Bitwy powietrzno-morskie: najbliższa przyszłość pola walki

Reorientacja polityki zagranicznej USA na Pacyfik wymaga opracowania nowej strategii dominacji w powietrzu i na morzu. Pentagon właśnie nad nią obecnie pracuje.

grafika
źródło: books4you.addr.com

Jak wiadomo Barack Obama planuje przeniesienie ciężaru amerykańskiej polityki zagranicznej i zaangażowania militarnego na południowo-zachodni Pacyfik. By stawić czoła czekającym tam na potęgę militarną USA zagrożeniom, trzeba opracować nową strategię, która będzie wyznaczała kierunki rozwoju sił zbrojnych na najbliższe lata. Środowisko regionu wymaga postawienia na marynarkę wojenną i lotnictwo, komponenty te będą w faworyzowane w nadchodzącym okresie, kosztem innych sił, zwłaszcza Armii.

W Pentagonie opracowywana jest strategia bitwy powietrzno-morskiej (air sea battle, ASB). Doktryna ta ma zapewnić USA skuteczność, dominacje i możliwość reagowania w niebezpiecznym środowisku południowo-wschodniej Azji. ASB to zupełnie inna „bajka”, niż to, z czym mieliśmy do czynienia przez ostatnią dekadę. Założenia walki z bojownikami i powstańcami, inwestowanie miliardów w zabezpieczenia przed minami i IED, odchodzą w zapomnienie. Amerykanie wycofują duże lądowe siły z Bliskiego Wschodu. Ich interesów pilnować będą tam siły specjalne, drony i oczywiście V Flota, operująca na Zatoce Perskiej i Morzu Arabskim. W Pentagonie przewiduje się, że kolejnym wrogiem może być wysoko rozwinięta, nowoczesna i liczna chińska flota, lotnictwo i systemy rakietowe. USA przeciwstawią się Chinom za pomocą ASB właśnie.

Jak pisałem w jednym z wcześniejszych artykułów, o ASB nie wiadomo wiele. Trudno oczekiwać by planiści z Pentagonu zdradzali publicznie konkretne rozwiązania ich nowej doktryny. Jednak na początku roku Szef Operacji Morskich, admirał Jonathan Greenert i Szef Sztabu Sił Powietrznych USA, generał Norton Schwartz przedstawili główne założenia nowej doktryny. ASB przykuła również uwagę komentatorów, budzi również pierwse kontrowersje…

Ci najwyżej postawieni dowódcy nie ukrywają, że systemy „area denial/anti access”, takie jak miny ,środki walki elektronicznej, zaawansowane myśliwce i okręty podwodne , a zwłaszcza broń rakietowa, stanowią ogromne zagrożenie dla możliwości projekcji siły przez siły zbrojne USA. Potencjalni przeciwnicy Stanów Zjednoczonych, wiedząc, że nie mają szans w dużej konwencjonalnej wojnie, zaczęli rozwijać te systemy by zapobiec możliwości zaprezentowania przez USA swoich wojennych walorów. Zamiast walczyć z Amerykanami, nie dopuścić ich do teatru działań. Przekonania, że tego typu rozwiązania są jedyną możliwością zwycięstwa z USA nabrano po miażdżącym sukcesem „Pustynnej Burzy”. ASB ma systemom tym się przeciwstawić i zapewnić USA możliwość rozwinięcia siły z morza na ląd, a także penetracji przestrzeni powietrznej przeciwnika. Hasło „U.S. Global Freedom of Action” mówi samo za siebie.

Kolejnym ważnym założeniem jest rezygnacja z kosztownych zamorskich baz, na rzecz elastycznych sił zdolnych reagować w miejscu zagrożenia. Po części wynika to również z tego, że amerykańskie bazy, w których stacjonuje kilka tysięcy żołnierzy, wraz z innym personelem i nie rzadko rodzinami, mogłyby stać się świetnym celem ataku rakietowego wroga. Uniknięcie „nowego Pearl Harbor” jest dla USA jednym z priorytetów. Nie należy jednak sądzić, że USA całkowicie zrezygnują z obecności swoich żołnierzy w regionie. Już dziś trwają spory na temat dyslokacji Marines wycofywanych z Okinawy.

Ustalono, że z tej japońskiej wyspy wycofanych zostanie 9 tysięcy żołnierzy piechoty morskiej. Nad ich przyszłością rozmyśla się od lat 90., nadal jednak nie znaleziono zadowalających rozwiązań. Za czasów administracji Busha opracowano plan przebazowania tych sił na Guam. Wymagałoby to jednak gruntownej rozbudowy bazy. Całe koszty operacji szacuje się na 21 mld$, w dzisiejszych czasach to zdecydowanie zbyt wiele. Obecnie rozważa się również możliwość ulokowania 4,7 tysięcy Marines na Guam, a resztę na Hawajach (koszt tej opcji – 8,6 mld$). W tym przypadku poddawane są w wątpliwość możliwości szybkiego i skutecznego reagowania w regionie zachodniego Pacyfiku. Największym powodzeniem w Kongresie cieszy się opcja wycofania całości sił do USA i wysyłania żołnierzy na krótkie, rotacyjne zmiany w regionie. Takie rozwiązanie przyjęto w relacjach z Australią, która w bazie w Darwin będzie gościć 2,5 tysiąca Marines w systemie rotacyjnym. Możliwe, że współpraca z innymi krajami w regionie przebiegać będzie według podobnego wzorca.

Opcja ta zdaje się mieć sporo zalet w stosunku do dużej, stałej bazy. Po pierwsze nie utrudnia politycznych relacji z partnerami w regionie, po drugie Pentagon nastawia się w większym stopniu na „ekspedycyjność” swych sił, po trzecie logistycy wciąż pracują na wysokich obrotach, co może zaprocentować w obliczu konfliktu, po czwarte sami żołnierze będą znacznie bardziej elastyczni i lepiej przygotowani do nowych wyzwań, po piąte umożliwia to nawiązywanie kontaktów i odbywanie wspólnych, regularnych ćwiczeń z większą ilością sojuszników, po szóste wreszcie, większość żołnierzy może na stałe mieszkać w USA. Opcja rotacyjna ma również wady. Sojusznicy mogą, w związku z niedostateczną stałą siłą USA w regionie, ulegać presji Chin. Zachodzi również obawa, że w razie konfliktu, systemy „ad/aa” uniemożliwią wysłanie posiłków z USA, a siły w regionie będą zbyt małe, by stawić czoła przeciwnikowi.