“Pillar of cloud” – Izraelczycy ruszyli. Powtórka “Płynnego Ołowiu”?

Wczoraj doszło do najpoważniejszego od dłuższego czasu spięcia między Izraelem, a Autonomią Palestyńską. Izraelczycy rozpoczęli bombardowania Strefy Gazy. Czy czeka nas powtórka z operacji „Płynny Ołów” z przełomu 2008 i 2009 r.?

Zdjęcie: eddiedangerous-flickr
Zdjęcie: eddiedangerous-flickr

Jeszcze wczoraj w swoim tekście pisałem o tym, że rząd premiera Netanjahu może zdecydować się na ograniczoną operację w Strefie Gazy – ze względu na swoje podejście, raczej bezkompromisowe, do kwestii bezpieczeństwa oraz zbliżające się wybory do Knessetu. Dziś ogłoszono początek operacji “Pillar of cloud” (druga nazwa używana w mediach: “Pillar of defense”), której celem – oficjalnie – ma być ochrona ludności cywilnej południowego Izraela, a także zniszczenie infrastruktury terrorystycznej i organizacji terrorystycznych. Izraelczycy podkreślają, że od 2009 roku na ich terytorium spadło 2 500 rakiet.

Powtórka “Płynnego Ołowiu”? Teoretycznie na to wygląda, ponieważ trwają bombardowania Strefy Gazy, ale jednocześnie Izraelczycy nie wykluczają interwencji lądowej. Wyjście jednak poza bombardowania byłoby strategicznym błędem, bo utrzymując obecną taktykę Izraelczycy są w stanie – podobnie jak w przypadku “Płynnego Ołowiu”, operacji w Strefie Gazy przeprowadzonej na przełomie 2008 i 2009 roku, utrzymać relatywnie niskie straty własne. Największy problem Izraelczyków nazywa się teraz inaczej – jak maksymalnie ograniczyć liczbę ofiar cywilnych? To pozabijane dzieci i ich rodzice, w czasie “Płynnego Ołowiu” zdecydowali o medialnej porażce Izraela w tej konfrontacji. Hamas, co było łatwe do przewidzenia, nie tylko się odbudował, ale nawet jest obecnie jeszcze silniejszy, głównie politycznie.

Operacja ma kilka poważnych wad, które stawiają jej powodzenie i sens pod znakiem zapytania.

1) Hamasu nie da się wyrzucić ze Strefy Gazy.  Hamasowcy rządzą tam z poparciem ludności i wszelkie naloty izraelskie na Strefę Gazy jedynie wzmacniają tę organizację. Zniszczenie tej organizacji – jak i innych – jest zatem niemożliwe, czego Izraelczycy muszą być świadomi. Nikt nie będzie w stanie rządzić tam z nadania izraelskiego.

2) Izrael jest w stanie zadać potężne straty logistyczne i częściowo kadrowe (co już uczynił zabijając Jabariego), ale Hamas ma olbrzymie możliwości regeneracji, zwłaszcza teraz, gdy na wiele więcej może sobie pozwolić na granicy z Egiptem.

3) Faktycznie – spychając Hamas i inne organizacje do głębokiej obrony, Izrael doprowadzi w przeciągu kilku dni do zmniejszenia (lub nawet zlikwidowania) ostrzeliwania południowego Izraela, ale to rozwiązanie tymczasowe. Pełny spokój, połączony ze wzajemnym powiększaniem magazynów właśnie na użytek takiej konfrontacji, da jedynie rozejm. Taki zawierany był w przeszłości wielokrotnie.

4) Wybierając konfrontację gabinet Izraela demonstruje olbrzymią siłę i stawia mocno na styczniowe wybory parlamentarne, ale jednocześnie osłabia i tak już bardzo słabego Abbasa i powoduje, że wniosek o przyjęciu Palestyny w charakterze państwa-obserwatora, jeżeli tylko będzie głosowany, przejdzie na pewno.

5) Izrael nie jest nadal zagrożony, ale w obecnej sytuacji politycznej zarówno Turcja, jak i Egipt,  będą niezwykle krytyczne wobec tej operacji. Najważniejsze jest jednak co innego – ta operacja utrzyma status quo. Pomimo celów i środków ani nie uda się zniszczyć Hamasu, ani ochronić ostatecznie cywilów.

Na marginesie warto wspomnieć, że w pierwszych komentarzach liderzy opozycji (m.in. z Kadimy) poparli działania rządu, co pokazuje, że kwestia bezpieczeństwa państwa jest elementem ponadpartyjnego konsensusu. W czasie “Płynnego Ołowiu” sytuacja była analogiczna.