Cypr jeszcze nie tonie

1 lipca 2012 roku Republika Cypru przejmuje prezydencję Rady Unii Europejskiej. Jest to wydarzenie o tyle interesujące, że Cypr – w mediach zauważany głównie ze względu na swoje problemy gospodarcze –  stał się kluczowym punktem, gdzie zbiegają się interesy poszczególnych mocarstw regionalnych Europy i Bliskiego Wschodu.

Flaga Cypru (fot. Corbis-RF)
Flaga Cypru (fot. Corbis-RF)

Cypryjski minister Neoclis Sylikiotis  zapowiedział, że priorytetami prezydencji będzie bezpieczeństwo energetyczne UE, promocja odnawialnych źródeł energii, poprawa konkurencyjności małych i średnich przedsiębiorstw oraz międzynarodowe porozumienie odnośnie strategii zwalczania kryzysu gospodarczego.  Trudno brać jednak te zapowiedzi za zapowiedź realnych działań politycznych, są to raczej typowe ogólniki przedstawiane przez państwo przejmujące prezydencję.  Znacznie ciekawsze natomiast wydają się kwestie dotyczące bezpośrednio Cypru.

System finansowy Cypru jest ściśle powiązany z greckim. Nie może zatem dziwić, że niedawne wybory w Grecji były uważnie obserwowane w Nikozji, od sytuacji politycznej w Atenach zależało bowiem  pole manewru cypryjskich elit. Dwa największe cypryjskie banki, Bank of Cyprus i Laiki Bank (znany na świecie jako Cyprus Popular Bank, wcześniej jako Marfin Popular Bank), masowo nabywały greckie obligacje, obsługiwały greckich klientów skuszonych atrakcyjną ofertą oraz nabywały liczne aktywa na greckim rynku.  Wobec zapaści greckiej gospodarki nietrudno zatem wyobrazić sobie skalę kłopotów, w jakie wpadły. W najgorszej sytuacji jest obecnie Laiki Bank (2.3 miliarda euro straty w zeszłym roku), na którego dokapitalizowanie rząd w Nikozji chce wydać 1,8 miliarda euro.

Jest to olbrzymia kwota, stanowiąca niemal 10% rocznego PKB (ok. 19 mld euro w 2011 r.), Cypryjczycy szukają zatem pieniędzy za granicą. Pod uwagę brane były zasadniczo dwa źródła – Unia Europejska i Rosja. Cypr był stosunkowo niechętny wsparciu ze strony Unii ze względu na to, iż władze w Nikozji obawiały się, że wraz ze strumieniem gotówki pójdą również żądania, m.in. odnośnie podwyższenia niskiej (10%) stawki podatku CIT lub planu cięć wydatków socjalnych.

Z Moskwą Nikozję łączy zaś stosunkowo wiele. Już w grudniu 2011 roku Rosjanie udzielili preferencyjnych kredytów o wartości 2,5 miliarda euro. Rosyjscy biznesmeni prowadzą często interesy w Unii i Rosji za pośrednictwem cypryjskich spółek, zaś rosyjska diaspora jest najbardziej wpływową mniejszością etniczną w greckiej części wyspy. Zapewne sporą rolę odgrywa również prezydent Republiki Cypru – Dimitris Christofias, wykształcony w Moskwie i wywodzący się z komunistycznej partii AKEL, jest on bowiem jest jednym z największych sojuszników Rosji w UE.

Wprawdzie 25 czerwca ogłoszono, że Cypr zwróci się o dofinansowanie ze strony Unii – nie można jednak wykluczyć, że rząd w Nikozji będzie starał się o pieniądze również z Moskwy. Dofinansowanie Laiki Bank to nie wszystko;  ekonomia Cypru zwalnia, a deficyt budżetowy coraz bardziej daje znać o sobie. Trudno również oprzeć się wrażeniu, że tego typu zastrzyki gotówki kupują jedynie kilka kolejnych miesięcy spokoju. Nikozja nie może poprzestać na tymczasowych rozwiązaniach.

Problemy ekonomiczne to nie jedyna kwestia kładąca cień na cypryjskiej prezydencji. Od kilkudziesięciu lat wyspa podzielona jest między trzy rejony – Republikę Cypru, uznawaną przez społeczność międzynarodową, członka UE; brytyjskie bazy wojskowe Akrotiri i Dhekeli; a także Turecką Republikę Cypru, pozostałość po tureckiej inwazji z 1974 roku. Plan Annana, odnośnie zjednoczenia wyspy z 2004 roku został odrzucony przez Południe, zaś sytuacja na wyspie ostatnimi czasy się zaostrza. Turcja jako nieformalny protektor TRC zapowiedziała, że zamierza bojkotować wszystkie spotkania UE, którym przewodniczyła będzie Republika Cypru. Sytuacji nie poprawiają również ostatnie incydenty. Po awarii elektrowni  południe było zmuszone kupować prąd od północy, co skończyło się ostatecznie burzą polityczną i deklaracją, że prąd nie będzie dalej dostarczany oraz że rząd w Nikozji nie zapłaci za niego nieuznawanemu przez siebie „nielegalnemu reżimowi na północy”. Północ odpowiedziała współfinansowaniem protestu ok. 350 tureckich Cypryjczyków w Brukseli.

Relacje cypryjsko-tureckie prawdopodobnie pogorszą się jeszcze w najbliższym czasie. Wszystkiemu „winne” są niedawno odkryte złoża gazu ziemnego we wschodnim basenie Morza Śródziemnego. Według amerykańskiej korporacji Noble Energy liczą one od 141 do 226 miliardów metrów sześciennych, co stanowi olbrzymią szansę dla państw regionu. Grecja, Cypr i Izrael w marcu tego roku zorganizowały konferencję Investment Energy Summit, podczas której omawiana była współpraca tych trzech państw w wykorzystaniu złóż. Strony uzgodniły, że na początku skoncentrują się na produkcji elektryczności na potrzeby własne. Następnie w planach jest zbudowanie stacji przesyłowych gazu ziemnego na Cyprze i w Izraelu oraz wybudowanie gazoportu wraz z niezbędną infrastrukturą na wyspie za 8-10 miliardów dolarów. Zwieńczeniem inwestycji miałby być „trzeci korytarz energetyczny”, gazociąg dostarczający gaz do Europy przez Grecję i Włochy.

Turcja domaga się jednak dość agresywnie udziału Tureckiej Republiki Cypru w eksploatacji oraz podziale zysków.  Tu w sukurs dla Cypru przychodzi jednak Izrael. Skonfliktowany od pewnego czasu ze swoim niegdyś jedynym sojusznikiem w muzułmańskim świecie, Izrael zamierza wykorzystać złoża z jednej strony jako dodatkowy bodziec do wzrostu dla swojej gospodarki, a z drugiej jako geopolityczne narzędzie do stworzenia kordonu wrogich Turcji państw helleńskich.

Wrogie nastroje starają się łagodzić po cichu Amerykanie, którym nie na rękę konflikt dwóch kluczowych sojuszników na Bliskim Wschodzie. Trudno spodziewać się jednak, by osiągnęli porozumienie w najbliższym czasie – interesy obu stron są sprzeczne i wraz z trudnościami ekonomicznymi Aten i Nikozji oraz mocarstwowymi ambicjami Ankary determinacja obu stron jest coraz silniejsza. Ponadto do rozgrywki o zyski z gazu włączyła się Rosja, wyrażając zainteresowanie udziałem w inwestycji. Moskwę polepszającą ostatnio swoje relacje z Tel-Awiwem oraz będącą w zażyłych relacjach z Nikozją trudno uznać za inwestora, którego interesują wyłącznie zyski czysto finansowe. W takiej konfiguracji kwestie ekonomiczne mogą ustąpić geopolitycznej rozgrywce o przyszłość wschodniego basenu Morza Śródziemnego.

Cypr położony na peryferiach UE jest wyjątkowo podatny na wpływ lokalnych mocarstw. Nie można jednak powiedzieć, że jest jedynie pionkiem większych graczy – efektywna dyplomacja pozwala balansować między wpływami UE, Rosji i Izraela oraz zagrożeniem ze strony Turcji. Teraz jednak dla cypryjskich liderów najważniejsze będą kwestie ekonomiczne – wyjście z kryzysu finansowego bez większego szwanku. To oczywiście zawęża pole manewru i stanowi okazję do umocnienia swoich racji zainteresowanym mocarstwom regionu. Trudno przewidzieć wobec tego, w którą stronę ostatecznie pójdzie Nikozja.

Wiktor Częścik