Bitwa o Cieśninę Ormuz

Cieśnina Ormuz może wkrótce stać się areną asymetrycznego starcia morskiego. Dominuje pogląd, że próby utrudnienia ruchu, na tym kluczowym dla światowego transportu morskiego akwenie, będą samobójstwem dla irańskiego reżimu.

Amerykańska V Flota ma bez problemu poradzić sobie ze swoim irańskim odpowiednikiem. Nie ulega wątpliwości, że w dłuższej perspektywie Stany Zjednoczone poradzą sobie w starciu. Kluczowe jednak mogą okazać się pierwsze godziny konfliktu, które dla okrętów US Navy będą szalenie niebezpieczne. Ich efekty mogą mieć kolosalny psychologiczny wpływ, a skutki starcia w cieśninie będą miały długofalowe skutki.

Cieśnina Ormuz to jeden z najważniejszych szlaków morskich na świecie. Torami wodnymi przez cieśninę przepływają każdego dnia miliony baryłek ropy. Większość wydobycia kieruje się na wschód, do Chin, Indii, Korei czy Japonii, ale także do Europy i Stanów Zjednoczonych. Zablokowanie tego krytycznego dla światowej gospodarki przesmyku jest od pewnego czasu asem w irańskiej talii politycznych zagrań, przyczyną niepokoju krajów wysoko rozwiniętych, a także potencjalnym punktem zapalnym konfliktu militarnego.

Dlaczego Iran miałby blokować cieśninę? Scenariuszy jest kilka. Iran może zrobić to w odwecie na atak na swoje instalacje nuklearne, ale również w odpowiedzi na coraz mocniej gnębiące jego gospodarkę sankcje. W obu tych przypadkach władze Iranu groziły zamknięciem Ormuzu. O ile do ataku na Iran póki co nie doszło, o tyle drastyczne sankcje wymierzone w irański eksport ropy zostały wprowadzone, a Iran swoich gróźb nie spełnił. Możliwość zamknięcia cieśniny jest więc póki co jedynie chwytem retorycznym, którego Teheran chętnie używa w swojej polityce zagranicznej. Być może ajatollahowie nigdy nie zdecydują się na wydanie polecenia zamknięcia cieśniny.

Komentatorzy, a także amerykańscy politycy są jednak zgodni. Jakiekolwiek działania Iranu, które stanowić będą zagrożenie dla bezpiecznej żeglugi na tym akwenie, oznaczać będą przekroczenie „czerwonej linii”, za którą czeka nieuniknione starcie militarne z udziałem potęgi CENTCOMu i V Floty. W Teheranie zdają sobie sprawę, że taki konflikt byłby dla Iranu bolesny. Skończyłoby się najpewniej zagładą jego marynarki wojennej, lotnictwa, a nawet sił lądowych. Amerykanie najprawdopodobniej sprowokowani do ataku staraliby się również uderzyć w irańskie instalacje nuklearne. Myśląc logicznie należy założyć, że Iran za wszelką cenę będzie starał się uniknąć tego scenariusza, a ciągłe groźby i agresywną retorykę uznać za element politycznego PRu. Tym bardziej, że w latach 1987-1988 państwo ajatollahów przekonało się, że starcie militarne z USA w Zatoce Perskiej nie może skończyć się dla Iranu sukcesem. Irańscy politycy zapewne dobrze pamiętają co wywołało wojskową reakcję CENTCOMu w tamtym czasie…

Jednak co jeśli Najwyższy Przywódca Ali Chamenei i jego świta poczują się przyparci do muru? Sankcje już wywołują pierwsze fale niezadowolenia w irańskim społeczeństwie. Irańczycy burzą się na wzrastające ceny żywności. Dla reżimu to bardzo niebezpieczne zjawisko w dobie gwałtownych zmian w świecie muzułmańskim, które rozpoczęła „arabska wiosna”. Zakładając, że dla rządzących utrzymanie się reżimu przy władzy jest celem nadrzędnym (z drugiej strony dla USA załamanie reżimu „od środka” jest wymarzonym scenariuszem), uczynienie kroku w stronę wojny może być w takiej sytuacji desperackim krokiem, który jednak zdecydują się wykonać duchowi przywódcy szyickiej republiki.

Myślę, że jest bardziej prawdopodobnym, że Iran zdecyduje się na działania w Ormuzie właśnie w związku z trudną sytuacją gospodarczą, niż możliwym atakiem na jego instalacje nuklearne ( o tym, że Iran może nie zdecydować się na militarny odwet nawet w wypadku ataku na jego program atomowy pisałem już wcześniej. Podobnie postąpił Irak w 1981 r i Syria w 2007 r.).