Powrót do Azji

Względna stabilizacja na kontynencie europejskim sprawiła, że amerykański orzeł ponownie swoje oczy skierował na Azję. Rosnąca rola ChRL, Indii i innych pomniejszych państw tego regionu nie mogła przejść niezauważona na arenie międzynarodowej. Amerykanie doskonale wiedzą jak ważnym regionem jest Azja i jaki potencjał w niej drzemie.

Azja (Flickr: eprouveze)
Azja (Flickr: eprouveze)

Już na początku roku Waszyngton deklarował chęć większego zaangażowania się w tej części świata. Powód tego wydaje się być oczywisty. Rosnąca w siłę ChRL staje się coraz poważniejszym rywalem regionalnym, a Stany Zjednoczone nie mogą pozwolić sobie na utratę wpływów w Azji.

Czy USA ma się czego bać?

Choć do strachu jeszcze daleko, to z pewnością w wielu głowach zapaliło się już światło ostrzegawcze. Świadczy o tym stworzenie pojęcia „strategii antydostępowej” określające działania podejmowane przez Pekin. W dokumentach wywiadowczych amerykańskiego Wywiadu Marynarki już od kilku ostatnich lat pojawiały się informacje dotyczące opracowywania przez Chiny wersji rakiety balistycznej średniego zasięgu DF-21. W podstawowej wersji pocisk przeznaczony był do atakowania powierzchniowych celów lądowych. Jednak Chińczycy opracowali również wersję zdolną do atakowania okrętów. Chiński pocisk balistyczny jest niebezpieczny, gdyż potrafi spadać ze stratosfery i eksplodować na pokładzie okrętu, tym samym niszcząc bieżnie lotniskowca i powodując poważne uszkodzenia. Do prawidłowego funkcjonowania rakiet, poruszających się z prędkością kilkakrotnie przewyższającą prędkość dźwięku, konieczne jest posiadanie dokładnego systemu naprowadzającego. Jego elementami są m.in. radar umożliwiający obserwację pozahoryzontalną oraz sieć satelitów. Obecnie Chiny budują własną sieć satelitów nawigacyjnych BeiDou-2, tworząc własny odpowiednik amerykańskiego systemu GPS. BeiDou-2 posiada na orbicie jedenaście satelitów, a do 2020 r. ma ich być trzydzieści pięć o zasięgu światowym. Ponadto w 2011 r. Chiny przeprowadziły udaną próbę z pociskami DF-21. Oznacza to, że pociski o zasięgu ponad 2000 km są w stanie zatopić każdy okręt włącznie z lotniskowcami, które stanowią podstawę obecnej strategii morskiej USA.

Na początku 2007 r. ChRL przedstawiła jeszcze inne możliwe zastosowanie tej rakiety. Przy jej pomocy zestrzelony został chiński satelita meteorologiczny, poruszający się na niskiej orbicie okołoziemskiej na wysokości ponad 800 km. Tym samym Państwo Środka dołączyło do wąskiego grona państw posiadających broń antysatelitarną. Termin przeprowadzenia testu nie był przypadkowy, gdyż w 2007 r. administracja G. Busha promowała idee budowy tarczy antyrakietowej m.in. w Polsce i Czechach, czemu przeciwne były Chiny. Dlatego też jednym z celów tej demonstracji było unaocznienie Stanom Zjednoczonym, że nawet najbardziej zaawansowana technologicznie tarcza będzie podatna na oślepienie poprzez fizyczną eliminację satelitów wspomagających jej funkcjonowanie.

Należy również dodać, że w ostatnich latach ChRL coraz bardziej interesuje się przestrzenią kosmiczną, a prowadzone przez nią badania nad bronią antysatelitarną oprócz użycia rakiet obejmują m.in. zastosowanie laserów, czy wiązek mikrofali. Dla Pekinu rozwój przemysłu kosmicznego jest bardzo ważny, gdyż jest on oznaką rosnącego prestiżu tego państwa. W tej dziedzinie osiągnięto już pierwsze sukcesy m.in. wysłanie w 2003 r. człowieka w kosmos, następnie kosmiczny spacer, a obecnie trwają przygotowania do budowy stacji kosmicznej. Świadczy to o wysokim stopniu zaawansowania chińskiej myśli technologicznej i bardzo szybko postępującym jej rozwoju.

Co więcej Pekin już w 2001 r. nasilił strategię wzmacniania swojej pozycji w Azji Południowej. Dąży do tego pozyskując bazy morskie wzdłuż kluczowych wąskich gardeł na Oceanie Indyjskim, by nie tylko służyły ich interesom ekonomicznym, ale też umacniały strategiczną obecność w regionie. Zdobyte przyczółki określa się mianem chińskiego szlaku pereł, który ma pozwolić na taktyczne okrążenie Indii.

Początkowo Chiny rozwinęły swoją współpracę z Pakistanem – odwiecznym rywalem Indii. Rządzący w Pekinie zaproponowali swoją pomoc temu państwu przy budowie portu w Gwadar. Posiada on istotne znaczenie ze względu na swoje położenie. Znajduje się on 70 km od granicy irańskiej i 400 km na wschód od Cieśniny Ormuz, dużego szlaku transportu ropy naftowej. Po zaangażowaniu się w tą inwestycję Chińczycy następnie wygrywali kolejne przetargi na budowę portów na południu Sri Lanki, w Bangladeszu oraz na zachodnim wybrzeżu Birmy. Elita rządząca ChRL zdaje sobie sprawę, że to siła morska może dać jej wpływ konieczny by stać się regionalnym hegemonem i potencjalnym supermocarstwem.

Akcja – reakcja

Fakt, że USA uznawane jest za jedyne supermocarstwo na świecie, nie oznacza, że nie potrzebuje sojuszników. Tym bardziej, gdy chodzi o kontakty z ChRL – drugą gospodarką świata, przeznaczającą na obronność w 2012 r. ponad 107 mld dol. Z takim budżetem ustępuje tylko liderowi, właśnie Stanom Zjednoczonym, które na ten cel przekazały w porównywanym roku ponad 739 mld dol. Choć różnica jest astronomiczna to geografia Azji i Pacyfiku, wymusza na Amerykanach potrzebę posiadania sprzymierzeńców – takich jak Japonia, czy Korea Południowa, gdyż otwiera im to m.in. dostęp do większej ilości baz wojskowych w regionie.

Amerykańscy politycy i wojskowi wielokrotnie podkreślali jak ważną sprawą jest posiadanie ”niezakłóconego dostępu do wszystkich przestrzeni” tj. wód morskich, przestrzeni powietrznej, kosmicznej i cyberprzestrzeni. Co więcej, wprost mówi się o potrzebie rozwoju nowych systemów uzbrojenia, umożliwiających projekcję siły odstraszającej potencjalnych wrogów.

Wprowadzenie pocisków DF-21 na pozycje obrony kontynentalnej Chin musiało i spowodowało reakcję ze strony USA. Amerykanie podjęli decyzję budowy „robotów samolotów bombowych” o dalekim zasięgu zdolnych do startowania z pokładu lotniskowca położonego ponad 2000 km od wybrzeży Chin. W planach jest by na początku drugiej połowy tego stulecia flota tego rodzaju bezzałogowych samolotów zdalnie sterowanych patrolowała teren nad Oceanem Spokojnym. Obecnie samoloty startujące z pokładu lotniskowca posiadają zasięg około 900 km, co stanowczo ogranicza działania amerykańskiej marynarki wojennej.

Indie: nowy sojusznik

Administracja B. Obamy wie, że bez silnego sojusznika w regionie będzie tracić swoje wpływy na rzecz ChRL. Dlatego też naturalnym partnerem wydają się być Indie – historyczny jak i współczesny rywal Chin. W ostatnim czasie wielokrotnie podkreślano jak ważne znaczenie ma i będzie mieć partnerstwo amerykańsko-indyjskie dla zapewnienia bezpieczeństwa w Azji Południowej i poza nią. Amerykański sekretarz obrony Leon Panetta będąc w 2012 r. w Indiach mówił o wspólnych wartościach, które łączą te dwa kraje, tj. o demokracji, o istocie walki z terroryzmem, ekstremizmem, piractwem, o konieczności zapewnienia niezakłóconego dostępu do przestrzeni morskich oraz o walce przeciw proliferacji broni masowego rażenia. Stwierdził także, że oba kraje zmuszone są do stawiania czoła tym samym zagrożeniom, dlatego tym bardziej powinny ze sobą współpracować.

Mogłoby się wydawać, że współpraca ta rozwija się wzorcowo. Świadczy o tym rosnąca liczba wspólnych ćwiczeń i manewrów wojskowych – blisko 50 rocznie, sprzedaż Indiom amerykańskiej broni, dzięki czemu kraj ten stał się trzecim największym importerem amerykańskiego sprzętu wojskowego. Amerykanie przenoszą do Indii także część swojej produkcji zbrojeniowej. Jednak kraj ten nie chce stać się zależny od USA. Wpływ na to ma nie tylko duma ponad miliardowego kraju, czy zaszłości historyczne – m.in. brak odpowiedzi J. Kennedy`ego na list J. Nehru przez co zablokowana została możliwość kupna uzbrojenia koniecznego do walki z Chinami, czy nałożenie sankcji na ten kraj po testach nuklearnych w 1998 r. – ale przede wszystkim chęć nie pogarszania relacji ze swoim coraz silniejszym sąsiadem.

Obecne stosunki ChRL-Indie charakteryzują się zbliżaniem się w kwestiach ekonomicznych oraz współpracą polityczną w obszarach wspólnych interesów oraz brakiem zaufania i rywalizacją w sprawach regionalnych. Widać to po rozbudowie potencjału militarnego obu państw, jak i budowaniu sojuszy w regionie, które w przyszłości mają zapewnić przewagę jednego kraju nad drugim. W tym aspekcie sojusz New Delhi z Waszyngtonem niesie określone korzyści.

Koniec z Zachodem?

Na naszych oczach punkt ciężkości w globalnej polityce przenosi się na wschód. Czy oznacza to zmierzch Zachodu, jak prorokowano? Raczej nie, jednak w światowej układance Azja nabiera na znaczeniu. Dostrzegli to Amerykanie i starają się pozyskać bądź odzyskać swoich partnerów i sojuszników. Widać to w stosunkach z takimi krajami jak Filipiny, Singapur, Wietnam, czy Australia, o którą walczą także Chiny. Jednak strategiczne partnerstwo USA z Indiami zmieniłoby układ sił w regionie. New Delhi już korzysta z amerykańskiego uzbrojenia, inwestycji oraz bezpieczeństwa, które zapewnia US Navy. Co więcej dobre i rozwijające się relacje z supermocarstwem poprawiają także ich pozycję strategiczną w odniesieniu do ChRL. Jednak to jak głęboka będzie ta więź pokaże najbliższy czas.

Amerykański orzeł nie może pozwolić sobie na zlekceważenie chińskiego smoka i nie robi tego. Poprzez rozwój relacji ze swoimi regionalnymi partnerami kontynuuje i dostosowuje do nowych warunków swoją doktrynę ograniczania i powstrzymywania wpływów Pekinu. Jednak chiński smok nie stoi w miejscu i choć zapewnia o swoich pokojowych planach i harmonijnym współistnieniu, to w przyszłości może ono okazać się niemożliwym do zrealizowania.