Największe wyzwania u progu drugiej kadencji Baracka Obamy

Wybranego ponownie na urząd prezydenta USA Barack Obama czeka trudny okres, szczególnie w polityce bliskowschodniej. Syria, Afganistan, Iran: tych problemów nie da się zamieść pod dywan. Czy Obama sobie poradzi?

Barack Obama (Flickr: Official White House Photo by Pete Souza)
Barack Obama (Flickr: Official White House Photo by Pete Souza)

Barack Obama zwyciężył w wyborach prezydenckich w USA, a jego sukces wydaje się być zdecydowany. Mówi się, że prezydent wybrany na drugą kadencję może działać w sposób bardziej zdecydowany i dynamiczny, gdyż nie musi martwić się już o reelekcję. To dobrze, bo trudne wyzwania czekają na Obamę na Bliskim Wschodzie. Spójrzmy na największe problemy z jakimi 44. prezydent będzie musiał zmierzyć się w regionie.

Obama “odziedziczył” po Bushu trudną sytuację. Niestety po czterech latach rządów demokraty jest ona jeszcze gorsza. Wyzwania stojące przed Obamą w drugiej kadencji można mnożyć. Wojna w Afganistanie nie zostanie wygrana, trzeba przyjąć nową strategię, która uchroni NATO od konieczności przyznania smutnego faktu, że 13 lat wojny, tysiące ofiar i biliony dolarów wyrzucone zostały w błoto. Iran nadal wzbogaca uran, rozbudowuje siły asymetrycznej walki morskiej i wspiera terroryzm międzynarodowy. Pokojowe środki wywierania presji na Teheran zawodzą. Wojna w Syrii jest co raz bardziej zacięta. Bezczynne przyglądanie się kolejnym masakrom syryjskich cywilów przyniesie dla regionu fatalne skutki. Dla prestiżu USA również.

Terroryzm kwitnie. Zmienił swoje oblicze. Może groźba przeprowadzonych z rozmachem ataków w USA i Europie zmalała, ale na Bliskim Wschodzie islamski dżihad jest silny jak nigdy wcześniej. Ekstremiści roztaczają wpływ w państwach, w których cztery lata temu nie mieli wiele do powiedzenia. W rocznicę zamachów na WTC zabili amerykańskiego ambasadora w Libii, wymierzając prestiżowi USA soczysty policzek. Przyszłość Egiptu jest niepewna. Dziś wiemy tylko tyle, że po “arabskiej wiośnie” Kair nie jest w stanie utrzymać kontroli nad całością swojego terytorium. Sojusznicze monarchie Zatoki Perskiej borykają się z wewnętrznymi problemami, które mogą fatalnie wpłynąć na ich relacje z USA, a tym samym na amerykańskie interesy w kluczowym dla nich rejonie Bliskiego Wschodu. Irak tonie we krwi, znajduje się na krawędzi wojny domowej, a znaczny wpływ na wewnętrzną politykę Bagdadu ma Iran. Pakistan nadal wspiera Siatkę Hakkaniego, działając destabilizująco na Afganistan. Jemenem niezmiennie wstrząsają wewnętrzne konflikty.

Sporo tego. Obecna sytuacja w jakimś stopniu jest efektem złej polityki Obamy. Nieprzemyślanych decyzji z jednej strony, zbyt ostrożnych działań z drugiej. Wynikały one głównie z chęci wyjścia na przeciw amerykańskiemu wyborcy, który po ośmiu latach rządów Busha nie chciał zbyt aktywnego angażowania się USA w bliskowschodnie konflikty,  wspierał również militarne osłabianie Ameryki. Druga kadencja musi być jednak inna.

Trudno wyobrazić sobie jak może wyglądać region, jeżeli polityka Obamy będzie wciąż kunktatorska. Prezydent USA musi w drugiej kadencji podejmować trudne i niepopularne decyzje, przynajmniej na kilku płaszczyznach bliskowschodniej polityki. Dla przeciętnego Amerykanina interesy jego kraju na Bliskim Wschodzie są niemniej ważne jak darmowe ubezpieczenie zdrowotne, czy nieodpłatny transport ambulansem. O ile jednak przeciętny Amerykanin nie musi o tym wiedzieć, o tyle jego prezydent już tak.