Ugrzecznianie Talibów

Od dłuższego czasu mamy do czynienia z zapewne zorganizowaną akcją „ugrzecznienia” Talibów. Amerykanie doskonale wiedzą, że po ich wyjściu z Afganistanu może ponownie dojść do wojny domowej. Czyżby zdali sobie sprawę z faktu, że bez Talibów pokoju w Afganistanie nie będzie?

AP Photo/Rafiq Maqbool

Zgodnie z planem Amerykanie mają opuścić Afganistan do końca 2014 roku. Czasu pozostało bardzo niewiele, więc coraz częściej pojawiają się głosy o potrzebie rozmów z Talibami. Takie pomysły podsuwane są również przez znane i wpływowe osoby znające afgańską rzeczywistość. Siły zachodnie zdały sobie sprawę, że nie zabiją wszystkich talibskich rebeliantów. Wyjście zachodnich wojsk spowoduje lawinę przemocy, rozpocznie się walka o władzę i wymierzanie zemsty, co najpewniej spowoduje kolejną wojnę domową.

Biuro w Katarze

Przy poparciu prezydenta Afganistanu Talibowie mieli prowadzić swoje biuro polityczne w Katarze. Dali tym samym do zrozumienia, że interesują ich rozmowy dotyczące przyszłości, także te prowadzone z administracją amerykańską. W zamian za to zażądali uwolnienia wskazanych więźniów przetrzymywanych w Guantanamo na Kubie. Przed oficjalnymi informacjami o utworzeniu oficjalnej placówki Talibów, Amerykanie przy współpracy z Niemcami od ponad roku prowadzili nieoficjalne rozmowy. Niezwykle znamienny jest fakt chęci rozmawiania przed obie strony, co mogło być krokiem w stronę pokoju w Afganistanie. Niestety po niespełnieniu żądań uwolnienia współtowarzyszy Talibowie zawiesili rozmowy.

Mułła Omar politykiem?

W politykę łagodzenia oblicza Talibów niezwykle mocno zaangażowany jest prezydent Hamid Karzaj. Wielokrotnie apelował do przedstawicieli ruchu o porzucenie walki i zaangażowanie się w politykę. Co więcej, wiele razy proponował wielu przedstawicielom Talibów, także tych radykalnych, wysokie miejsca w rządzie. Miesiąc temu prezydent Afganistanu zaproponował, aby przywódca Talibów mułła Omar złożył broń i włączył się w sprawy polityczne kraju. Zapewniono, że po zaprzestaniu walk przywódca rebeliantów będzie mógł bez żadnych przeszkód otworzyć własną placówkę polityczną czy stworzyć własną partię.

Tym samym jasne stało się, że rząd w Kabulu zdaje sobie sprawę o konieczności wciągnięcia całego lub chociażby części ruchu talibskiego w rozmowy i później politykę. Bez ich zaangażowania nie może być mowy o pokoju w Afganistanie, szczególnie, że korzystają oni ze wsparcia Islamabadu. Pakistan bojąc się o utratę wpływów oraz o zwiększenie roli Indii w Afganistanie od zawsze wspierał partyzantów. Należy także pamiętać, że w 2014 roku upływa druga, ostatnia już kadencja Hamida Karzaja.

Siatka Hakkaniego najgroźniejsza

Przez wiele lat Talibowie obwiniani byli za każdy atak i zamach w Afganistanie. Teraz w obliczu nowej strategii należało znaleźć nowego wroga, który zastąpi dotychczasowego. Okazało się, że najgroźniejszą, według Departamentu Stanu, organizacją w Afganistanie jest tzw. Siatka Hakkaniego. Dodatkowo ta sama instytucja podała do publicznej wiadomości, że odpowiedzialność za większość ataków ponosi właśnie organizacja Dżalaluddina Hakkaniego. Tym samym znaleziono odpowiedzialnego za ataki na siły zachodnie i organizatora zamachów terrorystycznych. Nie twierdzę, że za atakami rzeczywiście nie stoi Siatka Hakkaniego, jednak dziwi tak nagła i radykalna zmiana stanowiska.

Podsumowanie

Siły zachodnie oraz rząd w Kabulu w końcu, po ponad 10 latach wojny przejrzeli na oczy i uświadomili sobie, że nie zdołają zabić wszystkich Talibów. Co bardziej znamienne przekonali się, że nie każdy Talib popiera Al-Kaidę. Wiedzą również o tym, że bez politycznego wpływu ruchu nie ma mowy o pokoju w Afganistanie. Amerykanie chcąc opuścić tej kraj „z twarzą” muszą pozostawić po sobie chociażby cząstkę spokoju. Bez zaangażowania Talibów jest to całkowicie niemożliwe. Należy także brać pod uwagę ogromną rolę Pakistanu, który ma bezpośredni wpływ na rebeliantów i bez jego mediacji proces pokojowy nie ma żadnych szans. W czasie negocjacji zorganizowanych przez Niemcy i Katar, a później także przez Amerykę pominięto Pakistan. Tym samym rozmowy skazano na porażkę.

Jedną z najważniejszych rzeczy jest przywrócenie dobrych stosunków z Pakistanem i włączenie go w mediację. Stany Zjednoczone chcą rozmawiać z Talibami, ale żądają wyrzeczenia się terroryzmu i zerwania wszelkich kontaktów z al-Kaidą. Nalegają także na zapewnienie praw kobietom i nie-muzułmanom w przyszłym państwie afgańskim. Druga strona także stawia warunki: przede wszystkim opuszczenie terenu Afganistanu przez wszystkie obce siły. Innym jest uwolnienie współtowarzyszy z Guantanamo. Jeden z postulatów Talibowie już zrealizowali, przynajmniej w sensie oświadczenia, zarzekając się, że ich cele dotyczą tylko i wyłącznie Afganistanu, a oni sami nie zagrażają żadnemu innemu państwu. Co więcej, około 3 tysiące bojowników już odrzuciło przemoc korzystając z Afgańskiego Programu Pokoju i Reintegracji.

Bardzo ciężko przewidzieć przyszłość. W dniu dzisiejszym nie znamy odpowiedzi na wiele pytań, chociażby czy Talibowie zaakceptują obecną konstytucję, czy zgodzą się na rząd koalicyjny, czy odrzucą chęć całkowego przejęcia władzy, czy zerwą wszelkie kontakty z organizacjami terrorystycznymi i wreszcie czy są zdolni do rządzenia. Można obawiać się także tego, że chęć przystąpienia do rozmów ma na celu jedynie pozbycie się sił zachodnich i późniejsze przystąpienie do ofensywy. Z drugiej strony państwa zachodnie muszą zdać sobie sprawę, że warto rozmawiać z Talibami i zachęcać ich do uczestniczenia w kwestiach politycznych kraju. Wszyscy muszą pamiętać, że bez zaangażowania Talibów pokoju w Afganistanie nie będzie. Podobnie rzecz się ma z Pakistanem – bez jego wpływu nie ma żadnych szans na uzdrowienie sytuacji.

Marek Sobczak

Kategorie: Azja i Pacyfik, Sprawy globalne, Temat tygodnia
Tematy , , ,
Państwa:
Fotografia główna: Mullah Abdul Salaam Zaeef, a former Taliban ambassador to Pakistan ,looks at his iPhone during an interview with Associated Press at his residence in Kabul, Afghanistan, Wednesday, Feb. 25, 2009. Zaeef spent almost four years in Guantanamo. He is a huge fan of Apple's iPhone."It's easy and modern and I love it," Zaeef said while he pinched and pulled his fingers across the device's touch screen to show off photos. "I'm using the Internet with it. Sometimes I use it for the GPS to find locations."(AP Photo/Rafiq Maqbool)