukrytej kamerze.

Tak w wielkim skrócie można streścić fabułę książki „Ja, terrorysta”. Po zabraniu się za lekturę okazuje się jednak, że rzeczywistość wygląda jednak zupełnie inaczej i muszę przyznać, że ów tytuł mocno mnie zawiódł. Otóż miałem nadzieję na poznanie od środka jak funkcjonują organizacje terrorystyczne z pierwszej ręki. Autor stając się terrorystą miał przybliżyć mi środowisko międzynarodowego terroryzmu, jego powiązania i ideologię. A także historię poszczególnych członków tego ruchu. Nic z tego.

Antonio Salas poszukiwał śladów Al-Kaidy w krajach Ameryki Południowej o których wielokrotnie pisały media. Jak się okazało były to kłamstwa, które służyły walce politycznej. Poznanie i prowadzenie strony internetowej w imieniu Ilicha Ramíreza Sáncheza, zwanego Carlosem, to znaczący sukces, jednak ów terrorysta odsiaduje karę dożywotniego więzienia w paryskim więzieniu. Kiedyś znaczył wiele, dziś już nie. Salas poznaje wielu aktywnych działaczy terrorystycznych, którzy szybko okazują się… aktywistami internetowymi lub oszustami. Podobnie jest z Hezbollah Wenezuela; tak naprawdę to była mała, całkowicie bez znaczenia organizacja. W niektórych fazach można wręcz stwierdzić, że praktycznie nie istniała. Jeśli chcielibyście poznać środowiska islamskich terrorystów od środka zawiedziecie się, gdyż tego w książce Salasa nie ma. Autorowi niewątpliwie udało się nawiązać współpracę z południowoamerykańskimi organizacjami partyzanckimi o charakterze lewicowym i poznać kilku członków innych świeckich organizacji. Niestety (dla książki) wielu z nich zrezygnowało już z aktywności terrorystycznej. I to tyle.

Wielu komentatorów zarzuca Salasowi przekroczenie pewnych granic. Spotkałem się z zarzutem o stronniczość; po przejściu na islam autor zaczyna przedstawiać różne fakty tak, jak mu jest wygodnie. Bagatelizuje wiele zagrożeń, wyolbrzymia inne. Specjalnie pomija drażliwe kwestie, nie odnosi się do niektórych faktów. Dla wielu z nich „Ja, terrorysta” to książka pozbawiona rzetelności, a jej autor stracił dystans i niezależność.

Dla dziennikarza i pisarza Wojciecha Jagielskiego udawanie kogoś innego nie jest dobrą drogą do wnikliwego opisywania rzeczywistości. Zdecydowanie odrzuca mistyfikację i używanie ukrytej kamery jako narzędzi pracy i ostrzega, że tego typu praktyki mogą pójść za daleko. Dodaje także, że czytelnik może uznać, że czytanie o dziennikarzu udającym Araba jest bardziej fascynujące niż czytanie o samych Arabach.

„Stare arabskie przysłowie powiada: Dopóki będziemy żyć w niewiedzy, zawsze będziemy wrogami. Dziś wiem, że ten przykład bzdur, kłamstw, uprzedzeń, frazesów i obłudy jest równie niesprawiedliwy co krzywdzący wobec muzułmanów. Ale po 11 marca 2004 roku wielu Europejczyków było skłonnych w to wszystko uwierzyć. Wiem też, że grupy sąsiedzkie i prawi europejscy obywatele, którzy organizowali lub uczestniczyli w tych antyislamskich manifestacjach, nie byli odpowiedzialni za ich wykorzystanie polityczne i propagandowe przez neonazistów ani tego świadomi. Jednak w przypadku innych podobnych wystąpień działo się dokładnie to samo, tylko że na odwrót. Antychrześcijańskie manifestacje, które zaczęły pojawiać się w krajach arabskich w obliczu rosnącej islamofobii rozprzestrzeniającej się na zachodzie, też były infiltrowane przez radykałów, tym razem z dżihadu, równie podłych, brutalnych i fanatycznych co nasi neonaziści. Jest im dokładnie tak samo daleko do prawych muzułmańskich obywateli, jak neofaszystom do nas.”

Książkę mimo wszystko warto przeczytać. Choćby przez fakt ukazania organizacji partyzanckich w Ameryce Południowej, sytuacji i atmosfery politycznej w Wenezueli, alternatywnego spojrzenia na różne wydarzenia, ukazaniu na ile islam łączy się z terroryzmem czy nawet na poznanie chrześcijańskich terrorystów w szeregach wielu grup, także powszechnie uważanych za islamskie. Do książki nie należy jednak podchodzić ze zbyt wielkim entuzjazmem i absolutnie nie wolno się nastawiać na zbyt wiele. Kogoś, kto interesuje się tematami związanymi z terroryzmem książka może zawieść, dla człowieka, który nie ma zbyt dużej wiedzy na ten temat „Ja, terrorysta” pozwoli spojrzeć na wiele kwestii z zupełnie innej strony, wielokrotnie wywracając ich dotychczasowe opinie do góry nogami. Dla entuzjasty tematu dzieło Salasa opisuje jedynie wierzchołek góry lodowej. Książka potrafi jednak obalić wiele stereotypów wśród laików tematu i zainteresować ich zjawiskiem.

„Ja, terrorysta” składa się z ponad 600 stron, które łączą się w sześć części i dziewięć rozdziałów. Przed każdym z rozdziałów widnieje cytat z Koranu i arabskie przysłowie. Posłowie napisał Marcin Gawrycki, profesor UW, zajmujący się badaniem kwestii latynoamerykańskich. W środku książki znajduje się także kilkadziesiąt zdjęć.

Cytaty pochodzą z recenzowanej książki.