Chiny vs. ASEAN. Jak zachowają się Indie?

Część państw zrzeszonych w ASEAN oczekuje od Indii większego zaangażowania w ich sporach z Chinami. Nowe Delhi zdaje sobie sprawę, że wchodzenie w konflikt z Pekinem nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Źródło: Blogspot
Źródło: Blogspot

Chińskie roszczenia terytorialne dotyczące akwenu Morza Południowochińskiego to największy problem kilku członków ASEAN – organizacji zrzeszającej państwa Azji Południowo-Wschodniej. W sporze z Pekinem znajdują się Wietnam, Filipiny i Brunei, a na poczynania Chin z niepokojem patrzą też Indonezja i Malezja. Ostatni szczyt ASEAN pokazał jednak, że niemożliwe jest wypracowanie wspólnego, jednolitego stanowiska, ponieważ kilku państwom nie w smak jest zaostrzanie relacji z Chinami. Nie oznacza to, że obawy przed chińskim smokiem zniknęły. Wybrzmiały ponownie na niedawnym szczycie Indie-ASEAN.

Gra o surowce

Państwa takie jak Wietnam i Filipiny liczą na większe zaangażowanie Nowego Delhi w ich spory z Chinami. Działają zarówno na polu dyplomatycznym, jak i gospodarczym – Wietnam zamierza wydobywać surowce energetyczne wraz z indyjskimi firmami na akwenie, do którego Chiny roszczą sobie pretensje. Innymi partnerami Wietnamu w tej dziedzinie są m.in. Exxon i Gazprom (sprytne zagranie, ale czy firmy te wytrzymają presję Pekinu i ewentualną groźbę utraty perspektyw na rynku chińskim?).

O ile jednak Amerykanie i Rosjanie mogą swobodnie szukać lepszych miejsc do poszukiwania i wydobywania ropy i gazu, to dla Indii Wietnam może być kluczowym partnerem z racji bliskości geograficznej. Indie zostały daleko w tyle wyścigu o zabezpieczenie dostaw surowców energetycznych, dając się wyprzedzić Chinom, i nie mogą pozwolić sobie na utratę Wietnamu. Jeśli Pekin skutecznie wypchnie zachodnie i rosyjskie koncerny, a następnie powtórzy ten manewr z Indiami, to kraje ASEAN – będące w sporze o Morze Południowochińskie – znajdą się na bardzo słabej pozycji.

Ambiwalentna postawa Indii

Dla Indii priorytetem jest zabezpieczenie akwenu Oceanu Indyjskiego i na tym koncentruje się indyjska marynarka wojenna. Chiny bardzo roztropnie przeniosły ciężar „gry” na Ocean Indyjski, zagrażając Indiom tzw. naszyjnikiem z pereł. Dzięki niemu Chiny będą miały możliwość prowadzenia działań na przedpolu Indii. Tymczasem Nowe Delhi nie ma większych możliwości wyjścia na Morze Południowochińskie. A powinno to być priorytetem numer dwa z racji tego, że ponad połowa handlu Indii z krajami Azji przechodzi właśnie przez Morze Południowochińskie. Indie rozumieją, że nie mogą pozwolić sobie na nieobecność na tym akwenie – według zapowiedzi szefa marynarki wojennej, są gotowe bronić własnych interesów gospodarczych, jeśli te będą zagrożone (vide Wietnam).

Jednocześnie, na wspomnianym szczycie Indie-ASEAN, szef dyplomacji Indii dość jasno dał do zrozumienia, że jego kraj nie zamierza mieszać się w spory Chin z poszczególnymi członkami ASEAN – „to są fundamentalne sprawy, które nie wymagają interwencji Indii„. Nowe Delhi zdaje sobie sprawę, że wchodzenie w konflikt z Pekinem nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Po pierwsze, Indie nie dysponują zasobami pozwalającymi na realne zaangażowanie się w spór tego typu. Współpraca morska z partnerami z ASEAN dopiero się rozwija. Po drugie, Chiny zawsze mogą „nacisnąć” pakistański guzik i przyprawić Nowe Delhi o ból głowy na zachodniej i północnej granicy. Po trzecie, aktualnie relacje chińsko-indyjskie są skupione na intensyfikacji wymiany handlowej, co przynosi obopólne korzyści. Obie strony chwilowo odłożyły na bok własne spory terytorialne (Kaszmir, Arunachal Pradesh).

Amerykańska odsiecz

W sporze o Morze Południowochińskie kraje ASEAN liczą nie tylko na Indie, ale także na Stany Zjednoczone, a nawet na Japonię. Wszystkim tym państwom zależy bowiem na powstrzymaniu chińskiej ekspansji. Chiny doskonale to rozumieją i starają się rozgrywać lokalnych aktorów rozrywając sojusze i utrudniając porozumienie. Teoria sojuszy Stephena Walta wskazuje jednak, że im większa obawa przed jednym państwem, tym większe szanse na porozumienie pozostałych. Nawet jeśli wcześniej wydawało się ono praktycznie niemożliwe do zawarcia. System międzynarodowy dąży bowiem do równowagi, którą naruszają agresywne (bądź tak postrzegane) działania jednego aktora skierowane przeciwko innym. Bardziej prawdopodobna jest wówczas koalicja balansująca niż przyłączenie się do silniejszego i liczenie na jego późniejszą łaskę.

O ile Indie na dziś niewiele mogą państwom ASEAN pomóc, to Chiny nie mogą liczyć, że taki stan rzeczy potrwa wiecznie. Interesy Indii wykraczają poza Ocean Indyjski i w średniej perspektywie mogą skierować indyjską flotę na Morze Południowochińskie. Z perspektywy Chin oznacza to, że trzeba ten akwen szybko „spacyfikować”, to jest wymusić na mniejszych państwach ASEAN ustępstwa, stworzyć reżim prawny je sankcjonujący (to już się dzieje) i zapewnić ich militarną osłonę (są pierwsze sygnały pokazujące, jak może to wyglądać). Inna opcja to rezygnacja z maksymalistycznych żądań i próba znalezienia porozumienia. Czy Chiny będą do niego gotowe? Dziś nie wydają się tym zainteresowane.

Dyplomacja Indii w pełnej krasie

Powyższe przewidywania zakładają, że polityka Indii niewiele się zmieni. Kraj ten jest raczej pasywny i ostrożny, unika konfliktów i szuka swojej drogi na arenie międzynarodowej. Nie jest to w żadnej mierze polityka ustępstw, jak niektórzy chcieliby to widzieć. To po prostu ugruntowana tradycja niepodległych Indii. Nie oznacza to, że niemożliwe jest dokonanie korekty i przyjęcie bardziej aktywnej postawy w niektórych dziedzinach, np. w sprawie zaangażowania na Morzu Południowochińskim i wsparcia państw ASEAN. Wydaje się jednak, że taka korekta nie mogłaby nastąpić szybko. Dlatego też Indie są raczej kiepskim partnerem dla państw Azji Południowo-Wschodniej w przypadku ich sporów z Chinami. I Chiny doskonale o tym wiedzą.