Gruzińskie Marzenie? Krajobraz po wyborach

Konkluzja dla polskiej polityki zagranicznej musi być prosta. Utrzymać kurs, ciągnąć Gruzję w naszą stronę i rozmawiać z liderem Gruzińskiego Marzenia jak z partnerem, a nie wykonawcą poleceń Kremla. Jaki jest Iwaniszwili, dowiemy się zapewne niebawem i może potwierdzić się fatalny scenariusz, ale nie powinniśmy go od początku skreślać. Pamiętajmy, że premierem zostaje dzięki przewadze w parlamencie, a do straty większości wystarczy transfer 8 członków parlamentu.  Gruzińskie Marzenie jest też mocno podzielone wewnętrznie – polecam przyjrzeć się w tej tematyce dwóm materiałom – Marka Matusiaka z Ośrodka Studiów Wschodnich oraz artykułowi z “Nowej Europy Wschodniej”. Iwaniszwili nie może więc zapominać o tym, w jakich warunkach przyjdzie mu rządzić. Na razie zapowiedział, że w pierwszą wizytę uda się do Stanów Zjednoczonych.

Niejednoznaczny Saakaszwili

Przez większość komentatorów Saakaszwili jest oceniany albo bardzo dobrze (proeuropejski, bezkompromisowy reformator, walczący z korupcją oraz biurokracją, wprowadzający odważne neoliberalne reformy gospodarcze), albo bardzo źle (doprowadził do wojny z Rosją, brutalnie tłumił opozycję, nie reagował skutecznie na patologie m.in. w wymiarze sprawiedliwości i więziennictwie). Prawda jest taka, że Saakaszwili nie jest ani tak wspaniały jako go rysują jego zwolennicy, ani tak fatalny jak uznają jego wrogowie. Największym jego błędem było według mnie wydanie rozkazu wkroczenia do Osetii Południowej, ale bardzo należy docenić jego modernizację gruzińskiej gospodarki. Trzeba też pamiętać, że Saakaszwili naruszył interesy wielu ludzi – jak to zwykle bywa w czasie transformacji gospodarki – dlatego narobił sobie wielu wrogów. Nie pomógł jego apodyktyczny styl zarządzania.

W Gruzji nie wygrały zatem siły prorosyjskie, a antysaakaszwilowskie. Nie można oczywiście wykluczyć, że wśród nich znajdą się elementy prorosyjskie, ale te wybory to nie Targowica. Sam Iwaniszwili rozdał w Gruzji ponad miliard dolarów i można go – bez ironii – nazwać największym prywatnym sponsorem rządów Saakaszwilego. Sam Iwaniszwili rozsądnie pyta w rozmowie z Igorem Janke czy gdyby był rosyjskim agentem podarowałby takie pieniądze wtedy Gruzinom? Misza przegrał nie przez rosyjski spisek, a własną politykę wewnętrzną – bolesne, choć zapewne niezbędne, reformy (bezrobocie w Gruzji wynosi ok. 16%) oraz styl rządzenia.

Dyskusji nie ulega fakt, że wybory należy uznać za demokratyczne – początkowo obawiałem się potężnej kolizji, bo gdy ogłaszano zwycięstwo Gruzińskiego Marzenia w wyborach proporcjonalnych (połowa mandatów), a Zjednoczonego Ruchu Narodowego w wyborach w okręgach jednomandatowych (połowa mandatów) coś mi nie pasowało. Z reguły jak ktoś wygrywa w wyborach proporcjonalnych to tym bardziej czyni to w wyborach w ordynacji większościowej, w tym przypadku jednomandatowej. Spójrzcie chociażby na wybory do polskiego Sejmu i Senatu w 2005, 2007 i 2011 roku. Kolega obserwator tłumaczył mi, że taki scenariusz jest realistyczny ze względu na odpowiednie ułożenie okręgów wyborczych w Gruzji tak, aby faworyzować okręgi, w których przewiduje się zwycięstwo kandydatów partii rządzącej. W takim okręgu jedno miejsce przypada na np. 800 osób, a w “niekorzystnym” okręgu – jedno na 20000. Znającym polską historię powinno to przypomnieć historię pewnych wyborów po 1945 roku.

Pomimo istnienia takich okręgów zwycięstwo w wyborach odniosła opozycja. Teraz jednak dopiero dla Iwaniszwilego zaczną się schody. Krytykuje się łatwo – trudniej się buduje, a warunki ma niełatwe. Potężna opozycja wspierana przez prezydenta Saakaszwilego, konieczność kohabitacji przez rok z Saakaszwilim, podzielona światopoglądowo koalicja oraz wielkie oczekiwania społeczne. Iwaniszwili będzie też musiał opanować samego siebie i swoich sojuszników przed wzięciem rewanżu na swoich wrogach, a to może być najtrudniejsze i jednocześnie najbardziej bolesne dla młodej gruzińskiej demokracji.

Patryk Gorgol