Co zrobić, aby Assad upadł? Cyniczine negocjować

Świat nie ma pomysłu na Syrię – antagoniści nie umieją się porozumieć, a nie zanosi się na błyskawiczne zwycięstwo militarne którejkolwiek ze stron. Co zatem można zrobić, aby zapobiec eskalacji przemocy?

Syryjski billboard przedstawiający Baszara al-Assada (Flickr: tgraham-cc)
Syryjski billboard przedstawiający Baszara al-Assada (Flickr: tgraham-cc)

Media i organizacje zajmujące się prawami człowieka donoszą o około 15 tysiącach zabitych. W rzeczywistości ta liczba jest nie do oszacowania – każda ze storn konfliktu ma interes w zawyżaniu liczby swoich ofiar, a jednocześnie – bez dostępu dla obserwatorów międzynarodowych i dziennikarzy – dane są nieweryfikowalne. Jeszcze więcej jest rannych, zatrzymanych i torturowanych. W zasadzie, jeżeli jest się pechowcem, to legendarny akumulator na jajach można dostać za samą plotkę, że obstaje się nie po tej stronie, co powinno.  Nie ulega wątpliwości, że Syria jest obecnie ogarnięta wojną domową i nikt nie ma pomysłu, jak “zdjąć” Assada i przekonać popierających go – obawiających się krwawej zemsty w razie klęski – Alawitów, wojsko i milicję, do zmiany barw.

Można wiele dyskutować o tym, że to tragedia, że Syryjczycy – z jednej i drugiej strony – bezceremonialnie łamią prawa człowieka. Plan Annana w zasadzie nigdy nie został wprowadzony w życie. W ostatnim tekście na temat Syrii pisałem, iż Annan ma bardzo małe szanse na sukces, ale jeżeli mu się uda – Nagrodę Nobla ma murowaną. Na lipiec 2012 to mu jednak nie grozi. Świat nie ma pomysłu na Syrię – antagoniści nie umieją się porozumieć, a nie zanosi się na błyskawiczne zwycięstwo militarne którejkolwiek ze stron.

Nadziei brak na wiatr

W zasadzie wróciliśmy do punktu wyjścia. Po jednej stronie mamy zorganizowany reżim, lekko słabnący, lecz trzymający się twardo dzięki klanowym interesom, wspierany przez Rosję, Chiny, Iran i Hezbollah, a z drugiej raczkującą opozycję wspieraną przez tzw. Zachód, państwa arabskie (Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Arabia Saudyjska) i Turcję. Jeżeli nie dokonamy roszad, ludzie nadal będą tam umierać. Główny problem Syrii polega na tym, że nie jest to państwo o bogatych zasobach surowca naturalnego (jak Libia), ani na tyle znaczące, aby Zachód zbyt dużo kosztowała jego destabilizacja (Egipt). Dlatego międzynarodowi przeciwnicy Assada chętnie mówią o jego zbrodniach, potępiają go w sferze werbalnej, ale w kolejny konflikt nie zamierzają się pakować, próbując go rozwiązać obcymi rękami według francuskiej zasady, że z błędami jest jak z żonami – wolimy cudze niż własne.

Problem w komunikacji oraz zaufaniu pomiędzy stałymi członkami Rady Bezpieczeństwa istnieje od niemal zawsze, ale Rosjanie i Chińczycy czują się oszukani sposobem rozwiązania konfliktu libijskiego. Rosjanie stracili miliardy dolarów z kontraktów zbrojeniowych, a Chińczycy inwestycje i pracę dla 30 tysięcy robotników. Prawdopodobnie na ich miejsce wejdą państwa europejskie, uczestnicy “Świtu Odysei”. Moskwa i Pekin – co nie zdarza się często – zostały okiwane. W samej Libii nadal prawa człowieka są łamane, a w państwie trwa walka o władzę, chociaż nie jest ona już tak medialna. Nikogo nie powinno więc dziwić, iż Panowie Władimir Putin z Hu Jintao nie chcą po raz kolejny zbyt szybko rozegrać swoich kart w Radzie Bezpieczeństwa. A tymczasem ludzie rzeczywiście giną.

Trzeba handlować

Rzecz w tym, że tutaj konieczne jest porozumienie na poziomie Rady Bezpieczeństwa. W najbliższych tygodniach prezydent Assad nie upadnie, mając wsparcie logistyczne, finansowe i polityczne od Moskwy i Pekinu. Zwłaszcza, że na jego miejsce zapewne przyjdą ludzie uzależnieni od Zachodu, co podkopie pozycję Hezbollahu oraz Iranu, dając – zwłaszcza Amerykanom – niesamowicie korzystne zmiany w regionie. Nie przez przypadek to z krajów Zatoki Perskiej miliony dolarów idą na armię i utrzymanie opozycji. Upadek Assada będzie ciosem dla zaprzyjaźnionego z nim Iranu. Słaby Iran – wyizolowany i otoczony przez wrogów – nie jest w interesie Rosji i Chin. Jak widać, rozgrywka ta jest ważniejsza niż się na pozór wydaje. Rosjanie i Chińczycy mają dużo do stracenia, więc czemu mają odpuścić?

Dlatego trzeba handlować. Żadna z organizacji, ani żadne z państw, nie chce interweniować (szczególnie nie zamierza tego czynić Turcja, wbrew medialnym doniesieniom – jaki ma w tym interes?), bo to chaos, nad którym nikt nie będzie w stanie zapanować, wysokie koszty i niemalże zerowe profity. Przeciwnicy Assada uznają, iż nie będzie on mógł zabijać w nieskończoność i w końcu upadnie. Jego zwolennicy – że krwawe represje – według zasady albo oni albo my – w końcu utopią powstanie. Przy takim nastawieniu można być pewnym jedynie tego, że wojna będzie trwać. Zachód tym razem nie okiwa Rosjan tak łatwo, chociaż groźby w kierunku Rosji – albo bierzecie to, co teraz dajemy albo później, po upadku Assada, nie dostaniecie nic – pokazują, iż negocjacyjny poker trwa w najlepsze.

Może moja teza jest kontrowersyjna, ale uważam, że prawa człowieka w Syrii są jedynie pretekstem do rozgrywki politycznej. Tutaj nikt nie gra o życie ludzkie, a o władzę i sytuację strategiczną na Bliskim Wschodzie. Na pewno Rosjanie byliby bardziej elastyczni, gdyby zapewnić ich o tym, że baza Tartus pozostanie w ich rękach, a kontrakty zbrojeniowe są niezagrożone. Gdyby chodziło tylko o zabijanie ludzi – a w tle nie byłoby innych spraw – problem byłby łatwiejszy do rozwiązania. W tym jednak rzecz, że sprawy zaszły za daleko i zbyt wiele krwi zostało przelanej – o porozumieniu pokojowym między stronami nie ma mowy. Wystarczy spojrzeć na los Mubaraka, który tracił przecież władzę w dużo spokojniejszych okolicznościach. Mało zachęcający przykład – zwłaszcza dla kogoś, kto nazywa się Assad i jest znienawidzony przez sunnicką większość, która – w razie jego upadku – przejmie władzę.

Chińczycy z Rosjanami mogą zmusić Assada do ucieczki, ale nie zrobią tego, jeżeli nie zostaną zabezpieczone ich interesy. Jeżeli nie zostaną, nie mają w tym celu. Jeżeli Assad – czego nie można wykluczyć – przegra wojnę domową, Rosjanie przegrają wszystko. Gdyby jednak rozegrali sprawę tak samo, jak w przypadku Libii – efekt byłby taki sam.

Wniosek z tego jest smutny, że jeżeli chcemy ocalić życie ludzkie w Syrii – trzeba twardo i cynicznie negocjować. Taki właśnie jest świat – ludzie z pięknymi hasłami na ustach realizują swoje interesy. Do tej pory porozumienia nie udało się zawrzeć, a więc krew będzie lała się dalej. W Syrii wszyscy walczą o swoje przetrwanie.

Patryk Gorgol