Zamach w Burgas: Netanjahu oskarża Iran. Słusznie?

Premier Izraela Beniamin Netanjahu bez wahania wskazał winnych wczorajszych zamachów na izraelskich turystów w bułgarskim mieście Burgas.

Flaga Izraela. Flickr: Johnk85-CC
Flickr: Johnk85-CC

„Wszystkie tropy prowadzą do Iranu” – powiedział w swoim wystąpieniu Netanjahu, dodając że w ostatnim czasie udaremniono kilka podobnych prób ataków m.in. na Cyprze, w Kenii i w Gruzji. Zapowiedział również, że Izrael użyje całej swojej siły, aby”zareagować na irański terroryzm”. W podobnym tonie wypowiadał się Minister Obrony Ehud Barak. Czy zamachy na izraelskich turystów w Bułgarii to zatem kolejny etap pełzającej wojny irańsko-izraelskiej?

Oskarżony: oddziały Al-Kuds

Dziennik Haarec twierdzi, że ataki zostały zaplanowane i zrealizowane przez Al-Kuds, elitarną jednostkę irańskich Strażników Rewolucji odpowiedzialną za operacje specjalne przeprowadzane poza granicami Iranu. Zdaniem wielu ekspertów, dowodzona przez Kassima Sulejmaniego formacja jest głównym narzędziem prowadzonej przez Teheran polityki państwowego terroryzmu realizowanej poprzez działania niebezpośrednie (za pomocą ekspozytur takich jak Hezbollah). Jej nadrzędnym celem jest eksport rewolucji islamskiej poza granice Iranu oraz budowa sieci wpływów reżimu ajatollahów na świecie. Lista zarzucanych jej czynów jest długa i zawiera m.in. ataki na Centrum Kultury Żydowskiej w Buenos Aires (1994 r.), restaurację Mykonos w Berlinie (1992 r.), w której zginął irański opozycjonista, czy nieudany zamach na ambasadora Arabii Saudyjskiej w USA (2011 r.).

Większość z tych operacji została przeprowadzona siłami Hezbollahu lub innych fundamentalistycznych organizacji, które Iran wspiera finansowo, szkoleniowo i logistycznie, ale w niektórych ślad wiodący do Teheranu był na tyle widoczny, żeby dokładnie wskazać mocodawców, a nawet – jak w przypadku zamachu w Berlinie – zaocznie ich skazać. Czy w przypadku zamachu w Burgas znajdziemy podobne ślady? To się dopiero okaże. Na pewno jednak al-Kuds, ze względu na swoją reputację, wydają się być naturalnym kandydatem na głównego oskarżonego.

A gdzie motyw?

Problemem pozostaje jednak znalezienie motywu, którym kierował się Teheran zlecając zamach.

W opinii izraelskich mediów, atak na turystów na burgaskim lotnisku miałby być odpowiedzią Iranu na porażki poniesione przezeń w ostatnich latach. Wśród nich – jako najbardziej bolesną – wymienia się śmierć Imada Mugniji, współzałożyciela Hezbollahu odpowiedzialnego za szereg krwawych zamachów na obywateli Izraela, USA i Francji, który miał ponoć zginąć z rąk CIA lub Mossadu cztery lata temu, a także porwania i morderstwa irańskich naukowców związanych z programem atomowym.

Działania takich organizacji jak Al-Kuds zawsze mają jakiś cel strategiczny. Ataki w Argentynie na początku lat 90. XX wieku były odpowiedzią na zakończenie przez władze w Buenos Aires współpracy z Teheranem w sferze atomistyki, wsparcie udzielane opozycjonistom w Bahrajnie – wepchnięciu tego kraju głębiej w orbitę wpływów Iranu, współpraca z Moktadą as-Sadrem podczas wojny irackiej – osłabieniu USA. Jaki cel przyświecał zamachowcom z Burgas? Jak na razie jedynym skutkiem wczorajszych wydarzeń może być odwet ze strony Izraela, czyżby więc Iran przestał bać się ataku ze strony atomowego przeciwnika?

Scenariusz przedstawiony przez Netanjahu i media ma zatem jedną poważną wadę: nie widać w nim żadnego motywu, poza – wybaczcie słowo zapewne zbyt banalne w obliczu takiej tragedii – dokuczeniem Izraelczykom. Owszem, władze w Teheranie uwielbiają grać na nosie społeczności międzynarodowej, ale dla tak przyziemnego powodu nie ryzykowałyby otwartego konfliktu. A ten z każdym dniem staje się coraz bardziej prawdopodobny. Były ambasador Stanów Zjednoczonych przy ONZ, John Bolton, uważa, że Izrael przyspieszy decyzję o siłowym rozwiązaniu problemu irańskiego programu atomowego, a zamach daje do tego pretekst najlepszy z możliwych.

Czy – stosujący dotychczas strategię ciągłego usztywniania i rozluźniania swojego stanowiska w zależności od stopnia nacisków ze strony społeczności międzynarodowej – ajatollahowie byliby zatem aż tak głupi, aby samemu ukręcić na siebie bat? Szczerze wątpię.

Artur Makolągwa.