Jakie wnioski powinna wyciągnąć polska dyplomacja po wyborach na Ukrainie?

Wybory parlamentarne na Ukrainie ugruntowały władzę Partii Regionów. Choć nie jest to dla Polski najkorzystniejszy wynik, nie można Ukrainy spisywać na straty. Należy jednak zastanowić się, jak dalej powinna wyglądać nasza polityka zagraniczna wobec wschodniego sąsiada.

Co prawda czasy Pomarańczowej Rewolucji już nie wrócą, ale Ukraina nie jest dla Zachodu stracona. Na zdjęciu b. prezydent RP A. Kwaśniewski i b. prezydent Ukrainy W. Juszczenko. (Flickr: World Economic Forum)
Co prawda czasy Pomarańczowej Rewolucji już nie wrócą, ale Ukraina nie jest dla Zachodu stracona. Na zdjęciu b. prezydent RP A. Kwaśniewski i b. prezydent Ukrainy W. Juszczenko. (Flickr: World Economic Forum)

Wstępne wyniki wyborów wskazują na – mało zresztą sensacyjne – zwycięstwo Partii Regionów. Partii, która rządzi obecnie krajem i która zapewniła sobie dominację w środkach masowego przekazu. Opozycja głośno mówi o nadużyciach, a obserwatorzy zgadzają się z tym częściowo  podkreślając niektóre, niezgodne z międzynarodowymi standardami, działania.  OBWE nazwała wybory krokiem do tyłu w stosunku do poprzednich, aczkolwiek nadal mamy do czynienia z demokratycznym systemem wyborczym. Przewagę w parlamencie Partia Regionów uzyska dzięki stanowiącej o połowie składu Rady Najwyższej okręgom jednomandatowym według reguły, że w tym systemie preferuje się największych (w przypadku Ukrainy – także “niezależnych:” związanych z władzą) – podobnie było ostatecznie również w Gruzji.

Niezależnie od kolejnych doniesień od naszego wschodniego sąsiada jednego można być w 100% pewnym – do drugiej “Pomarańczowej Rewolucji” nie dojdzie, a wyniki wyborów – czy są lekko poprawione czy też nie – będzie trzeba uznać i respektować. Część komentatorów może się ze mną nie zgodzić, ale wynik zarówno Zjednoczonej Opozycji, jak i Udaru, jak na warunki kryzysu gospodarczego, korupcji oraz biurokracji, jest stosunkowo słaby, a za niepokojący uznać należy wysoki wzrost poparcia dla socjalistyczno-nacjonalistycznie Swobody. W przeciągu miesiąca w kolejnym ważnym dla nas państwie wybory wygrała opcja, której – mówiąc delikatnie – nie preferowaliśmy. Z faktami nie ma co się sprzeczać – zacznijmy myśleć, co dalej?

Ukraina nie jest stracona

O problemach gospodarczych Ukrainy wiadomo wiele, tak samo jak o innych patologiach, które dotykają młode demokracje. Julia Tymoszenko dalej odsiaduje wyrok, a ostatnio ogłosiła strajk głodowy. Sprawa byłej premier jest wizerunkowo na tyle problematyczna, że utrudnia wszelkie ruchy zwolennikom przeciągnięcia Ukrainy do Europy. Na prezydenta Janukowycza w tej kwestii należy wywierać presję, ale nie można zapominać o celach naszej polityki zagranicznej.

Im bliżej Ukraina będzie Europy, tym dalej od Rosji. Wiktor Janukowycz to nie człowiek z naszej bajki (a jak już z bajki to w powszechnej opinii byłby raczej czarnym charakterem), ale … również nie rosyjskiej. Fakt, że po rosyjsku mówi lepiej niż po ukraińsku, ale nie stawia interesu Rosji nad interesem Ukrainy. Przypomnijmy, że Tymoszenko siedzi w więzieniu przez niekorzystny – zdaniem władz i raczej nie odzwierciedlającego wszelkich cnót temidy sądu – kontrakt gazowy podpisany właśnie z Moskwą. Marny dowcip polega na tym, że Tymoszenko nie była stroną tej umowy. Wracając jednak do tematu. Rosjanie trzymają Ukrainę w garści m.in. ze względu na surowce energetyczne i ich “rynkową stawkę”, bardzo bolesną dla Kijowa, bo oznaczającą wzrost ceny o miliardy euro. Jak do tej pory władze ukraińskie nie zdecydowały się jednak na rozwiązania niekorzystne politycznie i zamykające dalszą drogę na Zachód, ale powodujące natychmiastową ulgę tj.
1) oddanie systemu przesyłowego Rosji;
2) wstąpienie do Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej i wejście do Unii Celnej z m.in. z Rosją i Kazachstanem.

Zwłaszcza ten drugi punkt jest ważny, bo oznacza wieloletnie przekreślenie szans na integrację z Unią Europejską. Wybór jest prosty – albo integruje się gospodarczo z Unią Europejską albo z państwami EaWG – nie można tego czynić jednocześnie. W tej sprawie Kijów stoi na rozstaju dróg i znajduje się także pod presją Moskwy.

Umowę o pogłębionej i kompleksowej strefie wolnego handlu (DFTA) parafowano w lipcu 2012. Polecam analizę Ośrodka Studiów Wschodnich poświęconą temu zagadnieniu.

Jeżeli doprowadzimy do podpisania, a następnie ratyfikacji tego dokumentu – przede wszystkim korzystnego dla państw UE, ponieważ dokument nakłada rozliczne zobowiązania, w tym dostosowania prawa, na Ukrainę – osiągniemy dużą przewagę w tym wyścigu. Nie wszystko zatem stracone – przecież rząd ukraiński zapowiada chęć dalszej integracji europejskiej. Jeżeli władze ukraińskie chcą dokumentu wymagającego, kosztownego (DFTA), a nie palą się do tego, który przyniesie im szybkie i policzalne w miliardach dolarów korzyści, lecz oznaczającego poddanie się dominacji rosyjskiej (Unia Celna), to znaczy, że nie przegrywamy.

Nie izolować Ukrainy

Zachodni politycy, z reguły niechętni rozszerzeniu UE, będą odczuwali pokusę izolowania Ukrainy – raz ze względu na brak postępów w kwestiach demokratycznych, a dwa ze względu na zdarzające się przypadki łamania praw człowieka na przykładzie Julii Tymoszenko. Jeżeli jednak przyjmiemy, że prezydent Janukowycz i jego ekipa starają się prowadzić niezależną politykę to olbrzymim błędem byłaby izolacja i zastopowanie wszelkich rozmów. Oczywiście wymagać należy, ale zamykając się na Ukrainę wpychamy Kijów w objęcia Moskwy i tamtejszego obszaru gospodarczego. Ukraina nie jest idealna, ale trzeba nad nią pracować, a nie zamykać w pokoju na klucz.

Historia uczy – i to już niejednokrotnie – że Unia Europejska nie ma żadnych problemów z podpisywaniem dokumentów dot. współpracy, w tym umów stowarzyszeniowych, z państwami o wątpliwej demokracji (np. Zimbabwe, Erytrea, Somalia). Unia Europejska posiada co prawda słaby kij, ale za to bardzo mocną marchewkę i z niej można korzystać, pokazując perspektywę europejską i chociażby przykład Polski. Zmieniajmy Ukrainę jednocześnie integrując się z nią. Wyizolować ją zawsze zdążymy, co zresztą – jak pokazuje przykład Białorusi – wcale nie musi przynieść oczekiwanych skutków.

Dlatego Ukrainę należy przeciągać, a Ukraińcom jak widać też zależy, skoro zgłaszają gotowość do podpisania kolejnych umów i implementacji, trudnego, wymagającego i nieraz korzystnego dla Kijowa, prawa. Partnerstwo Wschodnie również wiąże ze sobą określone korzyści i pomoc z pewnymi zobowiązaniami po drugiej stronie. Korzystajmy z dostępnych narzędzi – zarówno w ramach naszych, niestety skromnych, możliwości narodowych, jak również w ramach europejskiej polityki skierowanej na Wschód.

Jeżeli nawet ostatecznie Ukraina wybierze modele wschodnie i zamknie się na Zachód, to czy nie warto przynajmniej spróbować? Umowy korzystne gospodarczo dla Unii Europejskiej nie muszą być podpisywane z państwami o krystalicznie idealnej demokracji, co wykazywała już historia. W naszej racji stanu jest Ukraina jak najbliżej Europy, pomimo tego że gospodarczo nie bylibyśmy beneficjentem takiego rozwiązania.. Dlatego polska dyplomacja nie powinna załamywać rąk, a wziąć się do pracy.

Patryk Gorgol