O międzynarodowych tzw. faktach autentycznych

Hillary Clinton jako Sekretarz Stanu USA (Źródło: Flickr/US Embassy New Zealand)
Hillary Clinton jako Sekretarz Stanu USA (Źródło: Flickr/US Embassy New Zealand)
Na potrzeby dzisiejszego tekstu za tzw. fakty autentyczne uznaję albo idiotyczne tłumaczenia, pozornie mające coś wspólnego z prawdą, albo przedstawienie faktów, ale w taki sposób, aby zmienić ich obraz. Nie pisałbym o tym, gdyby nie to, iż media, publicyści i politycy coraz częściej posługują się tymi metodami, przez co czytelnicy są narażeni na manipulację. Za patrona tego krótkiego artykułu uznaje byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Billa Clintona, który – tłumacząc się ze swojego „nie miałem seksualnych kontaktów z tą kobietą” – wyjaśniał iż nie uważał „otrzymywania” seksu oralnego za kontakty seksualne. Ktoś powie, że się czepiam delikatnie – być może, ale taki właśnie jest ten tekst. Bądźmy precyzyjni!

Dwa kwiatki z wojny rosyjsko-gruzińskiej
„Gruzja straciła kontrolę nad zbuntowanymi regionami po wojnie z Rosją w 2008 roku. ” – Interia.pl

Proszę Państwa. Tak jak Polska nie mogła nigdy oddać badania Rosjanom w sprawie katastrofy smoleńskiej, gdyż nie można komuś oddać czegoś, czym się nie dysponuje, tak samo Gruzja nie posiadała kontroli ani nad Abchazją, ani nad Osetią Południową w 2008 roku. Czyli nie mogła nad nimi również stracić kontroli.

Błąd wydaje się błahy, ale jakże zmienia kontekst spojrzenia niezorientowanego człowieka na ten konflikt, który czyta, że w efekcie wojny Gruzja straciła dwie prowincje. Nie straciła. Chciała odzyskać, wpadła w rosyjską pułapkę – nie udało się.

Drugi to akapit z artykułu z zaprzyjaźnionego czasopisma „Notabene”

„7 sierpnia o godzinie 23:35, jak podaje Ronald Asmus w swojej książce „Mała wojna która wstrząsnęła światem”, prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili wydał szefowi sztabu armii gruzińskiej rozkaz wkroczenia do Osetii Południowej. Ta dalekosiężna w skutkach decyzja spowodowana była trwającym już kilka dni ostrzeliwaniem gruzińskich wiosek przez Osetyjczyków, niepokojącymi ruchami wojsk rosyjskich przy granicy oraz ich przenikaniem w głąb terytorium państwa gruzińskiego (na terenie Osetii przebywały już od lat 90. zdominowane przez Rosjan siły pokojowe, a tuż przed wybuchem wojny, przy granicy z Gruzją, miały miejsce manewry wojsk rosyjskich „Kaukaz 2008”, po zakończeniu których oddziały biorące w nich udział pozostały przy gruzińskiej granicy).”

Pozornie wszystkie podane fakty są tutaj prawdziwe, zatem wszystko powinno się zgadzać. Wydał rozkaz? Wydał. Trwał ostrzał przygranicznych wiosek? Trwał. Były niepokojące ruchy wojsk rosyjskich oraz miały miejsce manewry „Kaukaz 2008”? Miały.

Tylko że….

… ostrzeliwania przy „granicy” były wzajemne. Gruzini też ostrzeliwali, być może w odpowiedzi. Drobny brak, a jakże zmienia obraz sytuacji. Obie strony ostrzeliwały się wzajemnie i jedna z nich zdecydowała się złamać status quo i wkroczyć do Osetii Południowej. Przecież Gruzini nie strzelali z kapiszonów. Zmienia obraz sytuacji? Mocno.

…tak jak Rosjanie plan przemieszenia wojsk do Abchazji i Osetii Południowej, a także ataku na Gruzję mieli już gotowe na długo przed wybuchem konfliktu, tak samo przecież atak Gruzinów na Cchinwali nie był nagłym pospolitym ruszeniem, a rozplanowanym uderzeniem, rozpoczętym w dniu otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Plan Saakaszwilego miał pewną myśl taktyczną, ale się nie powiódł. Rosjanie zareagowali oczywiście nieproporcjonalnie do zagrożenia, zajmując też te niewielkie fragmenty Abchazji i Osetii Południowej kontrolowane przez Gruzję przed wojną (tj. strategiczny wąwóz Kodori oraz region Achałgori, w polskich mediach znany stąd, iż w drodze do tego miejsca ostrzelany został prezydent Kaczyński) . Kto gra wysoko w pokera, może też sromotnie przegrać.


„Dlaczego Tusk oddał śledztwo smoleńskie Rosjanom?”
– pyta Wirtualna Polska w nadziei na kolejne kliknięcia.

Oczywiście, pytaniem do dyskusji zostaje, czy Polska zachowała się właściwie i czy stosownie zabezpieczyła wyjaśnienia katastrofy? Jakie były nasze możliwości? Czy nie można było Rosjan nacisnąć mocniej? I tak dalej, i tak dalej

… ale taki tytuł kompromituje autora.

Po pierwsze, mówi się o „śledztwie” MAK-u, gdy MAK przeprowadzał badanie, a to istotna różnica.

Po drugie, wypadek miał miejsce na terytorium Federacji Rosyjskiej i od początku działa tutaj zasadą zwierzchności terytorialnej. Oczywiście, można ją nieco zmodyfikować, co uczyniono po części, stosując Konwencję Chicagowską czy też jak Izraelczycy po wypadku w Rumunii, przejmując w 100% kwestie wypadku swoich śmigłowców wojskowych, ale pierwotnie to Rosja miała wszystkie karty w swojej ręce. Strony mogą się umówić oczywiście na wszystko, ale infrastruktura prawna, którą należało stosować – była rosyjska, z modyfikacjami wynikającymi z umów międzynarodowych. Sprawę statusu prawnego tłumaczyłem w artykule „A można rzetelniej?”. Dlatego – tak jak w przypadku wojny gruzińsko-rosyjskiej – nie można oddać czegoś, czego się nie ma. Zagłoba obiecując Niderlandy przynajmniej o tym pamiętał.

Warto też zaznaczyć, że Polacy prowadzą własne śledztwo w tej sprawie, a zakończyli, raportem tzw. komisji Millera, badanie.

Atak terrorystyczny w Burgas a zabójstwo irańskich naukowców
Atak zamachowca w Burgas nazywany jest atakiem terrorystycznym – całkowicie zresztą słusznie, ponieważ zginęli cywile.

Ta sama „Gazeta Wyborcza” rozmawia o zabójstwie irańskich naukowców już bez elementu „ataku terrorystycznego”.

W jednym i drugim przypadku zginęli ludzie, przede wszystkim cywile, nikt się nie przyznał, a strony sporu izralesko-irańskiego oskarżyły się o dokonanie zamachu. Skąd więc takie zróżnicowanie?

Prawa człowieka – przeszkoda dla podpisania umowy stowarzyszeniowej pomiędzy Ukrainą, a Unią Europejską
Unia, dogadując się otwarcie z Janukowyczem, w momencie gdy opozycjoniści zamykani są w więzieniu, straciłaby nie tylko twarz, ale i zapewne swoje serce. UE, blokując podpisanie i ratyfikowanie umowy stowarzyszeniowej zwiększa presje na rządzących, ale też jednocześnie odsuwa Kijów, co jest wygodne z punktu widzenia państw, które nie chcą dalszego rozszerzenia.

Umowa stowarzyszeniowa to jednak nie umowa akcesyjna. Abstrahując od racji w sprawie tego, że tak nie należy traktować opozycji trzeba jednak zauważyć, że to decyzja polityczna, a nie standard. Jak pisałem tuż przed Euro 2012

„W październiku na Ukrainie odbędą się wybory parlamentarne i do tego czasu na pewno umowa stowarzyszeniowa nie wejdzie w życie. Inna sprawa, że wśród grup państw AKP (Afryka-Karaiby-Pacyfik), mających umowę stowarzyszeniową, również nie znajdują się państwa o krystalicznie demokratycznych systemach (m.in. Zimbabwe, Erytrea, Somalia)”

Nawiasem mówiąc – jak wyszedł tzw. bojkot Euro, sami widzicie. Ktoś go w ogóle zauważył?

Syria – z jednej strony giną żołnierze, a z drugiej cywile
Wojna domowa charakteryzuje się tym, że giną cywile i żołnierze zarówno po jednej, jak i drugiej stronie. Jak się jednak okazuje – nie w Syrii. Tam po jednej stronie giną bohaterscy cywile (chociaż od jakiegoś czasu media używają nazw „rebelianci” i „powstańcy”), a po drugiej – krwiożercy żołnierze. Skoro giną żołnierze to przecież ktoś ich zabija.

W porządku. To kto w takim razie wysadza się w telewizji czy przed urzędami państwowymi? Assad jest oczywiście prezydentem bez skrupułów, zasługującym na swoją złą sławę, ale jego przeciwnicy również najpierw zabijają, a potem się zastanowiają i zgodnie z doniesieniami – podobnie jak prezydent Syrii – za zbędne pokłady makulatury mają prawo konfliktów zbrojnych, w tym prawa ludności cywilnej. Oczywiście na mniejszą skalę.

Patryk Gorgol