„Kawiorowa dyplomacja” Azerbejdżanu – czyli jak morderca wyszedł na wolność i został bohaterem narodowym

Azerski oficer, który odsiedział 8 lat w węgierskim więzieniu za zabójstwo ormiańskiego kolegi po fachu podczas natowskiego kursu został bohaterem w swojej ojczyźnie. Wywołało to niemałe napięcia między Azerbejdżanem i Armenią. Czy istnieje choćby najmniejsza szansa na porozumienie, gdy obie strony są tak sobie wrogie?

Ramil Safarow (Blogspot.com)
Ramil Safarow (Blogspot.com)

W 2004 roku w Budapeszcie miał miejsce jeden z kursów w ramach natowskiego programu „Partnerstwo dla Pokoju”. Uczestniczyli w nim wojskowi z różnych krajów, w tym z pozostających z sobą w stanie konfliktu państw kaukaskich – Armenii oraz Azerbejdżanu. Nad ranem 19 lutego przedstawiciel tego drugiego kraju, Ramil Safarow, zamordował toporem śpiącego oficera z Armenii, Gurgena Margaryana. Zadał mu 16 uderzeń, niemalże odcinając głowę. Hałas obudził węgierskiego współlokatora Margaryana, który jednakże bał się przeciwstawić napastnikowi. Następnie Safarow udał się do pokoju innego Ormianina w podobnym celu, jednakże zastał zamknięte drzwi. Wkrótce przybyła policja i dokonała aresztowania zabójcy.

Wina Safarowa jest bezsprzeczna: w trakcie procesu przyznał się on do jednego morderstwa i zamiaru popełnienia drugiego. Pytany o motywy, wyjaśnił, iż przechodzący obok niego Ormianie rozmawiali po ormiańsku (sic!) i rzekomo śmiali się z niego – to skłoniło go do podjęcia decyzji o zabiciu ich obydwu… W okresie późniejszym twierdził ponadto, iż Margaryan wraz z drugim oficerem z Armenii znieważyli flagę Azerbejdżanu, jednakże nie ma na to żadnych świadków ani jakichkolwiek innych dowodów, co pozwala wątpić w prawdziwość tych oskarżeń.  13 lipca 2006 roku Safarow został skazany przez węgierski sąd na karę dożywotniego więzienia bez możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie przed upływem 30 lat. Uzasadnienie zawierało stwierdzenia, iż morderstwo zostało dokonane z premedytacją i wyjątkowym okrucieństwem, a sprawca nie przejawia żadnych oznak skruchy. Prawnik reprezentujący rodzinę ofiary stwierdził, iż jest to „dobra decyzja”, aczkolwiek reakcje w Azerbejdżanie były nieco inne – rząd nie potępił Safarowa, nacjonalistyczna Narodowo-Demokratyczna Partia Azerbejdżanu przyznała mu tytuł „człowieka roku”, a przez wiele mediów i organizacji był on traktowany jako bohater.

Do niedawna sprawa wyglądała na jasną i zakończoną, jednakże w sierpniu Safarow został nieoczekiwanie wydany Azerbejdżanowi. Strona węgierska utrzymuje, iż ekstradycja odbyła się na mocy konwencji strasburskiej z 1983 r. a Baku udzieliło zapewnień, iż skazany nie zostanie zwolniony przedterminowo i w jego karze nie zostaną wprowadzone żadne modyfikacje. Pomimo tych gwarancji jeszcze zanim samolot z Safarowem zdążył wylądować prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew ułaskawił go w trybie nadzwyczajnym, a następnie został on przywrócony do służby wojskowej i awansowany do rangi majora. Przyznano mu też apartament oraz wypłacono żołd za 8 lat, które spędził w węgierskim więzieniu.

Jak można się było spodziewać, sprawa ta wywołała skrajne emocje w zaangażowanych w nią państwach. W Azerbejdżanie Safarow został przywitany jak bohater: ulicami Baku przeszła wielotysięczna manifestacja poparcia, na stronie partii rządzącej pojawiło się oświadczenie, iż „zwolnienie Safarowa to triumf odwagi i sprawiedliwości”. Przytoczyć wypada fragment oświadczenia Ali Akhmedowa, przedstawiciela owej partii:

Zarówno Karabach, jak i Ramil stali się ofiarami sabotażystów. Ten pierwszy jest pod okupacją, podczas gdy drugi był przez tak wiele lat więziony. Skoro Ramil został wypuszczony, przyjdzie czas i na wyzwolenie Karabachu. Daj Boże, przyjdzie taki dzień gdy Prezydent (…) Ilham Alijew ogłosi oswobodzenie Karabachu. Wszyscy w to wierzą i wyczekują tego dnia. Jedna niesprawiedliwość przeszła już do historii, to i kolejna – jak sądzę – zostanie naprawiona.

Na oficjalnej stronie prezydenta pojawiła się zakładka umożliwiająca mu przesłanie gratulacji i podziękowań za decyzję o ułaskawieniu – i szybko wypełniła się wdzięcznymi peanami. Fanpage Safarowa na Facebooku szybko zyskał tysiące fanów, a nieliczne głosy rozsądku w blogosferze spotykały się z obraźliwimi reakcjami rodaków, zarzucających (w najlepszym wypadku) brak patriotyzmu. Co prawda akt ułaskawienia potępił również  Zardusht Alizadeh z azerbejdżańskiego oddziału Open Society Institute, nie zmienia to jednak faktu, iż większość reakcji była zdecydowanie pozytywna zarówno dla samego Safarowa, jak i decyzji o jego uwolnieniu. Pomimo tego wypada nadmienić, iż to właśnie z azerskiego (przynajmniej z nazwy) blogu pochodzi wyjątkowo trafne spostrzeżenie odnośnie całej sprawy:

Zastanówmy się jak to będzie odtąd, gdy Ormianin spotka za granicą Azera. Czy pomyśli: „Hmm, czy on trzyma topór w swoim plecaku? A może na wszelki wypadek ja też powinienem brać ze sobą swój własny (…)”?

Po drugiej stronie barykady reakcja zarówno władz, jak i zwykłych Ormian, była bardzo emocjonalna – czemu jednak ciężko się dziwić. Zawieszono stosunki dyplomatyczne z Węgrami, a w kraju i miejscach zagranicznych zawierających sporą ormiańską diasporę odbywały się liczne protesty (doszło nawet do spalenia węgierskiej flagi). Na portalu aukcyjnym eBay pojawiła się oferta… sprzedaży Węgier – „cheap + free shipping” (oczywiście szybko skasowana). Prezydent Armenii, Serż Sarkisjan, sugerował możliwość tajnego porozumienia między prezydentem Azerbejdżanu Alijewem a węgierskim premierem Viktorem Orbanem.

Na samych Węgrzech natomiast minister spraw zagranicznych potępił uwolnienie Safarowa i wystosował odpowiednią notę dyplomatyczną, co oczywiście nie zapobiegło silnej krytyce rządu ze strony opozycji. Na Facebook’u powstała grupa o nazwie „Hey Armenia, sorry about our Prime Minister” (licząca obecnie prawie 13 tysięcy członków), a 4 września przed budynkiem parlamentu w Budapeszcie odbyła się demonstracja, w której około 2 tysiące Węgrów protestowało przeciwko decyzji władz.