USA: czy uda się uniknąć klifu fiskalnego?

Najbliższe 18 miesięcy nie będzie łatwe dla prezydenta Obamy. W najbliższym czasie będzie musiał sobie poradzić nie tylko ze skutkami tragedii w Newtown, ale przede wszystkim ze sporem o tzw. klif fiskalny.

Barack Obama (Flickr: Official White House Photo by Pete Souza)
Barack Obama (Flickr: Official White House Photo by Pete Souza)

Kampania prezydencka 2012 przeszła już do historii. Republikanie bardzo szybko zapomnieli o Romneyu, który po serii błędów, wpadek i strategicznych pomyłek został zmiażdżony przez sprawną maszynę Obamy. Ale prezydent nie ma łatwego życia. Nie tylko tragedia w Newtown, ale przede wszystkim spór o klif fiskalny będą wyznacznikami jego drugiej kadencji, która rozpocznie się w styczniu 2013 roku.

Tragedia w Newtown miała miejsce w bardzo skomplikowanej sytuacji politycznej dla prezydenta. Mimo wyraźnego zwycięstwa, Obama musi przede wszystkim rozwiązać kwestię tzw. klifu fiskalnego, czyli automatycznych cięć wydatków i podwyżki podatków dla większości Amerykanów. Klif fiskalny nadchodzi, ponieważ Republikanie i Demokraci nie byli w stanie porozumieć się w sprawie podwyższenia limitu zadłużenia USA w 2011. Wtedy ostatecznie udało się go podnieść – co wcześniej było czymś rutynowym – ale zawieszono nad Ameryką fiskalny miecz Damoklesa. Wydawało się, że to wystarczy, by przez rok znaleźć rozwiązanie problemu zadłużenia USA. Tak się nie stało. Desperackie negocjacje trwają cały czas, ale zostało już mniej niż dwa tygodnie na ich zakończenie. Republikanie nie zgadzają się na podwyższenie podatków dla najbogatszych, a Demokraci nie chcą słyszeć o cięciach w programach opieki społecznej. Ostatnie doniesienia są nieco bardziej optymistyczne: obie strony są gotowe do pewnych ustępstw i zapewne w ostatniej chwili dojdzie do kompromisu.

Na tym tle Obama przebudowuje swój gabinet – odchodzą sekretarz stanu Hillary Clinton i sekretarz skarbu Tim Geithner, zmieniają się najbliżsi doradcy prezydenta. Obama chce wzmocnić swoją drużynę przed czekająca go walkę z Republikanami o reformę imigracyjną i być może – o rozwiązania dotyczące emisji dwutlenku węgla.

Na to wszystko nakłada się kwestia kontroli dostępu do posiadania broni. Już w ostatnią niedzielę wpływowa senator Dianne Feinstein zapowiedziała, że wyjdzie z inicjatywą przywrócenia zakazu sprzedaży broni automatycznej, który został wprowadzony w 1994 roku i wygasł w 2004. To tylko jeden z pomysłów politycznych w świetle tragedii w Newtown.

Dlatego też najbliższe 18 miesięcy będzie dla prezydenta bardzo trudne. Później Ameryka ponownie wejdzie w tryb wyborczy – najpierw będą to wybory do Kongresu w 2014 r., a później kolejna kampania prezydencka w 2016 roku. Amerykańska polityka na pewno nie będzie nudna, mimo że nie będzie się toczyć – przynajmniej oficjalnie – żadna duża kampania wyborcza. Ale tak naprawdę zarówno Republikanie i Demokraci już teraz ustawiają się w blokach startowych do wyścigu w 2016 r. Jedno jest pewne: po stosunkowo mało spektakularnej kampanii 2012 r., za cztery lata być może czeka nas powtórka z roku 2008. Do tego czasu Obama będzie chciał budować swoje polityczne dziedzictwo (legacy), a Republikanie muszą wyjść z impasu, w którym tkwią jako partia, alienująca Latynosów, młodych i kobiety. Bez przełamania tego kryzysu nie będą w stanie powalczyć o prezydenturę za cztery lata.