Jaka Turcja w jakiej zjednoczonej Europie?

Turcy od ćwierć wieku czekają na członkostwo w Unii Europejskiej i zaczynają już tracić cierpliwość. Akcesja Turcji do UE oznacza wiele korzyści dla obu strona, ale dla Unii mogłaby być kłopotliwa…

Turcja + UE

Turecki premier Recep Erdogan wskazał rok 2023 jako ostateczny termin na akcesję swojego kraju do Unii Europejskiej. „Stracą nas„, mówi szef rządu i lider partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP). Jego kraj stara się o uzyskanie członkostwa od 25 lat. Od tego czasu nie uzyskano znaczących postępów. Przystąpienie Ankary do UE to sprawa, która może zadecydować o kształcie tej organizacji na kilka dekad.

Wbrew pozorom tureckie członkostwo w UE nie rozbija się wyłącznie o problemy z Cyprem. Jest jasne, że Grecy (zarówno kontynentalni, jak i cypryjscy) wykorzystują swoją przewagę instytucjonalną celem skomplikowania życia Turcji, natomiast sprawa akcesji ma drugie dno. Greków można przecież teraz przycisnąć, wymuszając decyzje polityczne w ramach gospodarczego pakietu ratunkowego. Nikt nie próbuje, jednak byłoby to zapewne do osiągnięcia. Co z tego, gdy dużo ważniejsze problemy skrywają się za tarczą greckiego hoplity.

Nowe możliwości

Turcja w Unii Europejskiej to zupełnie nowa sytuacja. Wspólnota wkroczyłaby bowiem w zagmatwany świat Lewantu, bliskowschodnich konfliktów, polityki opartej na lojalności etnicznej, klanowej i rodzinnej. Problemy Iraku, Syrii, Iranu, Azerbejdżanu czy Armenii stałyby się pierwszoplanowymi problemami Brukseli. Dziś granica UE sięga europejskiej części Turcji, niewielkiego skrawka jej terytorium. Co dzieje się dalej to już sprawa Turków, chociaż z racji dublującego się członkostwa wielu państw w UE i NATO sytuacja nie jest aż tak jednoznaczna.

Unia z Turcją musiałaby przedefiniować swoją politykę zagraniczną i stać się pierwszoplanowym aktorem na Bliskim Wschodzie, a z racji dzisiejszych wpływów Turcji, również na obszarze Afryki Północnej. Europejski głos rozsądku mógłby silniej oddziaływać na postępowanie Izraela, który krok po kroku rozmontowuje jedyny – jak się zdaje – sensowny pomysł na zakończenie konfliktu z Palestyńczykami, czyli powstanie Państwa Palestyńskiego. Bliskość UE, która byłaby na wyciągnięcie ręki milionów Arabów, oznaczałaby również większe szanse na promocję praw człowieka i wartości demokratycznych w regionie. Nie należy mylić tego z przyjęciem zachodniego modelu ustrojowego.

Członkostwo Turcji w UE to również większa rola wspólnoty w Azji Centralnej, gdzie wpływy Ankary stają się coraz istotniejsze. Zwiększy to niepokój w Moskwie, która musi bronić tego obszaru przed apetytem ze strony Chin oraz cyklicznymi wzrostami zainteresowania Ameryki. Z Turcją na pokładzie unia mogłaby skuteczniej zabiegać o dostęp do kaspijskich surowców energetycznych i zniweczyć rosyjskie plany dominacji w tej dziedzinie.

Turcja to także dynamiczna gospodarka i młode społeczeństwo. Większość prognoz wskazuje na dekady wysokiego wzrostu, modernizacji i prężnego rozwoju. Turcja powinna być jednym z motorów napędowych globalnej gospodarki. W zamian za pomoc strukturalną z funduszy unijnych oferuje ogromne możliwości dzielenia przyszłych zysków. Strach przed imigracją milionów muzułmanów do Europy wydaje się mocno przesadzony. Po pierwsze, miliony Turków już w UE mieszkają, niektórzy od dekad; po drugie, Turcy budują dobrobyt u siebie i wychodzi im to coraz lepiej. Nie można wykluczyć sytuacji, w której to rynek turecki staje się na tyle atrakcyjny, że ściąga imigrantów z zachodu Europy – zachęcony dobrze płatnymi stanowiskami. Spoglądanie z wyższością na Turcję jest wielkim błędem. Owszem, wielkie połacie kraju nadal są bardzo ubogie, jednak sytuacja szybko się poprawia. Co więcej, w każdym państwie UE istnieją obszary biedy. Gdy szuka się źdźbła w cudzym oku, warto najpierw wyjąć belkę z własnego.

Nie ma róży bez kolców

Nie oznacza to, że akcesja Turcji ma same zalety i żadnych wad. Istnieje wiele ryzyk, które trzeba wziąć pod uwagę. Przede wszystkim warto rozważyć zagadnienie wspólnoty wartości. Czy Turcja jest już wystarczająco zwesternizowana społecznie i obyczajowo, aby przystawała do dzisiejszych członków UE? Czy kluczowe kwestie pojmujemy w ten sam sposób? Można mieć wątpliwości. I nie chodzi tylko o różnice wynikające z różnic religijnych. Unia to nie tylko strefa wolnego handlu, to także wspólnota wartości. Dialog z Turcją powinien dotyczyć głównie ich. Zagadnienia prawne można bez problemu dogadać, natomiast w przypadku wartości tak łatwo być nie musi. Nie da się bowiem ukryć, że to Turcja musi się dostosować do reszty. Nikt nie będzie się dostosowywał do Turcji, pole do kompromisu jest mocno ograniczone. Czy Turcy są na to gotowi?

Są też inne problemy – bezpieczeństwo granic, zagrożenie terroryzmem (PKK i Kurdowie, radykalny islam), trudna sytuacja na Bliskim Wschodzie. Lista nie jest krótka.

Jaka unia za kilka dekad?

Przyjęcie Turcji w poczet członków UE wymaga też fundamentalnej decyzji politycznej od jej dzisiejszych liderów. Czy są gotowi na nowe otwarcie, na pójście w nieznane, czy wolą kruchą stabilizację dnia dzisiejszego i groźbę kiszenia się we własnym sosie. W geograficznej Europie niewiele zostało już do zrobienia. W ciągu dekady, może dwóch, uporządkowana zostanie sytuacja na Bałkanach. W Europie Wschodniej możliwości są mocno ograniczone – Białoruś do śmierci Łukaszenki będzie tkwić w zawieszeniu między Rosją a Unią, a potem niekoniecznie musi uśmiechnąć się do Brukseli. Ukraina nie może zdecydować się, czego chce – w parzyste dni tygodnia woli do Rosji, w nieparzyste do Unii, a w weekend rozważa neutralność. Taki stan może jeszcze potrwać, np. do momentu, aż młodsza część społeczeństwa wydorośleje i przejmie stery władzy. Turcja jest na dziś największą szansą i wyzwaniem, a także ryzykiem.

Po przyjęciu Turcji nic nie będzie takie samo. Mapa polityczna unii ulegnie drastycznym modyfikacjom – Ankara będzie mieć najwięcej posłów w Europarlamencie, otrzyma ważną tekę w Komisji, a jej głos w Brukseli będzie ważył mniej więcej tyle, ile stanowisko Niemiec czy Francji. Turcja uzyska realny wpływ na decyzje i postępowanie UE. Łatwiej przyjąć dziesięć Cyprów niż jedną Turcję.

Dyskusja o członkostwie Turcji w Unii Europejskiej to dyskusja o przyszłości zjednoczonej Europy. O wizji na kolejne dekady. O ambicjach i celach, które będą realizowane. Ograniczanie tematu do sporu z Cyprem jest krótkowzroczne. Czas kryzysu to dobry moment na głęboki namysł, na kreślenie dalekosiężnych planów. Warto pomyśleć o Turcji i dać jej odpowiedź przed 2023 rokiem. Zwodzenie jej, proponowanie półśrodków (np. strategiczne/uprzywilejowane partnerstwo) jest niepoważne.

Piotr Wołejko