Meksykańska telenowela wyborcza klasy B

Zamiast Postscriptum, czyli kac powyborczy

Czy drugiego lipca 2012 obudziliśmy się w innej rzeczywistości?

Demonstracja przeciw powrotowi PRI do władzy (Rodrigo Moctezuma Araoz) [KLIKNIJ ABY POWIĘKSZYĆ]
Demonstracja przeciw powrotowi PRI do władzy (Rodrigo Moctezuma Araoz) KLIKNIJ ABY POWIĘKSZYĆ

Ludzie są smutni i zgaszeni. Studenci z #Ja jestem 132 kontynuują protesty, do haseł o wolności słowa dołączając transparencję procesu wyborczego. Rzeczywistość, wydaje się jednak  rozwijać swoim, nieco tylko zwolnionym, rytmem. Trochę nie wiadomo co dalej, ale tu, w Mieście Meksyk, większość utrzymuje, że „jakoś to będzie”, mimo ewidentnej powyborczej depresji. Niektóre media mówią o socjaldemokratycznym od 15-tu lat D.F. jako o „zamkniętym kręgu” pluralizmu i wolności. Wszak geograficznie tworzy jedną i tą samą strukturę miasta ze Stanem Meksyk, którym nigdy nie rządziła inna niż PRI partia.

Co się właściwie stało?

Po pierwsze, „maszyna” partyjna PRI została perfekcyjnie przygotowana i tak też zadziałała. Zaktywowano tzw. „doły” partyjne jak i zostały zainwestowane grube miliony pesos w dyskretne kupowanie głosów. Ludzie po 12-tu latach na nowo uwierzyli, że mogą zarobić na wyborach: np. w mieście Cordoba, stanie Veracruz, każdy taksówkarz za przyklejenie sobie plakatu wyborczego PRI na tylnej szybie samochodu, dostawał 200 pesos (ok. 50 PLN) …dziennie. Sporo, biorąc pod uwagę, że minimalna pensja wynosi 61 pesos na dzień.

Perfekcyjna marketingowo była też kampania wyborcza. Piękne ujęcia, nowoczesne technologie, żadnych pomyłek, tam, gdzie kandydat miał być, tam się pojawił. Tam, gdzie nie musiał, nie był. (Jak choćby na trzeciej, nieobowiązkowej debacie wyborczej zorganizowanej przez studentów i emitowanej jedynie przez Internet i radio.) Ze wszystkich kandydatów miał zdecydowanie najlepiej wykonane spoty.

Zakłamane sondaże miały wpływ –to wciąż hipoteza– na wynik wyborów, jako że zgodnie wskazywały na znacznie wyższą niż tę po przeliczeniu 98%, przewagę zwycięskiego kandydata. Część z firm sondażowych już się przyznała do metodologicznych niedociągnięć lub do podrasowanych wyników, lub po prostu przeprosiła za szereg „pomyłek”. Można przypuszczać, że miało to wpływ na osoby, które zdecydowały się głosować na „przodującego” w sondażach.

Sondaże te były przede wszystkim przekazywane przez najważniejsze media prywatne, oligopol dwóch stacji TV o najszerszym zakresie przekazu i oglądalności w całej Republice. Asymetria w przekazywaniu opinii i informacji, jak i sprzyjanie kandydatowi PRI to czynniki prawdopodobnie wpływające na świadomość wyborców.

Powrót dinozaura, jak się określa PRI, choć w zmodernizowanej skorupie, to powrót tego, który wspiera te same interesy. W wielu ludziach budzi on strach. W wolnych mediach obawy, czy będą mogły tak samo krytycznie wykonywać swoje obowiązki. Szczególnie, że stany najbardziej niesprzyjające wolności słowa, rządzone są przez –według konstytucji, niezależnych i suwerennych– gubernatorów z PRI. Oznacza to najwięcej agresji wobec dziennikarzy i mediów, wśród których kryzys bezpieczeństwa mierzy się nawet tym, że większa ich liczba ginie obecnie w Meksyku, niż w stanie wojny w Afganistanie.

Ale powrót PRI to też apatia dobrze prosperującej i wygodnej klasy średniej wielkich miast. Akceptacja status quo dzień po wyborach wynika z ich pragmatyzmu i nie tyle zamykania oczu na szereg niedociągnięć procesu wyborczego, ale i braku tolerancji dla „leniwych” – bo niepracujących – protestujących. Krytyka nie jest w modzie, jeszcze gorzej wypadają w towarzystwie ci, co narzekają, nie boją się powiedzieć „nie”, czy też „nie podoba mi się”.

W Meksyku głos na Peña Nieto to głos kupiony, korporacyjny, bądź głos ze strachu. Taka też jest meksykańska demokracja: niedoskonała, ale funkcjonująca. Po 12-tu latach od alternacji wraca PRI, ale państwo i społeczeństwo meksykańskie bardzo się zmieniły w ciągu tych dwóch administracji. Przede wszystkim, instytucje zaczęły się reformować, a przynajmniej niektórym pracującym w nich urzędnikom zależy na dobru publicznym, nie tylko własnej kieszeni. Istnieje przestrzeń polityczna i społeczna bez cenzury, jakkolwiek nie na całym terytorium. Kultura polityczna uległa znacznym przemianom, przede wszystkim ze względu na otwartą kontrolę społeczną i wymogi transparencji. Żadna ze wspomnianych jednak zmian nie miałaby miejsca bez aktywnego społeczeństwa. Uczestnictwo w organizacjach pozarządowych, wszelkiego rodzaju zgrupowaniach i wspólnotach zwiększa prawdopodobieństwo na nową odpowiedz świadomej grupy obywateli, która dzięki zorganizowanym kanałom nacisku, ma szanse utrzymać kontrolę nad poczynaniami rządu.

Pozostaje nam obserwować i trzymać kciuki za demokratyczny Meksyk.

Małgorzata Polańska, Miasto Meksyk