Julian Assange otrzymał ekwadorską wizę. Przygody twórcy WikiLeaks w Londynie

Wikileaks
źródło: freeisoft.pl

Julian Assange, twórca portalu „WikiLeaks”, nie jest bohaterem mojej bajki. Odsłania co prawda świat równoległy zakulisowych negocjacji, podstępnych planów, a także pokazuje to, czego niektóre państwa nie chciałyby pokazać, ale robi to wybitnie jednostronnie, rzekłbym że wygląda to na misję skierowaną przeciwko Stanom Zjednoczonym i ich sojusznikom. Swoje przemyślenia na ten temat zawarłem w kilku artykułach (m.in. „O co walczy WikiLeaks?” czy „Hezbollah bierze Liban i pozdrawia WikiLeaks”). Średnio uradowany byłem również, gdy Assange ze znajomymi publikował depesze amerykańskie na temat polskich działań podjętych w czasie wojny gruzińsko-rosyjskiej. Nie służy to naszym interesom.

Azyl dla Assange’a
Działania „WikiLeaks” spowodowały nie tylko wzrost popularności Assange’a (w tym powstanie jego autorskiego programu w „Russian Today”, gdzie pokazywano jego rozmowy m.in. z przywódcą Hezbollahu, Hassanem Nasrallahem), ale także wzrost zagrożenia dla niego samego. Dla amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości i służb specjalnych stał się niemal naturalnym celem. Wymiar sprawiedliwości – ze względu na publikację tajnych dokumentów, za co chętnie przeprowadzono by mu proces, zaś służby specjalne, gdyż przecieki szkodziły Ameryce, a szczególnie jej reputacji. Znalazła się zatem sprawa karna, gdzie Australijczyka oskarżono o gwałt na podstawie zeznań, wystawiono Europejski Nakaz Aresztowania i wniosek o ekstradycję. Assange przegrał sprawę i gdyby nie jego ukrycie się w ekwadorskiej ambasadzie, prawdopodobnie siedziałby właśnie w areszcie gdzieś w Sztokholmie, być może z średnio korzystną perspektywą na lot transatlantycki.

Julian Assange poprosił o udzielanie azylu przez Ekwador. Tutaj należy nadmienić, iż udzielanie azylu ma najbogatsze tradycje właśnie w Ameryce Południowej, a Ekwador w ostatnich latach słynie z antyamerykańskiej retoryki. Dziś otrzymaliśmy dwie niezwykle ciekawe informacje. Pierwsza z nich – że na wypadek udzielenia azylu Brytyjczycy grożą szturmem na ambasadę Ekwadoru w Londynie (!), a drugą – podaną przez Ministra Spraw Zagranicznych Ekwadoru – iż Julian Assange otrzymał azyl. Pod ambasadą ekwadorską zrobiło się naprawdę gorąco. Przy czym trzeba zauważyć, że Ekwador broniący „praw człowieka” i „wolności prasy” to jest pewnego rodzaju klimatyczny dowcip, jeżeli zagłębimy się w to, co prezydent Rafael Correa robi z niezależnymi stacjami telewizyjnymi i radiowymi.

Ograniczone pole manewru Brytyjczyków
Prawo międzynarodowe – w tym zwłaszcza Konwencja Wiedeńska o Stosunkach Dyplomatycznych z 1961 – jest jednak brutalne. Assange, będąc na terytorium misji, może pomachać panom z brytyjskiej policji przez okno i o żadnym szturmie nie może być mowy. Artykuł 32 ust. 1 stanowi, iż:

„Pomieszczenia misji są nietykalne. Funkcjonariusze państwa przyjmującego nie mogą do nich wkraczać, chyba że uzyskają na to zgodę szefa misji.”

… a Art. 32 ust. 2 dodatkowo nakłada obowiązek na Brytyjczyków:
„Państwo przyjmujące ma szczególny obowiązek przedsięwzięcia wszelkich stosownych kroków dla ochrony pomieszczeń misji przed jakimkolwiek wtargnięciem lub szkodą oraz zapobieżenia jakiemukolwiek zakłóceniu spokoju misji lub uchybieniu jej godności.”

Czy Brytyjczycy otrzymają zgodę od szefa misji na szturm? Pozwolicie, że jednak będę w to wątpić. Historycznie oczywiście wskazać możemy mnóstwo przypadków naruszenia nietykalności pomieszczeń misji dyplomatycznych, jednak w razie przeprowadzenia szturmu przez Brytyjczyków – powołujących się na możliwości, jakie daje im rodzime prawo – najbardziej ucierpi na tym właśnie Zachód. Gdzie bowiem często chowali się dysydenci, opozycjoniści czy też po prostu uciekinierzy? W ambasadach państw Unii Europejskiej oraz amerykańskiej.

Zagrożenie jest więc podwójne. Raz, że – zgodnie z Konwencją Wiedeńską o Prawie Traktatów – nie można się powoływać na swoje prawo wewnętrzne dla usprawiedliwienia niewykonania przez państwa zobowiązania wynikającego z traktatu, a dwa, że łamiąc w Londynie tak podstawową normę prawa międzynarodowego, łatwo narażamy się na to, iż nie będzie ona respektowana w innych regionach świata. Zwłaszcza w Afryce czy Azji. Nierozsądne, a gra niewarta jest świeczki, o czym poniżej.

Ograniczone pole manewru Assange’a i Ekwadoru
Assange może i dostał azyl w Ekwadorze, ale od Ekwadoru jest w tym momencie bardzo daleko. Na razie znajduje się w ambasadzie Ekwadoru w Londynie i kwestią bardzo problematyczną będzie jej opuszczenie bez narażenia się na natychmiastowe aresztowanie. Jeżeli Ekwador tego nie wynegocjuje, to Assange powinien przyszykować się na długi pobyt czy – nazywając rzeczy po imieniu – areszt domowy.

Jeżeli tylko Assange opuści ambasadę – zostanie aresztowany. Jedyna szansa to wywiezienie w tajemnicy Assange’a, co – przy obecnym stopniu zainteresowania brytyjskich służb specjalnych – nie będzie łatwe do wykonania. Teoretycznie dostrzegam dwie możliwości, które ułatwia Konwencja Wiedeńska o Stosunkach Dyplomatycznych. Pierwsza to wykorzystanie środków transportu ambasady Ekwadoru do wywiezienia Assange’a poza Wielką Brytanie – w związku z tym, że takie pojazdy nie podlegają rewizji. Pytanie jednak czy po przekroczeniu granicy francuskiej Assange nie zostały natychmiast aresztowany? Trzeba pamiętać, że Assange nie posiada paszportu dyplomatycznego, ani immunitetu. Druga możliwość to nadanie Assange’a … pocztą dyplomatyczną. Historia zna takie przypadki, chociażby w wykonaniu Egipcjan. Poczta dyplomatyczna nie podlega kontroli, jednakże gdyby namierzyć twórcę WikiLeaks w takowej, moim zdaniem śmiało można by podważyć jej status jako służącej do celów dyplomatycznych. Nieraz skorumpowani dyplomaci, ale też agenci wywiadu, nadawali np. broń czy narkotyki tą drogą.

Oczywiście, można tworzyć dziesiątki innych scenariuszy, jak potajemnie wywieźć Assange’a, jednak wszystko to sprowadza się problemów. Przede wszystkim to bardzo ryzykowne operacje. Trudno też oczekiwać, aby Assange był zainteresowany operacjami z tak dużą szansą na niepowodzenia, a zwłaszcza bycia olbrzymim, chyba w gruncie rzeczy łatwym do zidentyfikowania, bagażem dyplomatycznym.

Na twitterze pojawił się także pomysł, aby zrobić z niego ekwadorskiego dyplomatę i tym samym zapewnić mu immunitet. Moim zdaniem nie przejdzie, ponieważ Brytyjczycy poinformują w razie pojawienia się takiego zagrożenia – zgodnie z art. 9 Traktatu Wiedeńskiego o Stosunkach Dyplomatycznych – o tym, że Assange jest osobą niepożądana lub persona non grata, w związku z czym odmówią mu uznania go za członka misji dyplomatycznej, a więc … w razie opuszczenia przez niego ambasady – aresztują go. Ciekawe rozwiązanie proponuje agencja „Associated Press” – mianować Juliana Assange’a na przedstawiciela Ekwadoru przy ONZ. To nie wymaga zgody państwa przyjmującego. Nie sądzę jednak, aby Ekwador się zdecydował – takie rozwiązanie kompromitowałoby Quito jako poważne państwo.

Podsumowując, manewr Ekwadoru i Assange’a jest także bardzo ograniczony. Prawo blokuje obie strony powodując, iż sytuację rozwiązać może konsensus polityczny. Inaczej to będą albo długie wakacje w ambasadzie albo ryzykowna operacja na zasadzie gry w kotka i myszkę.

 

Patryk Gorgol