Bliskowschodnia rywalizacja Iranu i Arabii Saudyjskiej. Część III: Półwysep Arabski

Oman

Oman to państwo położone nieco na uboczu. Jest religijnie odmienne od reszty półwyspu, dominującą odmianą islamu w tym państwie jest ibadytyzm, nie należy do OPEC, nigdy nie był również oficjalnie pod brytyjską kuratelą. Brak jedności religijnej z resztą dynastii państw GCC jest ważnym aspektem. Wzdłuż wybrzeży Omanu przebiegają kluczowy szlaki transportu morskiego. Oman jest krajem, który balansuje pomiędzy Arabią Saudyjską a Iranem. Choć Oman trawi większość problemów wewnętrznych, z którymi muszą borykać się także inne państwa półwyspu, przebieg wydarzeń „arabskiej wiosny” był w tym kraju bardzo łagodny. Nie dochodziło do masowych wystąpień, a rządzący krajem od ponad 40 lat sułtan jest popularny w społeczeństwie.

Oman nie jest krajem tak bogatym, jak jego partnerzy z GCC. Nie posiada dużych zasobów surowcowych. Jest to na pewno jeden z czynników, który wpływa na jego politykę względem Iranu. Teheran jest bardzo ważnym partnerem handlowym dla Omanu, ponadto duża ilość Omańczyków zamieszkujących wschodnie regiony kraju żyje …z przemytu do Iranu. Oman i Iran łączy ponadto porozumienie obronne, na podstawie którego na początku 2011 roku odbywały się wspólne ćwiczenia wojskowe. Z drugiej strony Oman obawia się saudyjskich ambicji, oba kraje dzielą spory terytorialne. Wydaje się, że władze Omanu bardziej obawiają się sunnickiego radykalizmu niż irańskiego wpływu na miejscowych szyitów, których odsetek nie jest duży. Dla Omanu, być może bardziej niż jakiegokolwiek państwa GCC Iran jest bardziej przeciwciałem dla Arabii Saudyjskiej niż wrogiem.

Kraje GCC: podsumowanie

Jak widać niemal każde państwo GCC prezentuje wobec Iranu odmienną politykę. Od bardzo bliskich kontaktów Omanu i Kataru, przez ZEA, po niemal wrogi mu Kuwejt. Należy sobie zadać pytanie, jaką postawę przyjęłyby państwa GCC w przypadku regionalnego konfliktu. Uważam, że odpowiedź jest prosta, jednomyślnie wystąpiłyby przeciw Teheranowi. Choć polityka w czasie pokoju bywa różnorodna widać, że w wypadkach kryzysowych, jak na przykład w kwestii Bahrajnu, GCC mówi jednym głosem. Jest również drugi niezwykle ważny aspekt. Stosunki z USA. Amerykanie rozwinęli w ostatnich dziesięcioleciach sieć powiązań w Zatoce, które w efekcie doprowadziła do tego, że wszystkie opisywane powyżej kraje są od USA całkowicie zależne w dziedzinie bezpieczeństwa. Na terenie wszystkich czterech krajów USA posiadają swoje bazy i żołnierzy, wszystkie zaopatrują w broń, z większością łączą je porozumienie ochronne. Kuwejt (a także Bahrajn) posiada status głównego sojusznika spoza NATO (ang. major non-NATO ally), który wynosi wojskową współpracę na jeszcze wyższy poziom.

Kuwejt, Katar, ZEA i Oman to kraje znacznie mniejsze i podchodzące do polityki mniej ambicjonalnie niż Saudowie, czy Iran. Chcą za wszelką cenę uniknąć regionalnego konfliktu, który w fatalny sposób wpłynąłby na ich interesy. Dlatego właśnie opierają się na USA, jedynym kraju, który potrafi w sposób realny zapewnić im ochronę i jest przeciwwagą zarówno dla Saudów, jak i Teheranu. W razie konfliktu z udziałem Stanów Zjednoczonych całe GCC jednomyślnie poprze ich politykę, nie powinno być co do tego wątpliwości.

Jemen

Zupełnie inne problemy związane są z Jemenem. Państwem jakże odmiennym od tych zrzeszonych w GCC. W najnowszym Failed States Index Jemen zajmuje 8. miejsce. Rzeczywiście, kraj, który od dawna borykał się z dwiema rebeliami, ubóstwem, problemami demograficznymi, brakiem wody i kłopotami z wyżywieniem swojej populacji w roku 2011 popadł w jeszcze większe tarapaty. Wydarzenia „arabskiej wiosny” doprowadziły do upadku kontroli władzy nad znacznymi połaciami terenu, co wykorzystała między innymi AQAP, najdynamiczniej rozwijająca się afiliacja Al-Qaidy. Ugrupowanie to przejęło kontrolę nad terenami na południu kraju. Choć na początku 2012 roku udało się uspokoić sytuację polityczną w Saanie, a ofensywa jemeńskiej armii, przy znaczącym wsparciu USA, przynosi  sukcesy w walce z AQAP, do uśmierzenia jemeńskich bolączek droga jest bardzo odległa.

Bardzo możliwe, że Jemen stał się polem kolejnej po Syrii „proxy war” między Arabią Saudyjską i Iranem. Teheran jest posądzany o wspieranie rebelii szyickiego plemienia Houthi na północy kraju, które trwa od wielu lat, a w 2009 roku rozlało się na tereny po saudyjskiej stronie granicy, co skończyło się zbrojną interwencją Rijadu. Iran nie przyznaje się do wspierania Houthi, nie ma na nie żadnych znanych dowodów. Teheran nie szczędzi jednak rebeliantom wsparcia werbalnego. Nie można wykluczyć również, że Iran wspiera AQAP, choć namacalnych dowodów na to jest jeszcze mnie niż na wsparcie dla Houthi.

Jemen stanowi zagrożenie dla stabilności Arabii Saudyjskiej, co rok 2009 świetnie ukazał. Od tego czasu niebezpieczeństwa jakie niesie za sobą niestabilność Jemenu znacznie wzrosły i bardzo możliwe, że Iran stara się to wykorzystać. Biorąc pod uwagę zagrożenie terrorystyczne, które kreuje AQAP, a także potencjalne źródło niestabilności dla Półwyspu Arabskiego i zagrożenie kluczowych szlaków transportu morskiego, które biegną wzdłuż jemeńskich brzegów, nie dziwi wzrastająca pomoc finansowa, ale także militarna, ze strony USA i Arabii Saudyjskiej dla jemeńskiego rządu.

Mateusz Grzywa