Gruzińskie Marzenie? Krajobraz po wyborach

Niespodziewanie demokratyczne wybory parlamentarne w Gruzji wygrałakoalicja Gruzińskie Marzenie kierowana przez miliardera Bidzinę Iwaniszwilego. Co to oznacza dla Gruzji i Polski?

Bidzina Iwaniszwili (Fot. facebook.com/OfficialBIDZINAIVANISHVILI)
Bidzina Iwaniszwili (Fot. facebook.com/OfficialBIDZINAIVANISHVILI)

Stało się. Niespodziewanie, demokratyczne wybory parlamentarne w Gruzji wygrało ugrupowanie (choć pasowałoby tutaj też słowo koalicja) Gruzińskie Marzenie kierowane przez miliardera Bidzinę Iwaniszwilego. Iwaniszwili zgromadził siły, które łączyła jedna cecha wspólna – niechęć wobec Michaiła Saakaszwilego, obecnego prezydenta kraju . Saakaszwili znalazł się w niełatwej sytuacji. Wcześniej zmienił konstytucję Gruzji w ten sposób, aby od 2013 roku faktyczną władza należała do premiera, a nie prezydenta, ze względu na upływ jego drugiej kadencji. Idea na następne lata zakładała zatem przejście z prezydentury do premierostwa, lecz dziś Saakaszwili mógłby jedynie zakrzyknąć za Stefanem “Siarą” Siarzewskim o tym, gdzie poszedł jego misterny plan. Nie oznacza to jednak, że Saakaszwili zostaje z niczym – jeszcze przez rok będzie dysponował władze pozwalająca mu na zawetowanie, a następnie obronę w parlamencie przez jego ugrupowanie, każdej ustawy. Na dzień dzisiejszy Zjednoczony Ruch Narodowy powinien dostać 67 mandatów, a Gruzińskie Marzenie 83 mandaty. Ludzie Iwaniszwilego kwestionują 7 mandatów.

Co na to Polacy?

Do tej pory stosunki między Polską, a Gruzją były bardzo dobre. Warszawa wspierała Tbilisi jak tylko mogła – w ramach aspiracji do NATO i Unii Europejskiej. Gruzja była też naturalnym beneficjentem polsko-szwedzkiej inicjatywy przeprowadzonej w ramach UE – Partnerstwa Wschodniego. W interesie Polski jest gruzińska niezależność i marsz tego państwa w stronę integracji z Zachodem, co deklaruje Saakaszwili, ale też w pierwszych powyborczych komentarzach podtrzymuje Iwaniszwili. Problem w tym, że to nie u Gruzinów trwa dyskusja, czy integrować się z Zachodem, a na Zachodzie, czy integrować się z Gruzją.

Z oczywistych względów Polacy, a zwłaszcza polscy politycy i dziennikarze, kibicowali Miszy. Znany, prozachodni, odważny, choć zdecydowanie nieprzewidywalny. Saakaszwili kojarzony był również z szansą na dywersyfikację dostaw surowców energetycznych, a wielu Polakom imponowała jego odwaga wobec Rosji. Iwaniszwili to zagadka, a jego fortuna zarobiona w Rosji jest uważana za podejrzaną, a polski – piszę to słowo z pewnego rodzaju niepewnością – establishment wolałby jasno określonego Saakaszwilego niż zagadkowego Iwaniszwilego, który na dobrą sprawę nie wie sam, jaki ma program – widać to choćby po wywiadzie przeprowadzonym z nim tuż po wyborach przez Igora Janke z “Rzeczpospolitej”.

Polscy politycy nie maja jednak wyboru – z każdym poważnym gruzińskim politykiem musimy rozmawiać. W tym miejscu nie podzielam poglądu Piotra Maciążka ujętego w artykule o zgrabnym tytule “Gorzej niż Janukowycz”. Pierwszą rzeczą, z którą bym polemizował jest pogląd na temat rosyjskich nacisków na Gruzję, manewry, ruchy wojsk itd. Wbrew pozorom takie wydarzenia wcale nie wspierały Iwaniszwilego, a Saakaszwilego, który mógł robić ze swojego rywala pachołka Rosji. Gruzini, co zrozumiałe, po wojnie z 2008 roku nie kochają Rosjan i to nie przez sympatie prorosyjskie elektoratu Gruzińskiego Marzenia przegrał Saakaszwili. To nie rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego wyprowadziła na demonstracje setki tysięcy Gruzinów. Gruzini są autentycznie niezadowoleni, tak jak w Polsce również tysiące osób protestuje przeciwko władzy, a inne tysiące protestowałoby przeciwko innej. Urok demokracji, choć oczywiście trudno przypuszczać, aby w Moskwie płakano z powodu problemów Saakaszwilego.

Druga rzecz to teza Piotra Maciążka, że to przez Iwaniszwilego Gruzja nie wejdzie do NATO. Cóż, tego oczywiście nie wiadomo (prawdopodobny przyszły premier deklaruje chęć wstąpienia), ale jedno jest pewne – nikt nie przyjmie do NATO państwa, które ma quasi-terytorialny spór z Rosją. Tutaj Iwaniszwili deklaruje nawet dość idealistycznie, że chce odzyskać Abchazję i Osetię Południową. Tbilisi nie ma nawet Planu na Rzecz Członkostwa, wojna z 2008 roku zatrzymała, a nie przyspieszyła integrację. Saakaszwili nie wprowadziłby na razie Gruzji do NATO, podobnie jak Iwaniszwili. Raczej mało prawdopodobne są też dwie inne rzeczy sugerowane w artykule – 1) Gruzja nie wstąpi do Unii Celnej z Rosją, bo to się jej nie tylko nie opłaca, ale też oznaczałoby automatyczny koniec temat pt. integracja z Unią Europejską 2) rury biegnące przez Gruzją, a omijające Rosję,  są raczej niezagrożone.