Incydent USNS Rappahannock, a bezpieczeństwo w Zatoce Perskiej

Toczy się śledztwo w sprawie incydentu z udziałem amerykańskiego okrętu wojennego, który ostrzelał łódź rybacką w Zatoce Perskiej. Co może wykazać?

Salwa honorowa na jednym ze statków US Navy (U.S. Navy photo by Mass Communication Specialist 2nd Class Mark Logico)
Salwa honorowa na jednym ze statków US Navy (U.S. Navy photo by Mass Communication Specialist 2nd Class Mark Logico)

16 lipca, nieopodal położonego w Zjednoczonych Emiratach Arabskich portu Jebel Ali, doszło do przykrego incydentu morskiego. Amerykańska jednostka USNS Rappahannock ostrzelała niewielką łódź. W wyniku ataku zginął przebywający na łodzi hinduski rybak, a kilku pozostałych zostało rannych. Wydarzenie wywołało zrozumiałe poruszenie, zarówno w kręgach władz ZEA, jak i Indii. Obecnie toczy się śledztwo, które ma wyjaśnić kulisy tego incydentu.

U podstawy tych wypadków leży napięta sytuacja w Zatoce Perskiej. Jak wiadomo, największym zagrożeniem dla operujących w regionie jednostek V Floty U.S.Navy są dynamicznie rozwijane przez Iran metody asymetrycznej walki morskiej. Jest to obecnie najlepiej finansowana przestrzeń irańskich sił zbrojnych. Jednym z podstawowych elementów asymetrycznego potencjału Iranu są niewielkie, silnie uzbrojone łodzie, które w razie konfliktu będą stanowiły dla amerykańskich okrętów duże zagrożenie.

Z drugiej strony, podobnymi środkami walki morskiej lubią posługiwać się terroryści. Grupy terrorystyczne odniosły w ostatniej dekadzie sporo sukcesów na tej płaszczyźnie. Najgłośniejszym z nich był udany atak samobójczy, wyładowanej materiałami wybuchowymi łodzi, na amerykański niszczyciel USS Cole, w październiku 2000 roku. Incydent miał miejsce niedaleko jemeńskiego portu w Adenie. Zginęło 17 amerykańskich marynarzy, a okręt został bardzo poważnie uszkodzony (naprawa kosztowała ponad 120 mln$). Co ważne, USS Cole, był w tym czasie w podwyższonym stanie gotowości. Amerykański wywiad ostrzegał o możliwości ataków i wszystkie okręty V Floty były teoretycznie na nie gotowe. Mimo to nowoczesna jednostka nie obroniła się przed niewielką łódką, prowadzoną przez dwóch ekstremistów…

Nie mniejszym sukcesem, z zastosowaniem podobnych środków, był atak na francuski tankowiec Limburg. Atak miał miejsce w 2002 roku, również u brzegów Jemenu. Limburg zaatakowany został przed dwie łodzie, w wyniku ataku do morza przedostało się 90 tysięcy baryłek ropy… Dwa lata później, terroryści, również za pomocą małych łodzi, zaplanowali atak na o wiele większą skalę, niż te na Cole’a i Limburg. Celem były dwa najważniejsze irackie terminale przeładunkowe ropy naftowej. Trudno sobie wyobrazić jakie skutki miałoby wysadzenie tych instalacji dla ekologii Zatoki, dla irackiej gospodarki, dla światowych cen ropy i dla położonego blisko jednego z terminali portu Umm Kasr. Na szczęście jedna z łodzi została wysadzona, gdy została poddana kontroli przez U.S. Coast Guard. Kosztowało to życie jednego strażnika, ale ocaliło terminal. Kolejne dwie zostały zniszczone ogniem przez ochronę terminalu, gdy już z całą prędkością atakowały instalacje. Jedna z nich została unieszkodliwiona zaledwie 10 metrów od pobierającego właście miliony ton ropy tankowca…

Załoga Rappahannock zapewnia, że nim zaatakowała szybko zbliżającą się jednostkę, postępując zgodnie z procedurami, zastosowała niebojowe środki ostrzegawcze. Członkowie łodzi, którzy uszli z życiem, mówią, że zostali ostrzelani bez ostrzeżenia. Śledztwo ma za zadanie rozwiać wątpliwości. Wydaje się , że w tym wypadku zginął niewinny człowiek. Niestety doszło do nieporozumienia.

Czy możemy jednak dziwić się załodze Rappahannocka? Jest to jednostka, która odpowiada za tankowanie na morzu innych okrętów, a także dostarczanie paliwa odrzutowego dla samolotów na lotniskowcach. Celny atak w tę jednostkę mógłby zakończyć się katastrofą na dużą skalę, tym bardziej, że cały incydent rozegrał się w pobliżu ruchliwego portu. W wyniku stale utrzymującego się napięcia z Iranem, nierzadko prowokacyjnego zachowania marynarki Korpusu Strażników Rewolucji, którzy zbliżają się na bliskie odległości do amerykańskich okrętów, na swoich małych łodziach, w wyniku stale utrzymującego się zagrożenia terrorystycznego, logicznym jest, że amerykańskie jednostki muszą zachowywać czujność i reagować, jeśli obca łódź szybko zbliża się kolizyjnym kursem. Nie może dziwić, że opracowano procedury, że stosując się do nich Rappahannock otworzył ogień.

Od dawna utrzymujące się napięcie w Zatoce, które w ostatnim okresie wzrasta, musiało prędzej czy później zaowocować tego typu wypadkiem. Należy się liczyć z tym, że może dojść do kolejnych. Najgorsze jednak, że nie zanosi się, by w najbliższym czasie napięcie miało opaść.

Mateusz Grzywa