Kondycja Al Kaidy przed wyborami prezydenckimi w USA

Barack Obama w czasie kampanii wyborczej bardzo chętnie podkreśla swoje sukcesy w walce z Al Kaidą. Czy naprawdę obecny prezydent USA ma powody do zadowolenia?

Barack Obama (Flickr: Official White House Photo by Pete Souza)
Barack Obama (Flickr: Official White House Photo by Pete Souza)

Barack Obama w czasie kampanii wyborczej bardzo chętnie podkreśla swoje sukcesy w walce z Al Kaidą (AQ). Rzeczywiście, nie da się ukryć, że nowe podejście USA do zwalczania terroryzmu, które ochoczo stosował Obama, przyniosło wymierne rezultaty ze śmiercią Osamy bin Ladena na czele. Czy jednak ubiegający się o reelekcję prezydent ma prawo mówić, że obecnie Al-Kaida jest “zdziesiątkowana”? Wydaje się, że nie, o czym możemy przeczytać w artykule Adama Kredo na stronie Washington Free Beacon.

Al Kaida poniosła w ostatnim czasie kilka klęsk. Trzon organizacji na afgańsko-pakistańskim pograniczu został znacznie osłabiony, zwłaszcza personalnie. AQAP, choć nadal pozostaje groźne, zostało wyparte w toku wiosennej ofensywy wojsk jemeńskich z większości zajętych wcześniej terenów. Podobne klęki poniosła blisko związana z „Bazą” somalijska Al-Szabab. Wojska Unii Afrykańskiej prowadzą zdecydowaną ofensywę przeciwko tej organizacji, zaledwie kilkanaście dni temu bojownicy zostali wyparci z Kismayo, ostatniego większego ośrodka miejskiego, który był pod ich kontrolą.

Mimo to, nie po raz pierwszy w toku wojny z terroryzmem, Al Kaida przechodzi kolejną transformację i zdobywa wpływy na terenach, gdzie jeszcze do nie dawna nie była obecna. Trzeba podkreślić tutaj wpływ Arabskiej Wiosny. Jeszcze rok temu powszechną opinią było, że w wyniku masowych ruchów ludności arabskiej rola ekstremistów ulegnie osłabieniu, mówiło się, że przegrali oni walkę o arabski rząd dusz. Dziś wygląda to już zupełnie inaczej. Organizacje związane z Al Kaidą umacniają się i są co raz aktywniejsze w Tunezji, Mali, a zwłaszcza w Libii. Choć występują pod pozornie nie kojarzącymi się z słynną organizacją nazwami, eksperci nie mają wątpliwości, że są z ekipą Ajmana al-Zawahiriego blisko związane. Morderstwo dokonane na amerykańskim ambasadorze w Benghazi w rocznicę zamachów na WTC było wydarzeniem symbolicznym.

Ponadto Al Kaida wzmacnia się w Syrii, a wraz z każdym dniem co raz brutalniejszej wojny czerpie z niej siły witalne. Nie zapominajmy o gwałtownym przebudzenia organizacji w Iraku obserwowanym od pierwszego półrocza tego roku i grupach na półwyspie Synaj.Odpowiedź na pytanie czy AQ jest silniejsza czy słabsza niż 4 lata temu jest trudna. Wydaję się, że o ile ma mniejsze możliwości zorganizowania zamachów na wielką skalę w USA lub Europie to na samym Bliskim Wschodzie jest mocniejsza. Niewątpliwie faktem jest, że ma wpływy w znacznie większej ilości państw niż na początku urzędowania Obamy.

Mateusz Grzywa