Dylemat Putina

Stabilność systemu władzy w Rosji opłacana jest za pomocą dolarów zarabianych ze sprzedaży ropy naftowej i gazu. Tymczasem ich ceny spadają. Co to oznacza dla Władimira Putina?

Putin na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos (Źródło: Wikimedia)
Putin na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos (Źródło: Wikimedia)

Przyszłość Władimira Putina i systemu władzy, który stworzył i którego jest twarzą zależy dziś w dużej mierze od cen surowców energetycznych, głównie ropy naftowej. Tymczasem cena ropy naftowej jest dziś najniższa od października ubiegłego roku (ok. 100 dolarów za baryłkę ropy Brent), a od chwili marcowych wyborów prezydenckich ropa potaniała o blisko 25 dolarów. Oznacza to, że Putinowi bardzo trudno będzie zrealizować chociażby niewielką część spośród licznych (i hojnych) obietnic wyborczych, a przede wszystkim w dalszym ciągu kupować spokój społeczny gwarantujący trwanie reżimu.

Niedawno przeczytałem interesujący artykuł prawnuczki Nikity Chruszczowa, Niny, w którym napisała, iż w chwili, w której obywatele przestają się bać władzy i wychodzą na ulice, dni tejże władzy w Rosji są już policzone. A rosyjscy obywatele są nadzwyczaj strachliwi, mało aktywni politycznie i przyzwyczajeni do silnej władzy. Jeśli, mimo tego, decydują się wyjść na ulice (dziesiątki tysięcy, czasem ponad sto tysięcy), pękła bańka chroniąca Kreml przed ludem. Link do artykułu znajdziecie na moim Twitterze, do którego odsyłam zainteresowanych.

Dlatego nie dziwi mnie, że zdominowana przez proputinowskie partie Duma w ekspresowym tempie przegłosowuje zmiany w prawie, których efektem będzie znaczące podwyższenie kar za udział w demonstracjach. Putin jest zbyt inteligentny by nie rozumieć, że nie będzie go stać na kupowanie spokoju społecznego przez kolejną, tym razem 6-letnią kadencję (dwie poprzednie były 4-letnie, Putin był prezydentem w latach 2000-2008). Przewiduje, że protesty będą znakiem firmowym kolejnego etapu sprawowania władzy i postanowił twardo rozprawiać się z opozycją. Nie będzie pacyfikował protestów siłą – po pierwsze, jest to teraz trudniejsze, gdyż demonstrują dziesiątki tysięcy osób, a nie kilka setek, jak jeszcze rok temu; po drugie, siłowe rozwiązania tylko zachęcą do dalszych protestów. Zamiast brutalnych interwencji OMONu będą więc kontrdemonstracje proputinowskich grup, jak np. Nasi, a także surowe kary dla wybranej, wąskiej grupy uznanej za przywódców/organizatorów protestów.

Putin reformator?

Dylemat Putina jest bardzo poważny. Stoi on przed wyzwaniem zapewnienia trwałości układu rządzącego. Musi ochronić fortuny zaprzyjaźnionych funkcjonariuszy reżimu, oligarchów, a jednocześnie modernizować kraj. Oba cele są jednak przeciwstawne. Bez wysokich cen ropy, a te w kryzysowych czasach są bardzo niestabilne, modernizacja nie ma szans. Bez modernizacji i bez przekupywania obywateli Putina czekają nasilające się protesty. Natomiast obrona przywilejów kasty rządzącej oznacza dalsze tolerowanie toczącego Rosję raka korupcji. I irytację coraz bardziej świadomej klasy średniej i ludzi młodych.

Perspektywy ekonomiczne Rosji nie są świetlane. Kraj jest zależny od dopływu karbodolarów (ze sprzedaży gazu ziemnego i ropy naftowej), a jego gospodarka jest przestarzała i mało innowacyjna, a przez to niekonkurencyjna. Ostatnie lata to także odpływ kapitału zagranicznego i osłabienie entuzjazmu inwestorów. Sytuację może odwrócić wielka, warta nawet 500 mld dolarów umowa pomiędzy energetycznymi gigantami Rosnieftem i Exxon Mobile, jednak nie jest to nic pewnego. Historia współpracy zachodnich firm energetycznych z Rosją jest burzliwa, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji i upokarzających rozstań (vide Sachalin, Sztokman, czy TNK i BP). Nie jest łatwo robić biznes w Rosji, a skoro problemy mają giganci, to co powiedzieć o mniejszych przedsiębiorstwach.

Na te wszystkie słabości (i wiele więcej) zwraca uwagę były minister finansów Federacji Rosyjskiej Aleksiej Kudrin. Jego zdaniem obecny model polityczno-gospodarczy jest nie do utrzymania. Pytanie, czy główny jego twórca, prezydent Władimir Putin, jest w stanie dokonać korekty systemu. Czy możliwa jest emulacja chińskiego wzorca, polegającego na liberalizacji gospodarczej (z zachowaniem kontroli państwa nad kluczowymi sektorami i przedsiębiorstwami) przy jednoczesnym usztywnieniu politycznym (faktyczna monowładza i brak alternatywy)? Czy Putin może okazać się reformatorem, czy będzie za wszelką cenę trwał przy obecnym układzie?

Jestem ciekaw Waszego zdania. Osobiście mało wierzę w drugą twarz Putina, czyli w to, że okaże się on zdolny do zmodyfikowania (nie mówiąc o zmianie) swojego podejścia do władzy. Słuchając jego wypowiedzi dotyczących trwających w Rosji od ponad pół roku protestów odnoszę bowiem wrażenie, że nie rozumie on o co w tym wszystkim chodzi. Nie rozumie demonstrujących, nie rozumie ich obaw, potrzeb i postulatów. Jedyne co potrafi, to wyszydzać opozycję i tworzyć kolejne parapartyjne byty, które mają udawać opozycję (Platforma Obywatelska Michaiła Prochorowa to najnowszy przykład). A to żadne rozwiązanie.

Piotr Wołejko