Terroryzm: nowe zagrożenie – samotni asasyni

Anders Breivik (Źródło: Dziennik.pl)
Anders Breivik (Źródło: Dziennik.pl)

Olimpiada w Londynie była spektakularna nie tylko z powodu imponującej oprawy i urokliwych aren zawodów sportowych, lecz również dlatego, iż strzegły jej tysiące ochroniarzy, żołnierzy oraz systemy antyrakietowe, samoloty i okręty. Można było odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z przerostem formy nad treścią. Igrzyska były jednak bezpieczne, co jest najważniejsze.

Powstrzymać Breivika

Pytanie, czy cała ta ochrona i podjęte środki bezpieczeństwa, procedury etc. zadziałałyby w sytuacji, gdy próbę zamachu podejmuje nie zorganizowana grupa terrorystów, a pojedynczy człowiek – samotny wilk, asasyn. Ot, chociażby taki Breivik, który z rozmachem przeprowadził akcję terrorystyczną wysokiej próby, detonując ładunki w jednym miejscu, a następnie dokonując masakry cywilów w innej lokalizacji. Norweg wkrótce zostanie skazany, na długie więzienie lub (zapewne dożywotni) pobyt w ośrodku psychiatrycznym.

Przypadek Breivika dobrze oddaje to, z czym mierzą się dzisiaj służby bezpieczeństwa. Należy przy tym zaznaczyć, że nie każdy, jak Breivik, publikuje wcześniej w sieci materiały, które mogłyby zwrócić na niego uwagę służb. Jednak, czy w ogólnym rozgardiaszu sieciowym, w którym codziennie publikuje się miliardy informacji, naprawdę można wykryć jednostki szykujące zamach terrorystyczny?

Służby korzystają z zaawansowanych programów i algorytmów, które odszukują w sieci słowa-klucze, nazwy, nazwiska czy sformułowania. Monitoruje się e-maile i komunikację telefoniczną. Ale czy poszczególne służby są wystarczająco sprawne, by połączyć w całość zebrane z różnych źródeł puzzle informacyjne? Tak wiele stoi na przeszkodzie – rywalizacja służb, niekompetencja pracowników, lekceważące podejście, inne priorytety w danej chwili, wreszcie niemożność przechwycenia wszystkich informacji. Zamiast jednolitego obrazu widać tło i jakieś szumy. A za nimi czai się samotny wilk, gotów do ataku.

Najnowsze technologie, najlepsi specjaliści vs. jednostka

Dzisiejsi samotni asasyni to połączenie agentów-śpiochów, znanych z czasów Zimnej Wojny, z dobrze wyszkolonymi rekrutami (nierzadko po szkoleniu w afgańskich górach czy na somalijskiej pustyni). Mogą długimi latami udawać zwykłego obywatela, nie rzucać się w oczy i spokojnie, metodycznie przygotowywać zamach. Nie muszą nawet wysadzać się w powietrze, co jest metodą spopularyzowaną przez Al-Kaidę w ostatniej dekadzie. Lepiej, gdy mogą – jak terrorysta z Francji, z wiosny tego roku – dokonać kilku ataków, uciekając przy tym policji i wykazując niekompetencję służb.

Taka taktyka pozwala zadać cios przeciwnikowi, czasem kilka ciosów, a przy okazji wysyła wiadomość do społeczeństwa – „nie jesteście bezpieczni, a wasze służby są do kitu„. Z tej perspektywy zamach nie musi pochłonąć wielu ofiar, by zasiać w ludziach ziarno strachu. Panika pojawia się wtedy, gdy dochodzi do serii zamachów/ataków. Proces ten zaczynał być widoczny we Francji, pamiętamy to też z USA (rok 2002 i snajper z Waszyngtonu).

Nie ma żadnych wątpliwości, że organizacje terrorystyczne (jak np. Al-Kaida), będą próbowały coraz częściej korzystać z samotnych wilków. Dobrze wyszkolony terrorysta może samodzielnie (bądź z niewielką pomocą) zorganizować sobie broń lub materiały wybuchowe i z zimną krwią przeprowadzić atak. Jak służby bezpieczeństwa mają go zlokalizować i powstrzymać?

Dobrą informacją jest to, że samotnym wilkiem nie może zostać każdy, czyli byle kto. Sam trening może nie wystarczyć. Potrzebna jest odpowiednia „konstrukcja” psychiczna, której nie da się zastąpić determinacją czy ideologicznym praniem mózgu. Jednak gdy taki ktoś już się znajdzie, może wyrządzić ogromne szkody.

Piotr Wołejko


  • Rafał Wszędyrówny

    uważam, że gdyby był powszechny dostęp do broni, to na norweskiej wyspie miałoby ją chociaż kilka osób- do masakry by nie doszło, bo ktoś tego psychopatę by unieszkodliwił.

  • Piotr Surmaczynski

    Nie mam wrażenia, że w trakcie Olimpiady w Londynie mieliśmy w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa ” przerost formy nad treścią”. To prawda, że na Tamizie w okolicach Greenwich zachowany był lotniskowiec i były gdzieś tam jakieś baterie przeiwlotnicze ale… Mieszkam we wschodnim Londynie o jakieś 3 miłe od stadionu olimpijskiego i o kilometr od Greenwich gdzie także odbywały się zawody. Nawet przez chwilę nie miałem poczucia, że żyję w oblężonej twierdzy. Ochrona była bardzo dyskretne i wszystko było doskonale zorganizowane. To co pokazała TVN w faktach było niestety dalekie od obiektywnego obrazu sytuacji. Niebo nad miastem ani na chwilę nie było zaminięte. W odległości kilku mil Stradford, gdzie znajdowała się wioska olimpijska, cały czas pracowało londyńskie lotnisko City Airport a zawody wioślarskie odbywały się w okolicy największego lotniska w mieście Heathrow, które cały czas pracowało na zwiększonych obrotach. Cumujący w Greenwich lotniskowiec był kolejną atrakcją turystyczną. Igrzyska pod wszystkimi względami były ogromnym sukcesem. 

  • MaekMarkiewicz

    Jest kilka kwestii, które podważają zawarte w tekście tezy.   ” samotni asasyni to połączenie agentów-śpiochów, znanych z czasów Zimnej Wojny, z dobrze wyszkolonymi rekrutami” – Jeśli ktoś  jest szkolony, ma ustalony system postępowania (śpioch), to nie działa sam! a jeśli tak, to nie dotyczy go zasada znana z czasów terroryzmu indywidualnego, że nie sposób przewidzieć ruchu pojedynczego człowieka. W tym kontekście nieprawdziwym jest także zdanie o wykorzystaniu takich ludzi przez organizacje terrorystyczne. terroryzm indywidualny miał sens na przełomie XIX i XX wieku, od czasu wspieranych przez KGB organizacji lewackich na zachodzie i po dzień dzisiejszy terroryzm potrzebuje pieniędzy i organizacji, która zapewni logistykę. To nie wyklucza, że czasem pojawi się wariat, ale to tylko margines. Problem leży gdzieś indziej.