Protesty na Bliskim Wschodzie – o czym zapominać nie wolno…

Zmiany w Tunezji, Egipcie, Libii, walka w Syrii, niestabilne  Bahrajn oraz Jemen. Świat uwierzył w to, że Bliski Wschód kieruje się w stronę demokracji i ważnych dla nas wartości, zwłaszcza dotyczących praw jednostek. W istocie jednak zmiany na obszarze Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej wynikają z przyczyn ekonomicznych – dwóch w szczególności: wzrastającemu bezrobociu oraz wzrastającym cenom żywności.

Zdjęcie: Flickr/blacktsuba
Zdjęcie: Flickr/blacktsuba

Komentując “Arabską Wiosnę” trzeba pamiętać o tym ekonomicznym zacięciu, którego skutkiem mogą być reformy polityczne. Nie wolno też zapominać o niechybnym rozczarowaniu społeczeństw, gdy okaże się, że zmiana władzy nie rozwiąże wszystkich problemów (np. coraz odważniejszej egipskiej ulicy), bo przecież tego nie zrobi.

Film “Innocence of Muslims” i muzułmański strzał we własną stopę

Film “Innocence of Muslims” jest w mojej ocenie słabą produkcją o niezbyt lotnym, ciężkim humorze. Uważam kręcenie takich utworów za stratę czasu nie tylko reżysera i aktorów, ale przede wszystkim widzów. Filmik nie jest ani zabawny, ani pouczający, w dodatku rzeczywiście może obrażać uczucia religijne wrażliwych na tym punkcie muzułmanów. Mówię o tym w Polsce, w której Doda dostała “wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej” za nazwanie autorów Biblii “naprutymi i palącymi jakieś zioła”.

Reakcja społeczeństw muzułmańskich świadczy jednak o ich niedojrzałości i podatności na manipulacje. W filmiku zarzuca się wyznawcom islamu, że są żadni krwi i skłonni do przemocy. Jest to nieuprawniony stereotyp, ale muzułmanie, paląc flagi, niszcząc zachodnie przedstawicielstwa dyplomatyczne  i doprowadzając do śmierci 4 niewinnych Amerykanów w Bengazi tylko go potwierdzają. Nie lubimy przemocy, a jak mi nie wierzysz, to za karę dostaniesz w nos. Z drugiej strony  należy zauważyć, że nie wszyscy muzułmanie myślą identycznie, na co dowodem była reakcja części mieszkańców Bengazi po ostatnich wydarzeniach, gdy potępili zabijanie.

Protesty są wiec nie tylko przesadzone, ale również skierowane w złą stronę, ponieważ to nie państwa francuskie, niemieckie czy amerykańskie są autorami filmów i karykatur, a mieszkańcy tych krajów, cieszący się wolnością słowa, której to jednak bariera jest obrażanie innych. Dlatego w protestach należy szukać drugiego dna i jest nim bieda i brak perspektyw. Rozmawiałem w Egipcie z wieloma sprzedawcami oraz właścicielami dwóch lokali – nikt nie narzekał na brak demokracji – wszyscy za to na wzrastające ceny żywności, niskie zarobki i wysokie bezrobocie. Jedyne głośniejsze narzekanie na władze pojawiło się w kontekście … utrudnienia wyjazdów przez egipski rząd za granicę do pracy, czyli również w kwestii gospodarczej. Obrażenie Proroka przelało po prostu czarę goryczy. Nie dość, że są biedniejsi to jeszcze się ich nie szanuje. W takiej sytuacji radykałowie – a tych nie brakuje w czasach “Arabskiej Wiosny”, mogą zacierać tylko ręce. Dla pokazania jak różne są punkty widzenia na przemiany wystarczy spojrzeć na sposób przedstawienia przemian na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej – w Europie mówi się o dążeniach demokratycznych, a w Iranie o … kontynuacji islamskiej rewolucji zapoczątkowanej w Teheranie. Najśmieszniejsze, że jedno i drugie ma w sobie trochę prawdy i trochę kłamstwa.

Odpowiedzią na zagrożenie radykałami byłaby wieloletnia demokracja, społeczeństwo obywatelskie oraz wyedukowane społeczeństwo. Tego niewątpliwie brakuje i wymaga to lat ciężkiej pracy, wyrzeczeń i – co tu dużo mówić – niepowodzeń. Na razie – zarówno w Egipcie, Sudanie czy Libii – nie ma żadnego z tych trzech elementów. W Egipcie i Libii występują elementy demokracji. Tutaj jest miejsce dla Unii Europejskiej, w tym też doświadczonej na tym polu Polski, aby coś podpowiedzieć. Trzeba jednak pamiętać, że by zostać wysłuchanym, należy mieć autorytet.

Jest też inny powód, dla którego świat muzułmański wybuchnął tak gwałtownie – władzom niektórych państw, np. Sudanu, bardziej zależy, aby złość ulicy skierować w stronę Zachodu. Zdefiniowany wróg pozwala łatwiej manipulować nastrojami. Kwestie religijne mają tutaj fundamentalne znaczenie jako powód protestu, ale podłożem są gospodarka i rozczarowanie. To właśnie one powodują, że właściciel sklepu mówi mi, że jest gotowy podjąć się każdej pracy w Europie, łącznie z układaniem kafelków, pomimo ukończenia studiów ekonomicznych.

Arabska Wiosna poza kontrolą

Bliski Wschód i Afryka Północna, podobnie jak Daleki Wschód, to nie Europa i nie można przykładać zachodniej miary do mających tam miejsce wydarzeń. Inna cywilizacja, inna kultura. Na Bliskim Wschodzie nie istnieje dziś – może, ale tutaj można się mocno spierać, poza Izraelem i Turcją – żadna demokracja w europejskim tego słowa znaczeniu. Dlatego właśnie prezydent Obama długo zwlekał z decyzją – egipska ulica krzycząca o “demokracji” czy Hosni Mubarak. Proszę zauważyć, że politycznie “Arabską Wiosną” zagrożony – o czym pisałem ostatnio – jest Izrael, bo arabskie społeczeństwa, nazywając rzecz bardzo delikatnie, nie lubią państwa żydowskiego. Zwolennicy zmian prezentują różne oczekiwania, nie do pogodzenia – od kalifatu po laicką demokrację.

Ameryka wraz z Europą mogą więc wpływać na rozwój wydarzeń, lecz nie są decydującym czynnikiem – to nie od nich zależy bieg rzeki. “Arabska Wiosna” jest poza ich kontrolą, a wydarzenia wynikłe po rozpowszechnieniu filmiku obrażającego Mahometa, tylko to podkreślają. Szansą na zmianę tej sytuacji byłby nagłe wzbogacenie się biednych społeczeństw, ale na to nie ma co liczyć.

Irak i Afganistan dają nam inną ważną lekcję – obalić rząd jest bardzo łatwo, ale potem pojawiają się strome schody, bo na słabych fundamentach buduje się trudniej niż burzy. Ten sam problem spotyka właśnie społeczeństwa tunezyjskie i libijskie, a w mniejszym stopniu egipskie, w którym wojsko, choć słabnące, dalej ma sporo do powiedzenia. Zadaniem Unii Europejskiej powinno być nie wskazanie, jak dokładnie budować, a podpowiadanie. Bliskiego Wschodu nie zmieni obalenie paru rządów, a ewolucja sposobu myślenia u społeczeństw, co wymaga nieagresywnej edukacji oraz stopniowego bogacenia się. Jest to proces na lata i skutkiem nie będzie lustrzane odbicie zachodnich demokracji, a ich własna, bliskowschodnia wersja.

Naszym zadaniem nie jest więc mówić im, jak robić, a pomóc znaleźć własną drogę. Najważniejsze jest jednak co innego – tak samo jak naiwne jest twierdzenie, że antyzachodnie protesty zostały wywołane tylko i wyłącznie przez marną produkcję filmową, tak samo Amerykanie i Europejczycy są bardziej zainteresowani własnym interesem, przede wszystkim gospodarczym, aniżeli udanymi przemianami. Będą wspierać przemiany, jeżeli będą one w ich interesie politycznym. Tutaj najlepszym przykładem jest Syria, ale to już temat na kiedy indziej…