Koniec naftowych snów. Czy Kuba żegna się z podwodnym wydobyciem ropy i gazu?

Niczym bańki mydlane, pryskają nadzieje kubańskich władz na rychłą przemianę kraju w naftową potęgę, szczęście nie dopisuje bowiem ekipom wykonującym podwodne odwierty.

Ambitne plany energetycznej samowystarczalności doznały ostatnio serii poważnych ciosów. Od początku roku szczęście nie dopisuje bowiem ekipom wykonującym podwodne odwierty. Po dwóch wcześniejszych, również trzecia próba dotarcia do złóż ropy zakończyła się fiaskiem. Kolejne porażki stawiają pod znakiem zapytania prowadzenie dalszych prac. Jeden z kluczowych inwestorów już zrezygnował, zaś pozostali wykazują daleko idącą ostrożność.

Wyboista droga

Obszar wokół wyspy stał się łakomym kąskiem po ujawnieniu wyników badań geologicznych, które sugerowały obecność ropy naftowej i gazu ziemnego. Hawana niezwłocznie przystąpiła do działania i w szybkim tempie rozdysponowała odpowiednie koncesje. Seria odwiertów została zainaugurowana na przełomie stycznia i lutego br., kiedy hiszpański koncern Repsol skorzystał z usług platformy wiertniczej Skarabeusz 9. Zaledwie trzy miesiące później przyszło pierwsze rozczarowanie, gdy głębokowodny szyb okazał się zupełnie jałowy. Po wydaniu milionów dolarów i jednocześnie wobec narastających kłopotów finansowych, Hiszpanie ogłosili zarzucenie kubańskiego projektu.

Pałeczkę przejęło konsorcjum dwóch firm – Petronas i Gazprom Nieft, rozpoczynając w maju wiercenia u północno-zachodnich wybrzeży prowincji Pinar del Rio. Jednak i tym razem przyszło zmierzyć się z goryczą porażki. Skomplikowane prace zakończono 31 lipca, a tydzień później rządowa „Granma” poinformowała opinię publiczną o „połowicznym sukcesie”. Państwowe przedsiębiorstwo CUPET oświadczyło, że szyb Catoche 1X, o głębokości 4,6 km wykazał obecność „aktywnego systemu złóż naftowych, rozciągających się do pozostałych działek koncesyjnych”. Tym niemniej, poważnym problemem okazała się „specyficzna i bardzo zwarta struktura skał, uniemożliwiająca pozyskanie ropy i gazu”. Zarówno Petronas, jak i Gazprom Nieft skupiły się na analizowaniu uzyskanych danych sejsmicznych (w tym zdjęć w technologii 3D), pozwalających na uzupełnienie dotychczasowych informacji i oszacowanie dalszych perspektyw badawczych.

Trzecią szansą na pozytywne rozstrzygnięcie był odwiert wenezuelskiego koncernu PDVSA. Szyb pod nazwą Cabo de San Antonio 1X, o głębokości przekraczającej 4,5 km, został wydrążony 26 października. Osiem dni później „Granma” ponownie przekazywała Kubańczykom niepomyślne wieści. CUPET stwierdzał, iż PDVSA nie odnalazła ropy i gazu „w ilościach pozwalających na wydobycie”, a przeszkodą nie do przejścia ponownie okazała się „geologiczna złożoność skał”. Z drugiej strony, zgromadzono „sporo przydatnych informacji i ekspertyz technicznych”. Na pocieszenie kierownictwo PDVSA podtrzymało wolę kontynuowania poszukiwań. Niestety, nie nastąpi to raczej w najbliższym czasie. Wenezuelczycy mają wprawdzie zakontraktowane jeszcze dwa odwierty, ale Skarabeusz opuścił już kubańskie wody, kierując się w stronę Zachodniej Afryki. Brak jakichkolwiek wzmianek odnośnie terminu ewentualnego powrotu na Karaiby. Pierwotnie obecność jednostki zaplanowano do lipca 2013 r., jednak wobec rezygnacji Repsolu i braku jasnych deklaracji ze strony innych firm, pobyt platformy uległ skróceniu.

Jak nietrudno zgadnąć, potknięcie braci Castro wywołało westchnienie ulgi po przeciwnej stronie Cieśniny Florydzkiej. Odetchnęli emigranci kubańscy, ekolodzy i branża turystyczna. W Waszyngtonie głos zabrała republikańska przewodnicząca Kongresowej Komisji Spraw Zagranicznych, Ileana Ros-Lehtinen. Ostro skrytykowała ugodową politykę Baracka Obamy, która nie powstrzymała Kuby przed poszukiwaniami ropy i próbą wzmocnienia komunistycznego ustroju petrodolarami. Jej zdaniem, należy bacznie obserwować poczynania Hawany, a w chwili obecnej śledzić wzmożoną aktywność koncernu Zarubieżnieft.

Rosjanie nadchodzą

Nie bez powodu Ros-Lehtinen wspomina o rosyjskiej firmie wydobywczej. Zarubieżnieft zamierza bowiem przeznaczyć prawie 126 mln USD na poszukiwania ropy u wybrzeży Kuby. Do tego celu wynajął platformę wiertniczą, która 15 listopada przybyła na kubańskie wody terytorialne. W odróżnieniu od Skarabeusza, aparatura Songa Mercur przystosowana jest do prowadzenia prac na płytkich akwenach przybrzeżnych. W tym samym dniu na pokładzie platformy zjawił się Siergiej Steipaszyn (Prezez Rosyjskiej Izby Obrachunkowej) w towarzystwie Michaiła Kamyszyna (ambasadora w Hawanie) i Nikołaja Brunischa (Dyrektora Generalnego Zarubieżnieft), dokonując symbolicznego wciągnięcia flag. Zgodnie z przedstawionym harmonogramem, wiercenia mają rozpocząć się w grudniu, natomiast pierwszych rezultatów należy oczekiwać w maju przyszłego roku.

Kilka godzin później Stiepaszyn spotkał się z Raulem Castro. Jak podały kubańskie media, dyskutowano o „różnych aspektach historycznych relacji, przyjaźni i współpracy między obydwoma krajami”. Podpisano też porozumienie dotyczące wspólnej walki z korupcją, prowadzenia szkoleń i kursów dla kontrolerów skarbowych oraz weryfikacji projektów biznesowych. Zaledwie tydzień wcześniej Castro rozmawiał z rosyjskim ministrem przemysłu i handlu, Denisem Manturowem, uczestniczącym w obradach dwustronnej komisji międzyrządowej. Wskazuje to, że Rosjanie usiłują odbudować utraconą pozycję czołowego partnera karaibskiej wyspy, a ewentualny sukces przy projekcie naftowym będzie sporym impulsem w tym kierunku.

Skazani na siebie

Bez wątpienia trzy nieudane podejścia podkopały ufność reżimu w szybkie uzyskanie wymiernych korzyści. Po latach subsydiowanych dostaw ze Związku Radzieckiego, ostatnia dekada upłynęła pod znakiem pogłębiającej się zależności od transportów ropy z Wenezueli. W chwili obecnej 2/3 dziennego zapotrzebowania pokrywane jest surowcem wenezuelskim. Kuba „płaci” za niego w specyficzny sposób – wysyłając do Caracas rzesze wykształconych specjalistów (lekarze, nauczyciele, trenerzy sportowi), których liczba wynosi już 45 tys. osób, zaangażowanych w rozmaite programy społeczne. Ponadto w przypadku poszukiwań na akwenach o średniej głębokości 1,6 km i zwartej strukturze skał, Kuba zmuszona jest korzystać z pomocy firm zagranicznych. Brak odpowiedniej technologii oraz milionowe koszty operacji przekraczają możliwości tego państwa. Hawana spodziewała się, że przyciągnięcie obcego kapitału spowoduje transfer rozwiązań technicznych i unowocześnienie sektora energetycznego. Tymczasem ciąg tegorocznych niepowodzeń z pewnością podziała „otrzeźwiająco”, każąc inwestorom zastanowić się nad angażowaniem środków w ryzykowne przedsięwzięcie. Póki co, z wyścigu nie rezygnuje m.in. Petrovietnam (zapowiedział oczekiwanie na wyniki odwiertów w sąsiednich blokach koncesyjnych) oraz indyjski ONGC Videsh (poszukuje partnerów biznesowymi, aby podzielić koszty).

Do gry wkraczają również Rosjanie. Więc może nie wszystko jeszcze stracone.