Przyczyny interwencji w Mali: dlaczego Francja pakuje się w to piekło?

Uran, ropa, szerzenie demokracji, a może zobowiązania wynikające z kolonialnej historii? Dlaczego Francja zdecydowała się na militarną interwencję w Mali? Spróbujmy oddzielić ziarno od plew. 

Dlaczego Francja wysłała wojsko do Mali? (fot. Flickr: MATEUS_27:24&25)
Fot. Flickr: MATEUS_27:24&25

Francuska interwencja w Mali skupia na sobie oczy niemal całego świata. Wszyscy próbują dociec, skąd, bo przecież problem istnieje nie od dziś, taka nagła u Francuzów chęć do pakowania się w sam środek piekła. Hipotezy rosną jak grzyby po deszczu, mniej lub bardziej fantastyczne. Była już mowa o bezpieczeństwie energetycznym Francji i uranie, ropie, strategicznym znaczeniu Mali, szerzeniu demokracji czy zawsze modnej walce z terroryzmem. Niektórzy wskazywali na medialny, iście PR-owski wymiar interwencji oraz heroiczną postawę Francji, która ratuje Europę przed powstaniem drugiego Afganistanu pod jej bokiem.

Konia z rzędem temu, kto z morza tych wszystkich hipotez jest w stanie wyłowić prawidłową, bo na dzień dzisiejszy jest to po prostu niemożliwe. Można jednak spróbować oddzielić ziarno od plew.

Teoria związana z bezpieczeństwem energetycznym Francji jest wątpliwa przede wszystkim dlatego, że w Mali uranu się nie wydobywa. Najbliżej, uran występuje w sąsiednim Nigrze. Wskazywanie na ewentualną możliwość przeniesienia konfliktu z Mali do Nigru, jego destablizacji i przez to dopiero osłabienia bezpieczeństwa energetycznego Francji też jest wątpliwe, bo Niger sam w sobie jest już od lat zdestabilizowany. Miejsce w czołówce państw upadłych przecież zobowiązuje.

Z ropą też nie jest tak różowo jakby niektórzy chcieli. Mali ma teoretyczne, potencjalne, jakieś zasoby ropy, ale nikt nie wie jakie. Mimo wyznaczonych działek pod próbne odwierty nikt się na nie nie zdecydował z uwagi na trudny teren i brak bezpieczeństwa. Więcej – żadne z liczących się przedsiębiorstw energetycznych nie skusiło się na wykup praw do odwiertów. Interwencja więc tylko z powodu ropy, która może jest, a może jej nie ma, byłaby więc mocno ryzykowna i trudno podejrzewać Francuzów by się na nią zdecydowali. Musi zatem chodzić o coś innego.

Znaczenie strategiczne Mali? Wolne żarty. Mali nie leży na żadnym z ważniejszych szlaków, nie ma dostępu do morza, nie jest jedynym eksporterem złota na świecie. Przed interwencją nikt się nim poważnie nie interesował. Wszystko sprowadzało się do obrad, decyzji wydawanych na odległość oraz informacji na ostatnich stronach gazet i dopiero teraz się zmieniło. Medialny charakter interwencji? Każdy kij ma dwa końce i obecność w Mali, w zależności od tego jak się sprawy potoczą, może Francji, a już szczególnie jej prezydentowi, pomóc albo zaszkodzić. Z tego względu mówienie o interwencji w kontekście public realtions jest błędne.

W mediach niemieckich pojawia się jeszcze jedna teoria wg której francuska operacja ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa Europie poprzez usunięcie problemu spod jej boku. Mali bez interwencji stałoby się drugim Afganistanem, wylęgarnią i bazą wypadową terrorystów nie wiele kilometrów stąd, ale zaraz, tuż obok. Unia Europejska teoretycznie zdaje sobie z tego sprawę, czego wyrazem jest niewielka misja szkoleniowa dla malijskich żołnierzy (z której i tak nie mieli jak ani kiedy skorzystać), w praktyce nie robi nic. Stoi z założonymi rękami i bezradnie patrzy na francuskie poczynania. Europejska polityka bezpieczeństwa i obrony właśnie oblewa swój najważniejszy sprawdzian. Brakuje jednomyślności. Wielka Brytania zastanawia się czy wyjść z UE, czy może zostać. Włosi żyją wyborami w parlamencie, Półwysep Iberyjski zżera kryzys, kraje położone nad Morzem Północnym nie interesują się Afryką. Niemcy, mimo jawnych oczekiwań Francji i nacisków własnej opinii publicznej, nie bardzo mają jak pomóc. Zaangażowani w inne misje zagraniczne mogą Francuzom zaproponować finansowane i logistyczne wsparcie. To na razie i tak więcej niż to, co proponuje Unia.

Abstrahując od prawdziwych intencji Francji trzeba przyznać rację niemieckim mediom, bo zagrożenie faktycznie istnieje i należy je zniwelować. Dla własnego dobra, a także ze zwykłego, ludzkiego poczucia sprawiedliwości i przyzwoitości nie należy pozostawiać tego tylko i wyłącznie Francji.