Afganistan – wyprawa za ponad 5 miliardów złotych

Do końca 2012 roku Polska wyda na misję (czy mówiąc bezpośrednio – wojnę) w Afganistanie 5 miliardów 190 milionów złotych (dokładne wyliczenie MON na ten temat: tutaj). Dużo jak na przysługę, którą wyświadczamy swoim sojusznikom w zamian za nazwanie Polski „liderem Europy Środkowo-Wschodniej”, „championem” oraz państwem walczącym ramię w ramię. Pojawia się oczywiste pytanie – czy to się nam kalkulowało?

Co Polacy zyskali?
Uczciwe postawienie sprawy wymaga, aby przeanalizować nasze zyski z całej operacji, a tych przecież nie brakuje.

Wojsko polskie sprawdza się w warunkach bojowych i udoskonala swoje umiejętności w Afganistanie. Co prawda ukształtowanie terenu w Afganistanie powoduje, iż w razie – raczej mało prawdopodobnej – wojny na polskim terytorium i tak będzie się walczyć w innych warunkach, ale żadne treningi czy ćwiczenia nie zastąpią realnego pola bitwy. To doświadczenie – w tym dla dowódców – na lata oraz możliwość kontaktu z amerykańskim wojskiem, i jego sprzętem, najnowocześniejszym na świecie.

Kolejna pozytyw to potencjalny atut polityczny. Polska dyplomacja dostaje argument w postaci poświęcenia polskiego żołnierza i gotowości polski do wypełniania obowiązków nałożonych na barki Sojuszu Północnoatlantyckiego na przykładzie Afganistanu. Uczestniczenie w misjach NATO powoduje, iż wzrasta znaczenie Polski w organizacji. Również w relacjach bilateralnych ze Stanami Zjednoczonymi nieproporcjonalność naszych kosztów do zysków można przedstawić w odpowiednim świetle, domagając się większego udziału w modernizacji naszego wojska. Zwłaszcza że Polacy nie wycofają się – jak stwierdził minister Sikorski na szczycie NATO w Chicago – przed 2014 rokiem, czyli zrobimy to równolegle z pozostałymi siłami Sojuszu. Ciężko o bardziej lojalnego sojusznika, zwłaszcza że obecnie rządząca partia oraz prezydent Komorowski obiecywali wyborcom szybkie wycofanie wojsk.

Niezależnie od wszystkiego, sensowne jest utrzymywanie w gotowości naszych sił specjalnych, które rzeczywiście – powstały w dużej mierze dzięki pomocy amerykańskiej. W tym zakresie polecam wywiad-rzekę Michała Komara z generałem Sławomirem Petelickim „Siła i honor”. Polacy wielokrotnie na tym polu wykazywali, iż są dla Amerykanów partnerem – chociażby w czasie operacji w Iraku na platformach wiertniczych czy pojmania chorwackiego Serba, Slavo Dokmanovicia, znanego również jako rzeźnik z Vukovaru. Ponadto trzeba też pamiętać, że z wyżej wspomnianych ponad 5 miliardów około 1,7 mld zostało wydane na nowy sprzęt wojskowy, który – przynajmniej w dużej części – i tak należało kupić. W tym miejscu warto zaznaczyć, iż transporter opancerzony Rosomak sprawdził się na tyle dobrze, że nawet talibowie zaczęli go rozróżniać. Trwają obecnie rozmowy nad przedłużeniem licencji – Polska wprowadziła do tego pojazdu około 200 poprawek. Niewątpliwie plusem są więc też nowe doświadczenia i uwagi dotyczące różnych rodzajów broni.

To by było na tyle – czas na minusy
Trochę drogo jednak, jak na 5 miliardów złotych. Mówiąc wprost – za cenę ponad miliarda dolarów nie zwiększyliśmy swojego bezpieczeństwa i nie zyskaliśmy relewantnych korzyści, nie mówiąc już o tym, że wspomniane powyżej zalety operacji są utargiem pośrednim, które w większości dałoby radę uzyskać wysyłając mniejszy kontyngent.

W Afganistanie zginęło 36 polskich żołnierzy. Wielokrotnie więcej zostało rannych. Polscy żołnierze – co naturalne – mają powroty psychiczne po powrocie do Polski. W Afganistanie znajdują się po stałą presją. Każdy z wyjeżdżających na patrol ma w świadomości, iż zaraz może wybuchnąć mina lub może zostać zaatakowany. Z punktu widzenia żołnierzy plusem są oczywiście wysokie zarobki.

Niestety, istnieje poważne ryzyko, że za parę lat polskie poświęcenie po prostu zmarnuje się. Rząd afgański, wspólnie z Amerykanami, zorientował się, że całkowite zwycięstwo przeciwko talibom jest niemal niemożliwe na drodze militarnej, dlatego postanowili przejść do negocjacji, co jest sensowną strategią. Problem w tym, że jeżeli nie uda się porozumieć z talibami, to za 2 lata – jeżeli NATO się wycofa – nowe wojsko afgańskie stanie przed olbrzymim wyzwaniem. Talibowie czekają więc cierpliwie – jak niegdyś Wietnam Północny – na wycofanie się Amerykanów. Jeżeli nie będzie porozumienia, to w najlepszym wypadku czeka nas chaos i przemoc na poziomie tegorocznej z Iraku, a w najgorszym utrata kontroli – i tak dyskusyjnej – nad państwem przez rząd w Kabulu.

Amerykanie również w żaden sposób nie czują się zobowiązani wobec nas. Wynika to z prostej zasady – każdy gra w swoim interesie i polscy politycy dopiero powoli zaczynają tak postrzegać rzeczywistość międzynarodową. Po co Amerykanie mieliby się kłócić z Rosją o względnie bezpieczną Polskę? O żadnej – darmowej – modernizacji polskiego wojska nie ma mowy, projekt amerykańskiej (nie, nie wspólnej i też nie polskiej) tarczy antyrakietowej został zmieniony, o żadnych gwarancjach nie mówiąc. Mamy tylko te, dość niewiążące z punktu widzenia prawa międzynarodowego, wynikające z art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego w ramach NATO.

Jednocześnie jednak – nie dając Polakom ani satysfakcji, ani gratyfikacji – zostało podrzucone nam kukułcze jajko w postaci tajnych więzień CIA w Polsce. Dzięki nieszczelności amerykańskiego wojska świat dowiedział się na temat tego, w jaki sposób polski wywiad odnosi się do praw człowieka i własnej Konstytucji. Nie tylko wpływa to na spadek prestiżu Polski, ale również zwiększa zagrożenie terrorystyczne. Najpierw poproszono Polaków o przysługę, a następnie narobiono z jej tytułu problemów.

Polska w końcu podjęła decyzję o budowie „polskiej tarczy antyrakietowej”. W założeniu, ma ona kosztować od 13 do 15 miliardów złotych i zostać wybudowana do 2018 roku. Trudno mi będzie wypowiedzieć się szerzej, bo nie znam szczegółów, ale w końcu jest to ruch w dobrą stronę, bo o swoje bezpieczeństwo zaczynamy dbać sami, nie polegając tylko i wyłącznie na innych. Nie będzie to ani element amerykański, ani NATO-wski, a polski, który może stać się elementem NATO-wskim. W tym kontekście należy wspomnieć, że wycofanie polskich wojsk wskazuje prezydent Komorowski jako na źródło oszczędności, w wyniku których taka inwestycja może się powieść. Czy nie za późno?

Trudno również wyobrazić sobie, aby wykonywanie zadań misji okupacyjnej było kluczowe z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa. Obecnie Polsce w największym stopniu może obawiać się asymetrycznych zagrożeń, a nie inwazji ze strony Białorusi. Kluczowa jest zatem supernowoczesna technologia oraz siły specjalne. W Polsce nikt przeciwko armii polskiej nie będzie przecież prowadził wojny partyzanckiej, a ewentualnie działalność dywersyjną przy wykorzystaniu dużo nowocześniejszych środków. Potencjalni terroryści nie będą minować dróg, a wysadzać się w supermarketach. To inny typ zagrożeń, abstrahując już od kwestii ukształtowania terenu.

Otwarte pozostawiam pytanie o słuszność tej wojny i ofiary naszych żołnierzy. Zdanie – wśród samych „wyzwalanych” – są w tej kwestii podzielone.

Przepłacone
Należy więc uznać, że zdecydowanie inwestycja pt. Afganistan została przepłacona, a zyski z niej są zbyt niskie w zestawieniu z kosztami. Nasze bezpieczeństwo – z tego tytułu – nie zwiększyło się, a identycznie korzyści uzyskalibyśmy wysyłając mniejszy kontyngent na krótszy okres czasu.

Zresztą – każdego Czytelnika zostawiam samego z pytaniem – czy było warto wydać na nasza misję w Afganistanie do końca 2012 5 miliardów 190 milionów złotych oraz poświęcić zdrowie i życie dziesiątek naszych żołnierzy?