Damaszek w ogniu. Rozpoczyna się trzeci dzień zaciętych walk

Od kilkudziesięciu godzin trwają zacięte starcia między rebeliantami, a assadowskimi lojalistami w Damaszku. Najcięższe z nich mają toczyć się na południu – spokojnej do niedawna – stolicy, jednak walki rozlewają się na kolejne dzielnice, także te typowo mieszkalne. Dowództwo syryjskiej armii wyprowadziło na ulice Damaszku czołgi, ostrzeliwuje pozycje przeciwnika z moździerzy i ciężkich dział, nie licząc się ze stratami cywilnymi.

Wczoraj Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża zadeklarował, że oficjalnie uznaje Syrię za kraj znajdujący się w stanie wojny domowej. Taka opinia, mimo że pozbawiona jest jakiejkolwiek mocy sprawczej, może mieć dalekosiężne skutki prawne w przypadku zakończenia konfliktu, szczególnie jeśli w przyszłości społeczność międzynarodowa chciałaby osądzić winnych zbrodni dokonywanych na syryjskich cywilach. Na razie jednak rozlew krwi będzie trwał nadal, ponieważ Rosja nie zgadza się na jakiekolwiek rozwiązanie kryzysu, które nie uwzględniałoby interesów Baszara al-Assada.

Jednocześnie, z kręgów antyassadowskiej opozycji dochodzą niepokojące głosy, że fundamentaliści szkoleni i wyposażani przez państwa takie jak Arabia Saudyjska zaczynają zdobywać coraz większe wpływy wśród rebeliantów. Jeśli to prawda, szansa na szybkie zakończenie konfliktu i stabilizację Syrii wydaje się być bardziej odległa niż kiedykolwiek.

Źródła: BBC, CNN, Twitter, The Daily Star, Al Jazeera, Spiegel Online.