Nowy Piracki abordaż w Niemczech

Mówiono o nich, że są „politycznym przedstawicielstwem pokolenia Facebooka” – Partia Piratów zapowiada nowe otwarcie. W ostatni listopadowy weekend partia zebrała się w Bochum i przedstawiła nowy, znacznie bardziej profesjonalny program polityczny.

Logo niemieckiej Partii Piratów (Flickr: Piratenpartei Deutschland)
Logo niemieckiej Partii Piratów (Flickr: Piratenpartei Deutschland)

Kryzys gospodarczy pustoszący Europę przynosi zmęczenie i zwątpienie w działalność tradycyjnych partii politycznych i wynosi do władzy ugrupowania parapolityczne, karykaturalne lub zdecydowanie krytykujące bieżącą rzeczywistość polityczną w swoich krajach, często złożone z ludzi bez doświadczenia politycznego. W Polsce dało to wejście do Sejmu Ruchowi Palikota, jako wybór dla wyborców zmęczonych ciągłymi kłótniami między głównymi partiami politycznymi. We Włoszech coraz większą popularność zdobywa Ruch Pięciu Gwiazd komika Beppo Grillo. Jednak przykład przyszedł z Niemiec. To oni bowiem mają Partię Piratów.

Partia powstała w 2006 roku, zarejestrowana w Berlinie przez grupkę około 50 osób chcący zalegalizować wolną wymianę plików w internecie. Zwolennicy partii argumentują, że w dzisiejszej rzeczywistości twórcy i artyści zarabiają poprzez występy i sprzedaż różnego rodzaju gadżetów związanych z ich dziełami, a wolna i legalna wymiana plików w internecie stanowiłaby pozytywny impuls dla rozwoju przemysłu. O barwności tej partii świadczy między innymi fakt, iż uważa ona, że bilingi telefoniczne są kontrolowane przez służby specjalne, a kazirodztwo powinno być zalegalizowane. Jednak w ciągu ostatnich lat budzili oni ciekawość wyborców nawoływaniami do zwiększenia udziału obywateli w procesach decyzyjnych, na wzór organizacji sieci www. Ponadto partia nie chciała określać się jako prawicowa lub lewicowa, chcąc pozostać partią „obywatelską”.

Po raz pierwszy na niemieckiej scenie politycznej zaistnieli oni zdobywając mandaty do parlamentu Berlina. Później przyszły kolejne miesiące sukcesów i dobre wyniki w wyborach regionalnych w Kraju Saary, Nadrenii Północnej-Westfalii i Szlezwika-Holsztynu. Później przyszedł czas chudych lat, wewnętrznych sporów i polaryzacji partii. W momencie największych sukcesów partia mogła liczyć na 11% poparcia, co czyniłoby z nich czwartą siłę polityczną w Niemczech. Jednak kolejne miesiące kłótni doprowadziły ja na skraj porażki wyborczej. Obecne sondaże wskazują, że w wyborach uzyskałaby zaledwie 4% i nie przekroczyłaby pięcioprocentowego progu wyborczego.

Wszystkie problemy wynikają z wewnętrznych spór i wpadek członków partii. Przez ostatnie tygodnie z nagłówków niemieckich gazet nie schodzi Julia Schramm, jedna z członkiń zarządu Partii Piratów, wielka przeciwniczka idei własności intelektualnej. Młoda polityk ściga dziś internautów, którzy kopiują jej niedawno wydaną książkę. Ta znana niemiecka blogerka napisała książkę „Click me: wyznania internetowej ekshibicjonistki”. Za przekazanie na 10 lat praw autorskich do swojej książki jednej z niemieckich firm wydawniczych dostała ona sto tysięcy euro. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że podczas swojej działalności w partii Schramm uparcie walczyła z tym co określała „mafią wydawniczą”. Wcześniej skandal wywołał 36 letni sekretarz wykonawczy partii Johannes Ponader, który pomimo działalności politycznej pobierał zasiłek dla długotrwale bezrobotnych.

Teraz partia chce przemian, które pomogą jej odzyskać utracone poparcie. Nowe otwarcie ma być odcięciem się od skrajnie prawicowych haseł, które zarzucano tej partii.

W Bochum, 24 listopada doszło do zjazdu Partii Piratów, który miał być nowym otwarciem dla partii. Przybyło ponad 2000 działaczy partii, którzy wspólnie radzili nad programem partii, który ma przynieść im dobry wynik w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.

Podczas weekendowego, nowego otwarcia partia przedstawiła nowy program, znacznie wzbogacony w porównaniu do poprzedniego. Poruszono między innymi kwestie ochrony środowiska, emerytur, gospodarki oraz polityki zagranicznej. Brak propozycji regulujących te dwie ostatnie kwestie był powodem najszerszej krytyki tej partii. W pierwotnym programie partii za kluczowe uznawano walkę o swobodny dostęp do Internetu i osłabienie ochrony praw autorskich. Teraz program uzupełniono o bardziej profesjonalne propozycje polityczne. Wśród rozwiązań związanych z polityką gospodarczą pojawia się hasło ustawowej płacy minimalnej, która pozwalała by na utrzymanie każdemu obywatelowi bez względu na to czy pracuje czy nie. Zdaniem przewodniczącego, Bernda Schloemera, partia ma być „socjalliberalną siłą społeczeństwa informacyjnego”.

Wśród innych propozycji znajduje się rezygnacja w ciągu trzech lat z energii atomowej i odpowiedzialna polityka zarządzania surowcami. Partia Piratów proponuje również przyjęcie konstytucji dla Unii Europejskiej, zreformowanie systemu emerytalnego i zmianę zasad funkcjonowania wolnego rynku w Niemczech. Stara się lawirować między wyborcami o różnych poglądach, chcąc zawrzeć w swoim programie elementy, które zainteresują różne grupy odbiorców.

Pojawienie się Partii Piratów porównywano do przemian jakie w latach 80. ubiegłego wieku na niemieckiej scenie politycznej dokonali Zieloni. Jednakże obecne sondaże wskazują, że ich krótki sukces był jedynie przelotnym zauroczeniem wyborców nową siłą, która przedstawiała odmienny od utartych reguł tradycyjnych partii politycznych model uprawiania polityki.