Meksykańska telenowela wyborcza klasy B

"Chcemy tego, co prawdziwe" (Rodrigo Moctezuma Araoz)
"Chcemy tego, co prawdziwe (Rodrigo Moctezuma Araoz)"

Wygrana Peña Nieto: wątpliwości

Zgodnie z wynikami podanymi przez komisję wyborczą, Enrique Peña Nieto, kandydat PRI, partii która rządziła krajem nieprzerwanie do roku 2000, przez 71 lat jednopartyjnego reżimu autorytarnego, wygrał z przewagą ok. 7 procent głosów, co oznacza średnio o 12% niższą przewagę, niż mu przyznawały sondaże przedwyborcze.

Moi przyjaciele, jak i dziennikarze, słuchając zwycięskiego dyskursu wyborczego, komentowali: „Nie mogę w to uwierzyć, to jak niedziela sprzed 30tu laty!”.

W minioną niedzielę obserwowałam proces wyborczy, który kończy się pytaniem, rodem z mediów elektronicznych: „Która z telenoweli zdeterminowała Twój głos w tych wyborach prezydenckich?”, ze zwykłym dla siebie tragicznym czarnym humorem pytają się przeciwnicy powrotu PRI, z twarzą przystojnego niczym lalka Ken nowego prezydenta. Jego obecna żona jest aktorką telenoweli (nikt nie wie jak się naprawdę nazywa, choć wszyscy o niej mówią odnosząc się do roli „Gavioty”, którą odtwarzała), a cały związek państwa Peña od zaręczyn i ślubu w 2010 został przedstawiony mediom i społeczeństwu niczym scenariusz telenoweli.

W procesie wyborczym, (wedle mojej, niesprawdzonej w żadnym stopniu spekulacji) trzecia cześć głosów mogła zostać zdeterminowana przez związki zawodowe i rożnego typu korporacje, jak np. taksówkarzy, kolejna ich trzecia cześć mogła zostać „kupiona” w ciągu wielu miesięcy za bardzo niewielkie pieniądze, a pozostali zwyczajnie uwierzyli w medialną papkę, która – jak udowodnił m. in. The Guardian – została spreparowana i sprzedana z premedytacją. Albo są młodymi gniewnymi, pracującymi dla dobrze prosperujących firm, którzy nie zaznali w swojej politycznej świadomości autorytaryzmu czasów PRI i żyją iluzją „zmiany”. Albo, jakże by inaczej, zwyczajnie się im to opłaca – a właściwie ich interesom: prywatnym i zawodowym. Albo, twierdzą, że życie z PRI jest wygodniejsze: wszystko można „załatwić”, wszystko zostanie wybaczone, za wyższą lub niższą cenę, a „olej”, jak nazywa się tu potocznie wszelkiego rodzaju praktyki korupcyjne, ułatwia utrzymanie ekonomicznego status quo każdego członka społeczeństwa.

Proces wyborczy zakończył się o 18:00, a tuż przed północą ogłoszone zostały częściowe wyniki, dające „zwycięzcy” siedmioprocentową przewagę. Choć na podstawie jedynie 25% oficjalnie przeliczonych głosów, reakcja i przemowa Peña Nieto wydały się być podbudowane nie tylko stuprocentowym poparciem głosujących, ale niemalże całego narodu. Jak sam to określił, „wygrał Meksyk”. Co więcej, arogancja urzędującego prezydenta, Felipe Calderona, wydaje się dla europejskiego odbiorcy niesłychaną: gratulacje i ogłoszenie przyszłego prezydenta, który dopiero w grudniu obejmie władzę, mając jedynie czwartą część głosów przeliczonych, w nagraniu dla TV odtworzonym przed ostatecznym świętem na „starą modłę”, który to spektakl wzbudził najgorsze skojarzenia zgromadzonych ze mną obserwatorów życia politycznego tego państwa.