Meksykańska telenowela wyborcza klasy B

Fałszerstwo wyborcze?

Zdjęcia z demonstracji przeciw Nieto (Rodrigo Moctezuma Araoz)
Zdjęcia z demonstracji przeciw Nieto (Rodrigo Moctezuma Araoz) KLIKNIJ ŻEBY POWIĘKSZYĆ

Czy można twierdzić, że wybory zostały sfałszowane? Zależy od tego, jak zdefiniujemy sfałszowanie wyborów. Meksyk jest przykładem dla wielu innych z kategorii „demokratyzujących się” systemów politycznych. Jest traktowany jako model do naśladowania dla regionu Ameryk, ale też dla wielu bałkańskich, południowo- i wschodnioeuropejskich, jak i afrykańskich krajów. Pewnie i kilku obserwatorów zgłosi niewielkie nadużycia, ale wersja oficjalna utrzymuje, że były to wybory przykładowe, o najwyższej frekwencji w najnowszej historii kraju (ponad 63%). Utrzymuje się, że przebiegły pokojowo i nadzwyczaj spokojnie. Ktoś, kto obserwował je z zagranicy mógłby kolokwialnie powiedzieć: były normalne.

Oczywiście dużo zależy, co się rozumie przez „normalność”. Masowe kupowanie głosów od miesięcy do dnia wyborów włącznie, możliwe oszustwa wyborcze wobec masowo znikających czystych kart wyborczych, wiele udokumentowanych przypadków gróźb wysłania sił porządkowych, jak i przypadków zatrzymania i pobicia młodych obserwujących z ruchu #Ja jestem 132 (#Yo soy 132) przez policjantów municypalnych, nie mówiąc o sytuacjach najnormalniejszych, jak opóźnione o wiele godzin otwarcie punktów wyborczych, tłumne i niezorganizowane punkty wyborcze, brak dochowania zasady tajności w wielu przypadkach głosowania, brak realizacji najbardziej podstawowych wymogów technicznych, jak zapewnienie tuszu na kciuku, udowadniającego, że dana osoba już głosowała, kompletna nieznajomość zasad przez członków komisji wyborczej, włączając prezydenta tejże, jak i masowe pomyłki przy liczeniu głosów…

Specjalna prokuratura do przestępstw wyborczych (La Fiscalía Especializada para la Atención de Delitos Electorales, FEPADE) rozpoczęła 667 postępowań w sprawie potencjalnych przestępstw wyborczych na terenie całej Republiki. Jednakże, nie znajdują się wśród nich przypadki „poważne”. To cyfry oficjalne.

Niemniej jednak Meksyk to kraj, w którym oszustwo wywodzi się ze swoistej, szarej struktury systemu. Jest niewidoczne, niczym bony dla starszych czy niewykształconych osób, które pokryją ich miesięczne rachunki za energię i gaz, w zamian za głos w wyborach; jak fałszowane sondaże przedwyborcze, emitowane przez najważniejsze w państwie kanały telewizji; tak subtelne, jak wiara niepiśmiennych rolników w to, że za pomocą satelity ktoś „na górze” zweryfikuje na kogo głosowali za to, co dostali w zamian; jak niemożność przeprowadzenia rzeczywiście wolnego od wątpliwości procesu wyborczego w punktach wyborczych, w których członkowie ich komisji nie znają swoich praw, nie wspominając o obowiązkach.

Czy proces wyborczy można nazwać demokratycznym? Na to pytanie nie znajduję jednoznacznej odpowiedzi. W Meksyku jest tyle wolności, szczególnie wśród klasy średniej i wyższej, w dużych miastach, szczególnie tych, które zaznały innej niż PRI władzy. Z drugiej strony… choć zwykło się mówić, ze mamy takie instytucje, na jakie zasługujemy, to skala korupcji, strachu związanego z przemocą, sprzedawania dóbr publicznych, szarych transakcji pod stołem, mas ludzi zupełnie nieświadomych swoich praw, nazywanych obywatelami i posiadających prawo wyborcze, powszechnej apatii i braku szacunku do prawa, bo „wszystko da się załatwić” – to wszystko prowokuje moje codzienne wątpliwości.

By kraj można uznać za demokratyczny, nie wystarczą wybory, międzynarodowo uznane za legitymujące przyszłą głowę państwa. Trzeba by jeszcze sprawnie działającego systemu sprawiedliwości, by móc się nie bać przypadkowego i bezpodstawnego aresztowania, spacerując po ulicy. Trzeba by też się wyrzec wszędobylskiej korupcji. Trzeba by mieć możliwość pokojowej manifestacji, bez obaw o swoje zdrowie nie tylko w stolicy, ale i na pozostałym terytorium kraju. Trzeba by mieć rzeczywistą wolność słowa, a nie polityczne naciski, groźby i agresje wobec dziennikarzy, wykonujących swój zawód. I wreszcie, można by też marzyć o wolnych, niemanipulowanych przez żadne siły polityczne, wykazujących odpowiedzialność, masowych mediach, jak i sondażach przedwyborczych.

To ambiwalencja, która do Meksyku przyciąga, która nas fascynuje, i która wreszcie od wieków uniemożliwia krajowi samo-określenie się. Chociaż jest to inny kraj, niż w 1990, gdy Mario Vargas Llosa nazwał go „dyktaturą doskonałą”, dryfuje on ciągle gdzieś pomiędzy demokracją a… no właśnie, a czym?