Premier Cameron radzi jak uniknąć „Brexit”

Przemówienie Davida Camerona w sprawie relacji Wielkiej Brytanii z Unią Europejską to polityczny majstersztyk, dzięki któremu premier pokazał się z jednej strony jako obrońca brytyjskiego interesu, a z drugiej – jako zatroskany lider europejskiego giganta, który chce reformować Unię.

David Cameron, premier Wielkiej Brytanii (Flickr:  The Prime Minister's Office)
Flickr: The Prime Minister’s Office

Wczoraj premier David Cameron wygłosił długo oczekiwane przemówienie na temat dalszych relacji Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. Zapowiedział w nim między innymi możliwość przeprowadzenia referendum ws. członkowska Wielkiej Brytanii w Unii, ale dopiero w latach 2015-2017.

Przemówienie o ewentualnym wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii (Brexit – Britain’s exit) miało zostać wygłoszone pierwotnie 18 stycznia br. podczas wizyty w Holandii. Zostało ono jednak przełożone w związku z kryzysem w Algierii, gdzie islamiści zaatakowali kompleks gazowy nieopodal granicy algiersko-libijskiej i wzięli grupę cudzoziemskich zakładników. Miał to być odwet za francuską interwencję w Mali. W akcji zginęło 37 obcokrajowców, w tym trzech Brytyjczyków.

W przemówieniu wygłoszonym w londyńskiej siedzibie agencji Bloomberg, premier Cameron powiedział, że Wielka Brytania nigdy nie chciała „podnieść mostu zwodzonego i wycofać się ze świata”.

Brytyjski premier ogłosił, że jest za przeprowadzeniem referendum w sprawie członkostwa jego kraju w Unii Europejskiej, ale podkreślił, że powinno ono odbyć się w przyszłości, gdyż w chwili obecnej Unia jest w środku kryzysu finansowego i głosowanie nie byłoby uczciwe. Wskazał, że potencjalną datą mogą być lata 2015-2017. Podkreślił także, że sam przeprowadzi takie referendum jeśli Partia Konserwatywna wygra wybory parlamentarne w 2015 roku. Cameron podkreślił, że Unia wymaga reform, a jego kraj musi dać jej czas by się zmieniła i dopiero wtedy będzie można podjąć decyzję o ewentualnym opuszczeniu Unii.

Premier Cameron powiedział, że pierwotnym celem Unii było zapewnienie pokoju w Europie, co się udało. Jak zaznaczył, wyrazem tego był między innymi Traktat Elizejski między Francją a Niemcami, którego 50. rocznicę podpisania obchodziliśmy przed kilkoma dniami. Traktat przyniósł pojednanie między tymi dwoma przez wieki zwaśnionymi narodami. Brytyjski premier podkreślił jednocześnie, że cel osiągnięcia trwałego pokoju został spełniony i Europa stoi teraz przed nowymi wyzwaniami, takimi jak zapewnienie jej obywatelom dobrobytu. Unia musi stawiać dziś czoła zmieniającej się mapie potęg gospodarczych i spróbować dotrzymać im kroku.

Wystąpienie Camerona miało zmienić trochę postrzeganie Wielkiej Brytanii w Unii. Szef brytyjskiego rządu podkreślił, że jego krajowi zależy na mocnej pozycji strefy euro, mimo, że Wielka Brytania do niej nie należy. Zapewnił także, że nie planują oni przyjęcia europejskiej waluty. Premier wspominał, że podejście Wielkiej Brytanii do Unii wynika z faktu, że jest ona krajem wyspiarskim, co sprawia, że postrzegają Unię w sposób praktyczny – nie jako cel, ale sposób na osiągnięcia swoich celów. Zaznaczył, że nie zmienia to faktu, że Wielka Brytania jest i będzie częścią Europy i jest państwem, które wpływało na jej kształt i dalej chce uczestniczyć w przemianach na kontynencie.

W wystąpieniu premier Camerona przedstawił kluczowe, jego zdaniem, zasady, którymi musi kierować się przyszła Unia. Te zasady to: konkurencyjność, elastyczność, pozostawienie władzy w państwach członkowskich, demokratyczna odpowiedzialność i sprawiedliwość. Jako kluczowe do spełnienia tych zasad wskazał poprawne funkcjonowanie wspólnego rynku.

W jego wystąpieniu zawarto elementy satysfakcjonujące wszystkie strony. Eurosceptycy dostali obietnice, że może dojść do referendum ws. pozostania w Unii. Podkreślono również chęć poluźnienia więzi z Unią, ale jednoczesnego pozostania w niej, co może satysfakcjonować umiarkowanych zwolenników. Europa z kolei dostała sygnał, że Wielka Brytania może pozostać w Unii, co uspokoi liderów UE i zmieni postrzeganie Zjednoczonego Królestwa na kontynencie. Brytyjczycy postrzegani są jako wiecznie kłótliwy naród, ale wystąpienie z Unii tak silnego gospodarczo kraju mogło by mieć katastrofalne skutki dla wszystkich państw członkowskich.

Przemówienie brytyjskiego premiera to świetny ruch. Cameron proponując referendum ws. pozostania Wielkiej Brytanii w Unii na „po wyborach” uczynił z tego problemu główny temat kampanii wyborczej. Warto podkreślić, że w tym momencie więcej niż połowa Brytyjczyków opowiada się za opuszczeniem Unii. To wielki kapitał wyborczy, o który warto walczyć w najbliższych wyborach, grając na nastrojach eurosceptycznych, jednocześnie podkreślając chęć reformowania Unii. Brytyjski premier zaznaczył, że jeśli Wielka Brytania ma pozostać w Unii ta musi się zmieniać i przeprowadzić reformy. Zrzuca to niejako odpowiedzialność z niego jeśli Wielka Brytania ostatecznie opuści Unię, bowiem on chciał pozostać w Unii, ale ta niewystarczająco się zmieniała albo obywatele zdecydowali inaczej. Cameron pokazuje się jako lider, który walczy o dobro Brytyjczyków, a jednocześnie zatroskany przywódca europejskiego giganta, który chce reformować Unię.