Kuba: naftowy falstart

Wizja petrodolarów płynących szerokim strumieniem do kasy kubańskiego reżimu jest o krok dalej, niż wydawało się braciom Castro.

Stary szyb wydobywczy na Kubie (Flickr:psmithson-CC) Stary szyb wydobywczy na Kubie (Flickr:psmithson-CC)
Stary szyb wydobywczy na Kubie (Flickr:psmithson-CC)

Nad głowami polityków w Hawanie zebrały się ostatnio czarne chmury. Nie chodzi bynajmniej o tropikalne burze, które nawiedzają właśnie rejon Karaibów. Konsternację spowodowało nieudane podejście do zlokalizowania ropy naftowej u wybrzeży wyspy. Wielkie nadzieje rozbudziły szacunki mówiące nawet o 20 mld baryłek czarnego złota. Według badań geologicznych złoża mają znajdować się pod dnem morskim na obszarze kubańskiej Wyłącznej Strefy Ekonomicznej (EEZ). Jednak wizja petrodolarów wpływających do kasy reżimu wydaje się być o krok dalej, niż jeszcze na początku roku.

Hiszpanie odpuszczają

W połowie maja potwierdziły się obawy na temat odwiertu wykonywanego dla konsorcjum pod wodzą hiszpańskiego Repsolu. Na początku kwietnia informowano bowiem o kłopotach technicznych i opóźnieniach w harmonogramie prac, co było spowodowane niezwykle twardą strukturą skał. Ostatecznie władze firmy przyznały, że głęboki na 4,8 km szyb okazał się całkowicie jałowy. Niepowodzenie jest drugą porażką Repsolu na Kubie. W 2004 r. inny podwodny odwiert Yamagua-1, położony niecałe 40 km na północny wschód od Hawany, wykazał ilości ropy nieopłacalne do wydobycia. Oba przedsięwzięcia kosztowały Hiszpanów ponad 150 mln dolarów. Samo wynajęcie nowoczesnej platformy wiertniczej Skarabeusz 9, która obecnie prowadziła poszukiwania to wydatek 511 tys. dolarów dziennie.

Jeszcze w tym samym miesiącu prezes Antonio Brufau ogłosił całkowite porzucenie kubańskiej EEZ i wycofanie się z wyścigu naftowego. Decyzję podano do publicznej wiadomości podczas prezentacji nowego Planu Strategicznego na lata 2012-16. Według słów rzecznika firmy, przeważyły głównie kwestie natury technicznej. Jednak eksperci twierdzą, że trudności przy poszukiwaniach ropy nie były tego warte w sytuacji, kiedy można szybciej i łatwiej znaleźć ją w innych miejscach. Istotne znaczenie miały z pewnością względy finansowe. Repsol znalazł się ostatnio w trudnym położeniu za sprawą wrogich kroków ze strony rządu Argentyny. W kwietniu doszło do nacjonalizacji największej krajowej kompani naftowej YPF, pozostającej od 1999 r. w rękach koncernu z Półwyspu Iberyjskiego. Niefortunnie dla własnych interesów, Hawana pospiesznie wyraziła aprobatę dla populistycznych poczynań argentyńskiego gabinetu. Dopiero później zdano sobie sprawę z niesmaku, jaki pozostał w odczuciu zaskoczonych Hiszpanów. Wartość udziałów przejętych przez Buenos Aires wyceniono na 10,5 mld dolarów. O takie też zadośćuczynienie wystąpił Madryt, a sprawa trafiła już na drogę sądową. Cios był tym dotkliwszy, ponieważ YPF odpowiadał za 26% łącznych zysków operacyjnych i zapewniał 45% z blisko 2,2 mld baryłek ropy naftowej, jakie w udokumentowanych złożach posiada Repsol. Dodatkowo agencja Standard and Poor’s obniżyła niedawno rating spółki i wystawiła negatywną prognozę zadłużenia.

Przy okazji warto odnotować poczynania strony amerykańskiej. Tamtejsi kongresmani pochodzenia kubańskiego przypuścili na przełomie kwietnia i maja prawdziwą ofensywę, która miała pokrzyżować plany wszystkich firm operujących wokół Kuby. W pierwszej kolejności wzięto na celownik Hiszpanów, w czym szczególnie aktywni okazali się parlamentarzyści z Florydy. Jeden z nich, David Rivera, przeforsował do dalszych prac legislacyjnych poprawkę do ustawy o finansowaniu wydatków obronnych na 2013 r.  Na pierwszy rzut oka związek z kubańską ropą naftową dość nikły, ale niezupełnie. Proponowana zmiana wyklucza zawieranie umów obronnych z firmami, które prowadzą swoje interesy w krajach uznanych przez Departament Stanu za sponsorów terroryzmu, a więc Iranie, Syrii, Sudanie i na Kubie. Jedynym podmiotem kwalifikującym się do tej procedury jest właśnie Repsol, posiadający kontrakt na sumę 300 mln dolarów z Departamentem Obrony.

Piłka w grze

Skarabeusz 9 trafił już w ręce kolejnego kontrahenta. Od 24 maja prowadzi prace dla malezyjskiego Petronasu, działającego do spółki z rosyjskim Gazprom Nieftem. Drążony szyb Catoche 1X położony jest u wybrzeży zachodniej prowincji Pinar del Rio, ok. 180 km od miejsca, gdzie znajduje się pechowy odwiert Repsolu. Wstępne wyniki spodziewane są pod koniec lipca, zaś ostateczną odpowiedź w sprawie potencjalnej eksploatacji poznamy za mniej więcej 4 miesiące. Następnie platforma powędruje do wenezuelskiej PDVSA. Państwowy gigant z Caracas zamierza wykonać 3 odwierty na swojej działce koncesyjnej.

Oczywiście nikt nie może zagwarantować powodzenia ambitnego przedsięwzięcia. Nawet jeśli uda się wreszcie zlokalizować pokłady surowców, będzie to zaledwie początek długiej drogi. Zdaniem Jorge Piñona, profesora Uniwersytetu Florydzkiego i byłego szefa Amoco Oil Latin America, uwarunkowania techniczne wymagają co najmniej 2-5 lat, aby rozpocząć komercyjne wydobycie na opłacalną skalę. Z drugiej strony, przypadek Repsolu nie może być w żadnym wypadku wyznacznikiem dla dalszych prób. Za wcześnie bowiem mówić, czy pozostałe bloki EEZ są również pozbawione ropy. Takie ryzyko wpisane jest po prostu w poszukiwania ropy i gazu. Niedoskonałości technologiczne powodują, że w chwili obecnej 4 na 5 odwiertów kończy się niepowodzeniem. Dlatego też wiadomość o potknięciu Hiszpanów przyniosła rozczarowanie, ale nie zaskoczenie.