Niepewność w Meksyku. Przegrany kandydat lewicy kwestionuje wyniki wyborów

Andres Manuel Lopez Obrador, kandydat lewicowej Partii Rewolucji Demokratycznej (PRD) oświadczył, że nie uznaje wyników wyborów prezydenckich z 1 lipca, w których zajął drugie miejsce. Według oficjalnych danych Państwowej Komisji Wyborczej, Lopez Obrador uzyskał 31,59% głosów. Zwycięstwo odniósł faworyt sondaży Enrique Pena Nieto, wystawiony przez Partię Rewolucyjno-Instytucjonalną (PRI), uzyskując 38,21%. Jego przewaga nad konkurentem wyniosła 3,3 mln głosów.

Zdaniem Lopeza Obradora, w posiadaniu PRD znajdują się mocne dowody potwierdzające fakt powszechnego kupowania głosów. Cały proceder objął ok. 5 mln kart wyborczych wrzuconych do urn na terenie całego kraju. Przykładem może być stan Zacatecas, gdzie miało dochodzić do wręczania korzyści majątkowych w postaci gotówki i podarunków dla osób głosujących na Pena Nieto. Łapówki przekazywano też wysokim urzędnikom lokalnej administracji, odpowiedzialnym za nadzorowanie przebiegu wyborów. Przegrany kandydat dodał również, że po raz kolejny stał się ofiarą nieuczciwych zagrywek i fałszerstw, a tym samym pogrzebane zostały jego szanse na karierę polityczną. Wstrzymuje się jednak z podejmowaniem kolejnych kroków i oczekuje odpowiedniej reakcji władz. W przeciwnym razie skorzysta z przysługującego prawa, kierując sprawę na drogę sądową. Swoje dalsze stanowisko zaprezentuje w najbliższy czwartek (12.07) na zaplanowanej konferencji prasowej.

W 2006 r. Lopez Obrador uległ swemu zaciętemu wrogowi Felipe Calderonowi różnicą zaledwie 0,56%. Ze strony PRD pojawiły się natychmiast zarzuty podważające wiarygodność liczenia głosów. Przez Meksyk przetoczyły się następnie fale masowych protestów. Dopiero decyzja Trybunału Wyborczego, który uznał zwycięstwo Calderona, pozwoliła na uspokojenie sytuacji.

Na podstawie: NTN24.com, lopezobrador.org.mx