Somalia ma nową konstytucję. I co z tego?

Po ośmiu latach obowiązywania Przejściowej Karty Federalnej, Somalia doczekała się stałej konstytucji. Problem w tym, że póki co jest ona niewiele więcej warta, niż papier, na którym została napisana.

Somalia - flaga - puzzle

Wczoraj zebrani w Mogadiszu przedstawiciele klanowych starszyzn zaakceptowali tekst nowej ustawy zasadniczej, która jest jednym z elementów oenzetowskiego planu stabilizacji tego kraju. Za przyjęciem konstytucji opowiedziało się 621 członków konstytuanty, 13 było jej przeciwnych, zaś 11 wstrzymało się od głosu. Wkrótce dokument powinien zostać zaakceptowany przez tymczasowy parlament, złożony z przedstawicieli wybranych przez klanowych przywódców, po czym jego przepisy wejdą w życie

Nowa konstytucja przewiduje powołanie państwa o strukturze federalnej, choć nie precyzuje dokładnego podziału kompetencji między poszczególne szczeble władzy. System prawny Somalii ma być oparty na szariacie, choć jednocześnie zapewniać równość wobec prawa bez względu na płeć i wyznanie. Ponadto, prawodawcy przewidują m.in. wprowadzenie zakazu obrzezania kobiet – praktyki powszechnej i głęboko zakorzenionej w kulturze Somalii.

Jak wiele konstytucji państw wchodzących (a raczej w przypadku Somalii starających się wejść) w okres transformacji ustrojowej, uchwalony wczoraj dokument pełen jest pięknych idei i górnolotnych sformułowań. Problem w tym, że wszystkie one są kompletnie oderwane od somalijskiej rzeczywistości, a część z nich – np. szariat i równość płci lub wolność wyznania – wyklucza się nawzajem. Entuzjazm twórców nowej ustawy zasadniczej każe przypuszczać, że poruszają się oni raczej w świecie fantazji, niż realnej polityki.

Początkowo somalijscy przywódcy przewidywali, że nowa konstytucja zostanie poddana pod ogólnonarodowe referendum, jednak wariant ten uznano za niemożliwy do realizacji. Wszystko z powodu konfliktu, który od dwudziestu lat rozdziera Somalię. Po obaleniu prezydenta Mohameda Siada Barre’a w 1991 roku, kraj pogrążył się w chaosie wojny domowej, rozpadając się na wiele autonomicznych organizmów, a władza przeszła w ręce rywalizujących ze sobą kacyków, którzy za nic mieli rządy prawa. Na naszych oczach mogliśmy obserwować proces upadku państwa, widzieliśmy jak dochodzi do rozpadu podstawowych struktur władzy i kompletnego regresu politycznego. Wtrącił on Somalijczyków w piekło hobbesowskiego stanu natury, w którym racja stoi po stronie silniejszego, a spory rozwiązuje się za pomocą karabinu.

Niestabilna od lat sytuacja umocniła rozpad kraju na strefy wpływów, quasi-państwa, rządzone przez miejscowych watażków ciągnących profity ze swojej pozycji i siły. Północna część właściwie oddzieliła się od południa – region Puntlandu stał się współczesnym Port Royal, bazą somalijskich piratów, słynących z zuchwałych ataków na przepływające w pobliżu Zatoki Adeńskiej statki handlowe, z kolei Somaliland ogłosił niepodległość i dawną Somalią nie chce mieć nic wspólnego. Południe zaś jest areną krwawych walk między islamistami z al-Szabab, a siłami międzynarodowymi i nieprędko zapanuje tam pokój.

Jak zatem można mieć nadzieję, na ponowne scalenie kraju, który uległ kompletnej dezintegracji, tak politycznej, jak i społecznej? Czy piraccy lordowie z północy zrezygnują z liczonych w setkach milionów dolarów rocznie przychodów z morskiego rozbójnictwa? Czy muzułmańscy fanatycy odwieszą kałasznikowy na kołki? Czy pogodzą się z tym, że wielu wpływowych kacyków zbija fortunę dzięki uprawie i sprzedaży narkotycznego khatu? Trudno to sobie wyobrazić.

Proces odbudowy państwa po jego całkowitym upadku wymaga nie tylko czasu, ale i chęci wszystkich głównych graczy. W przypadku Somalii za dużo jest sprzecznych interesów między najważniejszymi siłami w kraju, a obecny stan jest na rękę właściwie wszystkim ważnym graczom, poza samym rządem. Rządem, który – dodajmy – sam nie jest w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwa i z trudem sprawuje władze na terenach poza stolicą. Nowa konstytucja nie zmieni układu sił, nie przysporzy oficjalnym władzom zwolenników i nie sklei somalijskich regionów. Pozostanie deklaracją – piękną, lecz nic nie znaczącą.

Artur Makolągwa