Afganistan: nowa strategia talibów

Coraz wyraźniej widać, że afgańscy talibowie zmienili swoją strategię i zrywają z radykalną retoryką. W ten sposób szykują grunt pod legalizację ich ruchu i uznanie legalności ich władzy.

Talibowie w Afganistanie mają nową strategię (Flickr: Helmandblog, Major Paul Smyth)
Fot. Flickr: Helmandblog, Major Paul Smyth

Nie ulega wątpliwości, że po sześciu latach od wybuchu rebelii „neotalibów” w Afganistanie osiągnęli oni swój główny cel – zmęczenie społeczeństw Zachodu przedłużającą się wojną partyzancką i doprowadzenie do wycofania się wojsk NATO z Afganistanu. W tej sytuacji priorytetem dla ruchu staje się przygotowanie do prób ponownego przejęcia władzy po 2014 roku i uzyskania legitymizacji ich rządów, przynajmniej wśród niektórych państw.

Nowa strategia

Coraz wyraźniej widać, że talibowie realizują nową strategię – zamiast na walce z siłami międzynarodowej koalicji koncentrują się na maksymalnym osłabieniu rządowych sił bezpieczeństwa, na likwidacji niechętnych im przywódców lokalnych społeczności i urzędników państwowych oraz na pozyskiwaniu poparcia ludności cywilnej.

Prawdopodobnie odzyskanie władzy poprzez działania militarne nie będzie możliwe. Talibowie, nawet według najkorzystniejszych dla nich szacunków, dysponują siłami niemal czterokrotnie mniejszymi niż rządowe siły bezpieczeństwa – te ostatnie liczą około 340 tys. żołnierzy i policjantów, a siły talibów podawane są przez nich samych na 100 tys. (jednak według niektórych niezależnych źródeł wynoszą zaledwie 20 tys. ludzi, z czego tylko 10-20% to wysoce zmotywowani i dobrze wyszkoleni bojownicy, a resztę stanowią najemnicy, bandyci i miejscowa ludność wynajmowana do konkretnych zadań). Nawet biorąc pod uwagę, że znaczna część wojska i policji sprzyja talibom lub jest w swoich poglądach chwiejna, taki stosunek sił nie daje ruchowi szans na szybkie i trwałe zwycięstwo. Próby zbrojnego obalenia rządu w Kabulu mogą przemienić się w kolejną długotrwałą wojnę domową. Dlatego też talibowie pozostawiają sobie furtkę w postaci prób zalegalizowania ruchu i pokojowego dojścia do władzy.

Od dłuższego czasu trwają próby negocjacji między talibami, a rządem afgańskim. Mimo, że dopiero w styczniu 2010 r. prezydent Karzaj przyznał, iż takie rozmowy mają miejsce, najprawdopodobniej rozpoczęły się one znacznie wcześniej. Głównymi warunkami stawianymi przez talibów jest wycofanie się zagranicznych wojsk z Afganistanu, dopuszczenie przywódców ruchu do władzy, wcielenie szeregowych bojowników do sił bezpieczeństwa oraz zmiana konstytucji i przepisów prawa tak, by odpowiadały bardziej wymogom szariatu. Najważniejszy jest ten pierwszy – dopóki siły międzynarodowej koalicji znajdować się będą na terenie Afganistanu talibowie odmawiają jakiegokolwiek rozejmu lub zawieszenia broni.

Zmiana taktyki walki z ISAF

W związku z nową strategią zmieniła się też taktyka talibów. Przede wszystkim, po kilku spektakularnych klęskach poniesionych podczas prób podjęcia otwartej walki z zagranicznymi wojskami, rebelianci w znacznym stopniu zrezygnowali z bezpośrednich ataków na siły NATO na rzecz stosowania IED (Improvised Explosive Device – improwizowane urządzenie wybuchowe) i nękających ostrzałów baz za pomocą moździerzy i rakiet. Równocześnie główny wysiłek został położony na przygotowanie gruntu pod próby przejęcia władzy po wycofaniu się NATO – talibowie skupiają się na atakach na rządową armię i policję afgańską, a także na zamachach na wysokich urzędników, komendantów policji, oficerów wojska i przywódców lokalnych społeczności czy na duchownych, którzy sprzyjają rządowi w Kabulu. Zamachy te polegają nie tylko na fizycznej eliminacji, ale także na zastraszaniu poprzez porwania lub zabójstwa członków rodzin.

Te ataki, zwane w żargonie NATO high-profile atacks, mają za zadanie przygotowanie gruntu pod przyszły powrót do władzy poprzez likwidację antytalibskich elit, a także zastraszenie społeczeństwa i przekonanie go o wysokiej skuteczności działań ruchu. Propagandowy cel mają także pokazowe rajdy na tereny będące pod kontrolą rządu i międzynarodowej koalicji, zwłaszcza na duże miasta, takie jak Kabul, Herat czy Kandahar albo check-pointy organizowane na głównych drogach przez talibskie oddziały, podczas których zabijani są lub okaleczani ludzie, przy których rebelianci znajdą jakikolwiek dowód na współpracę z rządem w Kabulu – dają one jasno do zrozumienia wszystkim Afgańczykom popierającym obecny reżim, że nie mogą czuć się bezpiecznie nawet w pobliżu dużych skupisk wojsk rządowych i międzynarodowych. Wszystko to sprzyja narastaniu atmosfery strachu wśród grup społecznych i plemiennych nie popierających talibów oraz przekonywaniu członków i sympatyków ruchu, że zwycięstwo wciąż jest możliwe.

O skuteczności tej strategii świadczyć może fakt, że coraz częściej dochodzi do ataków policjantów i żołnierzy afgańskich na żołnierzy koalicji (tzw. green-on-blue attacks). Pomijając coraz głębszą niechęć funkcjonariuszy ANP i ANA do zachodnich sojuszników przyczyną takiego stanu rzeczy może być narastające wśród nich przekonanie, że trzeba jak najszybciej opuścić tonący okręt.

Ocieplanie wizerunku

Jednocześnie jednak podejmowane są próby ocieplenia wizerunku talibów, zarówno wśród samych Afgańczyków, jak i wśród międzynarodowej opinii społecznej. Rebelianci starają się przedstawić swoje ugrupowanie jako siłę zdolną do zaprowadzenia porządku w ogarniętym wojną kraju, podobnie jak uczynili to w pierwszych miesiącach swego istnienia. W tym celu w kontrolowanych przez siebie dystryktach talibowie zakładają własną administrację i sądy. W wielu miejscach jednak system ten nie sprawdza się, bo „cywilni” zarządcy dystryktów okazują się być całkowicie podporządkowani lokalnym komendantom polowym, a talibskie sądy równie skorumpowane jak rządowe.

Innym narzędziem pozyskiwania sympatii lokalnej ludności jest zaprzestanie ataków na rządowe szkoły. Według badań był to jeden z najważniejszych czynników, który zniechęcał zwykłych Afgańczyków do ruchu talibów, gdyż edukacja jest w rejonach wiejskich często jedynym świadczeniem jakie mieszkańcy otrzymują od rządu. W początkowych latach rebelii talibowie palili budynki szkół, a nauczycieli, rodziców, a nawet samych uczniów zastraszali lub – gdy to nie dawało efektu – mordowali. Obecnie w kontrolowanych przez siebie rejonach rebelianci pozwalają na działanie szkół, a nawet edukację dziewczynek, czemu wcześniej stanowczo się sprzeciwiali – jedynym warunkiem jest dopuszczenie wyznaczonego przez talibów mułły do nauczania w danej szkole islamu i kontrolowania treści przekazywanych uczniom przez nauczycieli.

Międzynarodową opinię publiczną talibowie próbują przekonać, że są nie tyle sojusznikiem, co ofiarą al-Kaidy. W wydawanych przez siebie oświadczeniach często zaznaczają, że nie są ugrupowaniem terrorystycznym, a jedynie chcą uznania wyznawanych przez siebie wartości w konstytucji i systemie prawnym swego kraju. Zrywają też ze szczególnie radykalną retoryką. W ten sposób szykują grunt pod legalizację ich ruchu i uznanie legalności ich władzy – jeśli ją kiedykolwiek przejmą – przynajmniej przez niektóre kraje.

  • Robert

    Obecnie Talibowie już nie są tą samą grupą z lat 90 XX wieku. To inny ruch, który rozumie swoją pozycję i jest wyraźnie zmęczona nieustającymi walkami. Ich dążenia do zaistnienia w obecnej rzeczywistości politycznej Afganistanu są jak najbardziej uzasadnione. Jestem bardzo zainteresowany tym co się stanie w kolejnych latach w tym państwie. Szczególnie po zakończeniu misji ISAF.